kurtka

Kurtka, mycie i nos, czyli pies w deszczowe dni

Można powiedzieć, że deszcz przyszedł dość niespodziewanie w tym roku. To znaczy – był spodziewany, prognozy jasno o nim wspominały. Tyle że dwa dni później. A tutaj pewnego popołudnia słychać było głośny szum i stukot o parapet, a potem Mały Biały… odmówił dłuższego spaceru. W końcu jednak wyjść musiał, a my zajęliśmy się organizacją czasu przed i po spacerach według jesienno-zimowego scenariusza. I tak, wzbogacony radami, przygotowaliśmy ten tekst.

Jak wyglądają nasze deszczowe dni?

Przede wszystkim opierają się na… zajęciach świetlicowych 😉 Jeśli Wasz pies nie przepada za spacerami w deszczu, a roznosi go energia, pozostaje z jednej strony czekać na przerwy w opadach, a z drugiej – zaproponować mu zabawy w domu. Nawet nauka nowej sztuki może być ciekawą rozrywką dla psa, który już ma nierówno pod sufitem, bo brak mu zajęcia. Do tego trochę posłuszeństwa, memlania przysmaków, szukania przekąsek ukrytych w całym mieszkaniu i ogólnie pojętej pracy nosem – i mamy przepis na idealny, deszczowy dzień.

Dodatkowo z szafy wyjmowana jest kurtka dla psa, a w naszym przypadku – jest ona kupowana, bo stara już niestety nie dawała rady. O tym, czy psa ubierać i jaka kurtka sprawdziła się w naszym przypadku, przeczytacie poniżej, więc nie będę się dublować. Powiem tylko: tak, ubieramy psa, jeśli podnosi to jego komfort na spacerze.

Jesień to także idealny czas na rozpoczęcie suplementacji – my zwykle zaczynamy wówczas dodawać oleju do karmy albo podajemy psie witaminy, dzięki którym sierść po okresie linienia wraca do normy. Z kolei moja koleżanka, mając suczkę ze skłonnością do nietrzymania moczu i licznych infekcji układu moczowego, zaczyna wówczas suplementację preparatami na bazie żurawiny. Czy zwiększamy dawkę karmy z uwagi na chłodniejsze dni? Nie, bo Mały Biały nie mieszka w budzie na świeżym powietrzu, tylko z nami w bloku.

Czy ubranie jest potrzebne?

To pytanie dręczy chyba wszystkich psich właścicieli przez większość chłodnych miesięcy w roku. Są tacy, którzy psów nie ubierają wcale; są i opiekunowie, którzy na każdą pogodę mają odpowiednie ubranko. Moim zdaniem każdy powinien znać swojego psa i wiedzieć, czy potrzebuje on ubierania, czy nie. Każda skrajność z dorobioną ideologią jest dla mnie błędna. Jeśli więc ubieramy dla ubierania – szkoda psa. Jeśli jednak nie ubieramy wcale, bo „w końcu to pies!”, a zwierzę nam marznie – też szkoda psa. Preferuję ubieranie wtedy, kiedy psu tego potrzeba ze względów zdrowotnych, ale też z uwagi na komfort. Bo na przykład kurtka nałożona na Małego Białego w deszczowy dzień wydłuża czas spaceru o ok. 20-25% 😉

kurtka

Przez kilka sezonów służyła nam kurtka, którą szyliśmy na zamówienie w zamierzchłych czasach. Tym razem spróbowaliśmy dobrać coś gotowego. Na pierwszy ogień poszła typowo przeciwdeszczowa kurtka ze znanej nam już marki Puppia, ale niestety – trudno było dopasować rozmiar. Szkoda, bo żarówiasty kolor w połączeniu z dość przyjemnym materiałem sprawdziłyby się dobrze. Duże nadzieje wiązałam z płaszczem marki Non-Stop Dogwear, który byłby nawet dobry, gdyby Mały Biały był… suczką. A szkoda, bo materiał był fajny, pasek w połowie ciała dodatkowo chroni przed wiatrem, model dobrze pasował na psa, tylko czekałoby go regularne pranie z uwagi na obsikiwanie jakieś miliard razy na jednym spacerze.

nasz wybór kurtki dla psa

Ostatecznie konkurs wygrała kurtka marki Hunter z serii Niagara i po kilku deszczowych dniach mogę powiedzieć, że jestem zadowolona. Rozmiar 30 leży na psie akurat, a jak zgubi jeszcze resztki kryzy, to będzie idealnie dopasowany. Długość jest odpowiednia – kurtka kończy się kilka centymetrów przed ogonem, co u nas jest konieczne, bo inaczej Mały Biały uważa, że ogon jest bardzo pokrzywdzony i trzeba mu pomóc. Psom mniej wrażliwym pomoże specjalna gumka do zaczepienia na przyrząd merdający. Kurtka ma krótkie nogawki i jest zapinana na rzep, przez co szybko można ją założyć i zdjąć. Ściągacze pozwalają dopasować ją jeszcze lepiej do psa, a odblaskowy pasek sprawdzi się przy gorszej widoczności – u nas przy ulicy jest idealny, jeszcze żaden rower w nas nie wjechał. Kaptur… cóż, zwykle nie używamy, ale powiedzmy, że dodaje +10 do wyglądu 😉 To był akurat ostatni element, na który zwracałam uwagę.

kurtka

Fajny jest materiał kurtki – śliski, nieprzemakalny, a od spodu mamy lekką siateczkę, która chroni psią skórę przed bezpośrednim kontaktem z nieprzepuszczającą powietrza warstwą górną. Co ważne, ten górny materiał ma również membranę, dzięki czemu nie jest tak nieprzyjazny dla skóry psiej jak większość znanych nam, wręcz foliowych kurtek przeciwdeszczowych. Jest też jeden minus – ta siateczka lekko jednak łapie sierść, zwłaszcza takie igły jak przy Małym Białym. Wystarczy ją jednak wytrzepać i problem znika. Co ważne, kurtkę można prać w pralce, co jest dla mnie bardzo ważne, bo szkoda mi czasu na pranie ręczne 😉 Ważna informacja dla opiekunów dużych psów czy po prostu czworonogów, które na spacerze lubią łazić po krzakach. Materiał zewnętrzny ma właściwość rip-stop, czyli jest odporny na rozdarcia. Od tej pory pies w kurtce może swobodnie łazić po krzakach 😉

kurtka

Na zdjęciu macie pokazane dokładnie, jak to się prezentuje przy lekkim (aczkolwiek padającym cały dzień…) deszczyku, zaś na Instagramie jest filmik z dzisiejszego ranka. Mogę też powiedzieć, że ta kurtka była sponsorem dzisiejszej sikupy, która bez niej prawdopodobnie skończyłaby się po prostu staniem z psem pod daszkiem, przy klatce schodowej.

kurtka

Czy biały brudzi się bardziej?

Wiecie, co najczęściej słyszymy w brzydką pogodę, gdy chodzimy z Małym Białym? Wyrazy współczucia od właścicieli innych (ale nie białych i nie jasnych) psów, no bo przecież taki biały piesek to się ciągle brudzi i trzeba go wycierać… Wiecie, nie chcę być złośliwa, ale każdy pies się brudzi i każdego trzeba wycierać. Chyba że wyznajesz zasadę, że co z oczu, to z serca. Nam jasny kolor sierści Małego Białego zdecydowanie pomaga, bo wiadomo, czy trzeba go opłukać, umyć czy tylko wytrzeć.

Sprawdź, co jeszcze regularnie słyszą właściciele białego psa! Więcej

Przy lekkim deszczyku, jeszcze bez błota – wycieramy po prostu ręcznikiem. Warto uczyć tej czynności już od najmłodszych szczenięcych dni, bo potem okazuje się, że psu nie odpowiada takie macanie i zaczyna powarkiwać – u nas jest po prostu komenda „stój”, a potem wzięcie ręcznika i po kolei wycieranie, z ostrzeganiem, np. „łapka”, „druga (trzecia, czwarta) łapka”, „brzuch”, a na koniec „okej” i pies idzie się wycierać już we własnym zakresie 😀

a co z myciem?

Czasami niezbędne jest opłukanie psa z błotnych śladów na łapach – w takiej sytuacji po prostu wstawiamy Małego Białego do wanny i prysznicem płuczemy łapy. Po broń zwaną szamponem sięgamy wyjątkowo, przede wszystkim w sytuacji, gdy pies jest brudny CAŁY. Przy kiepskiej, zimnej i wietrznej pogodzie staramy się kąpać po ostatnim spacerze, aby spokojnie dosechł przez noc. Nie ma co ryzykować przeziębienia, zwłaszcza, gdy pies jest kąpany ciepłą wodą, siedzi w ciepłym mieszkaniu, a potem nagle wychodzi na lodowaty wiatr z deszczem. Z tego samego powodu uniemożliwiamy psu spanie bezpośrednio przy kaloryferze, aby nie skończyło się to ostatecznie problemami zdrowotnymi.

Tutaj dodam jeszcze, że wielu opiekunów uważa kąpanie psa za ostateczność, która nie sprzyja jego zdrowiu. U nas jest nieco inaczej, bo Mały Biały jako alergik potrafi się mocno drapać po buszowaniu w błocie i leżących na ziemi liściach; wynika to przede wszystkim z obecności w nich zarodników grzybów i pleśni. Z tego powodu kąpiele uważamy za konieczne, aby nie trzeba było stosować sterydów i maści. Zazwyczaj stosujemy zwyczajne szampony do białej sierści, które dodatkowo usuwają zażółcenia i wszelkie zabrudzenia. Mamy kilka sprawdzonych marek, których się trzymamy.

A Wy, jaki macie przepis na deszczowe dni? Podzielcie się nim w komentarzach!

 

Tekst powstał we współpracy ze sklepem Hubuform.pl
Zdjęcia modelu kurtki zostały wykonane z słoneczną pogodę. w deszczu pozowania nie ma.