Często zastanawiam się, czym dla ludzi jest spacer z psem – poza tym, ze obowiązkiem. Moje zastanawianie się bierze się stąd, że regularnie na spacerach z młodym spotykamy grupę ludzi z psami. Zawsze w godzinach popołudniowych zajmują nasza łączkę (jedyną w okolicy), CAŁĄ łączkę. Grupa liczy ok. 5 osób z 5 psami. Stały skład to dwa labradory, collie i husky, czasem dochodzi bullek, czasem border collie. Oczywiście, wszystkie luzem. Z jednej strony stromy spad do Odry i kaczki, z drugiej dwupasmowa ulica z torowiskiem dla tramwajów, ale co tam, one „mundre som”, to nie polecą. Za to lecą do każdego psa, który przechodzi – do nas na przykład po to, aby powycierać sobie młodym ziemię, bo on przed każdym większym psem od razu ląduje na plecach, taki zgodny jest. Ale, gdy akurat nie ma innych czworonogów w okolicy, to psy te spędzają spacer bardzo ciekawie, mianowicie leżą. A, i jeszcze leżą. I leżą dodatkowo. Państwo stoją i gadają, kto sprząta urobki, a kto nie; kto kupił sobie nowy samochodów, a kto nie. A psy leżą, taki mają aktywny spacer.

spacer, biały jack russell terrier, blog, biały jack

Gdy my wychodzimy na spacer, to patrzą na nas podejrzliwie i pobłażliwie, zależnie od tego, co akurat robimy. Bo kto to widział – wychodzić z psem na lince? Ćwiczyć coś z nim? Jakieś przywołanie? „Paaaaaani, mój to sam się nauczył, pani patrzy: Azor! (Azor leży) Aaaaaazoooooorrrr! (Azor leży) No chodź tutaj! (Podniósł głowę, znaczy: nie jest głuchy – dobrze wiedzieć) No, teraz nie chce przyjść, ale jak czeba, to przychodzi”. No więc, następuje chwila zastanowienia: to kiedy „czeba”, jak nie wtedy, kiedy właściciel woła?

 

Albo komendy robić i smaczki nosić. Kto to widział z jakimś pasem chodzić, albo w kieszeniach mieć żarcie? Przecież to śmierdzi, fuj! Z powodu takiego podejścia staram się ćwiczyć wówczas, gdy nie ma innych psów luzem, bo inaczej zamiast jednego mojego mam 10, które próbują zjeść mi kieszenie w całości i właścicieli ze wzrokiem „Trzeba było nie przynosić żarcia, to by nie lazły”.

 

A zabawki! To jest dopiero wymysł – psu zabawki kupować. Butelkę mu się zgniecie, albo patyk rzuci. A potem, jak będzie – zamiast iść – podnosił wszystko, co znajdzie, to się opieprzy, bo też coś: bawić mu się zachciało!

 

(Dygresja: Znajoma wychodziła kiedyś z własnym psem porzucać mu piłkę. W pewnej chwili podbiegł obcy pies, zabrał piłkę, oddał właścicielowi po dłuższych staraniach. Właściciel do koleżanki: „To ja sobie wezmę tą piłkę, dobrze? Bo mu się spodobała i my sobie tak zbieramy”)

 

W ten sposób, kończąc przydługi wywód, mam psa, który na spacerach biega, przybiega na zawołanie, bawi się zabawkami, a nie śmieciami, dostaje smaczki za zrobione komendy, które ćwiczy również na dworze. W promocji mam również zdziwione i zaszokowane spojrzenia właścicieli innych psów, i pewnie plotki również na nasz temat (już to widzę oczyma wyobraźni: „o, zobacz, to ta nienormalna, co z psem się bawi!”). Bo zawsze mi się wydawało, że spacer jest od spacerowania, a nie od stania czy leżenia. Ale patrząc na liczbowe porównanie – jestem w mniejszości, przynajmniej na moim osiedlu.
Close Menu