lubań z psem

Góry z psem: z Krośnicy na Lubań z psem

Istnieje sporo różnych tras, które w górach zajmą nam cały dzień. Istnieją jednak również tego rodzaju przejścia, które będą idealne, gdy mamy po prostu kilka godzin do dyspozycji. Takie jest też wejście na Lubań z psem; dziś przedstawimy Wam trasę, z której zazwyczaj korzystamy między innymi z uwagi na naszą kwaterę. O niej już pisaliśmy 🙂 Zatem – zapraszamy!

O wycieczce

Lubań to najwyższy szczyt pasma Lubania, leżącego w południowo-wschodnich Gorcach. Generalnie góra ta posiada dwa wierzchołki i ma wysokość 1211 m. n. p. m. Co istotne, Lubań leży poza Gorczańskim Parkiem Narodowym, co sprawia, że jest dostępny dla turystów z psami. Z uwagi na umiejscowienie jest też ciekawym miejscem na wędrówkę w zasadzie z każdego miejsca leżącego z tej strony regionu: od Ochotnicy Górnej poczynając, przez Krościenko, Krośnicę (stąd idziemy my!), Mizerną, aż na Knurowie kończąc.

Szlak nie jest specjalnie wymagający, jednak potrzeba do niego nieco formy i samozaparcia, zwłaszcza w przypadku bardziej stromych podejść. Szlaki są średnio oznaczone – w miejscach, w których wiele z nich rozchodzi się do bocznych ścieżek można się zgubić, o ile ktoś nie ma orientacji w terenie. Trasa jest trudna po deszczu – trzeba o tym pamiętać i przygotować odpowiednie obuwie. Zobaczycie na zdjęciach; miejscami robią się po prostu wielkie kałuże i błotniste bagienka, stromizny zamieniają się w mini-lawinki błotne z szutrem uciekającym spod butów, a piękny wąwóz to zasysająca stopy koleina.

Cała trasa liczy sobie 12 km długości, które pokonaliśmy w niecałe 4 godziny z przerwami na zdjęcia i zjedzenie czegoś słodkiego. Trasę na Lubań z psem rozpoczynamy właściwie kilkadziesiąt metrów od kwatery, w której my zwykle mieszkamy, a kończymy pod samą furtką 🙂 Widoki po drodze są piękne, dla mnie ten las ma niezwykły urok.

Start: Krośnica

Startujemy z Krośnicy, a konkretnie: z końca wsi. Jeśli mieszkamy gdzie indziej, to dojeżdżamy aż do końca drogi asfaltowej, następnie wjeżdżamy na dojazdówkę żwirową. Za kilkadziesiąt metrów docieramy do miejsca zwózki drewna – gdzieś z boku w bezpiecznym miejscu możemy zaparkować, byle nie zastawiać wjazdów i przejazdów.

Następnie kierujemy się w prawo szeroką drogą, po której widać, że jeżdżą traktory i terenówki. Będziemy nią iść przez większość drogi. Przez prawie cały czas czeka nas podejście pod górę – momentami bardziej, a momentami mniej strome. Jeśli idziecie w sezonie grzybowym, to warto wspomnieć, że lasy te obfitują w kurki – można uzbierać na jajecznicę 🙂

Idziemy praktycznie cały czas lasem; jeśli dochodzimy do rozwidlenia dróg, to kierujemy się w lewo, a nie w prawo; w przeciwnym razie wyjdziemy we wsi obok. Gdy miniemy niewielką polankę, to możemy uznać, że przeszliśmy ok. 3/5 drogi. Tą drogą – szeroką i stosunkowo wygodną – kierujemy się aż do ruin starego schroniska. Oczywiście, pomimo faktu, że droga jest przyjazna – pamiętajmy, że na Lubań z psem wybieramy się uzbrojeni w smycz. Wynika to z oczywistego faktu, że w lesie pies powinien być na smyczy. Jeśli to Was nie przekonuje, to warto dodać, że na drodze możemy spotkać miejscową młodzież jadącą bardzo szybko quadami, a często też naszą drogę przebiegają lisy. Możemy spotkać i dzika.

Stare schroniska

W drodze na Lubań z psem mijamy ruiny starego schroniska – dojdziemy do nich również w momencie, gdy będziemy schodzić ze szczytu. Dokładniej rzecz ujmując, mamy tutaj do czynienia z ruinami dwóch schronisk.

Pierwsze schronisko było całkiem okazałe, co trudno sobie wyobrazić, będąc w tym miejscu obecnie. Liczyło 100 miejsc noclegowych, miało obszerną werandę i piękny widok na Tatry. Istniało w latach 1937 – 1944; wtedy zostało spalone przez hitlerowców, którzy uznali je – słusznie zresztą – za bazę lokalnej partyzantki. Zlokalizowane było na Samorodach, czyli charakterystycznych, magurskich skałkach, gdzie obecnie znajdują się ruiny oraz metalowy krzyż.

Drugie schronisko, którego ruiny mijamy po lewej stronie, zlokalizowane było na polanie Wyrobki, niedaleko wciąż istniejącego źródła wody. Nie było tak okazałe jak poprzednie – była to zaledwie bacówka z 16 miejscami noclegowymi. Budynek powstał w latach 1973/74, a 3 lata później wskutek pożaru spłonął; pozostały jedynie fundamenty. Jeszcze na początku lat 80. XX wieku można było – trochę na dziko – nocować w miejscu starego, istniejącego wówczas budynku gospodarczego.

Lubań

Od ruin starych schronisk mamy w zasadzie dwie drogi. Ja osobiście polecam tę, którą my szliśmy, bo zrobimy wówczas pętlę przez oba szczyty Lubania. Od polany Wyrobki kierujemy się więc w prawo, dobrze wyznaczoną drogą, która obchodzi od południowego wschodu górę. Idziemy tą drogą prawie płasko między dwiema ścianami lasu (po lewej ostatnio była zwózka drewna sprzedawanego w celu zakupu nowych wozów strażackich dla OSP we wsi). Dochodzimy ostatecznie do miejsca, w którym droga krzyżuje się ze szlakiem czerwonym, wiodącym z Krościenka nad Dunajcem. Tutaj ostro skręcamy w lewo i idziemy stromo pod górę – wszystkie wejścia na Lubań są strome 😉

Po lewej stronie rozciąga się coraz ładniejsza panorama na Zalew Czorsztyński, oba zamki (w Czorsztynie i Niedzicy) oraz, przy dobrej widoczności, pogórze i Tatry. Drogą tą idziemy prosto, aż dochodzimy do rozłożystych polan zewsząd otoczonych lasem. Tam, na polanie Wierch Lubania, znajduje się, otwarta w sezonie turystycznym, Studencka Baza Namiotowa „Lubań”.

Baza leży dokładnie pomiędzy dwoma szczytami góry; z jednego szczytu właśnie przyszliśmy, a drugi mamy obecnie przed sobą; na nim wybudowano wieżę widokową. Sama baza, jak wspomniałam, działa głównie od połowy czerwca do końca sierpnia. Jest tutaj ogólnodostępna kuchnia z podstawowymi naczyniami, otwarta, ale pod zadaszeniem (wiatą). Po wodę trzeba zejść do źródła nieopodal mijanych wcześniej ruin schroniska. Nie ma dostępnej łazienki ani ubikacji. W sezonie rozłożony jest spory namiot bazowy, w którym znajduje się jadalnia. Można wynająć tutaj miejsce w dostępnych namiotach (2-4 osobowych) bądź rozłożyć własny namiot.

Co istotne dla tych, którzy wybierają się na Lubań z psem i chcieliby zanocować – jest to możliwe. Trzeba jednak wcześniej obecność psa zgłosić; nie może być on agresywny czy hałaśliwy, co jest oczywiste w kontekście tego, jak wygląda baza. Zazwyczaj, z uwagi na niewielkie rozmiary bazy i brak ogrodzeń, w bazie przebywać może jeden pies (kilka, jeśli się znają czy zdarzy się sytuacja podbramkowa), no i oczywiście nie ma mowy o puszczaniu go luzem. Polecam zaopatrzyć się w specjalny sprzęt do palowania.

Będąc w okolicach bazy warto wybrać się na drugi z wierzchołków Lubania. Tutaj znajduje się ołtarz polowy (upamiętniający obecność w tym miejscu Jana Pawła II) oraz kilkuletnia wieża widokowa. Na nią można swobodnie wejść i z psem; osoby z lękiem wysokości też sobie poradzą, bo ściany są zabudowane. Na górze trzeba jednak przygotować się na mocne podmuchy wiatru. Panorama wynagradza wszelkie niedogodności – a my byliśmy akurat w dniu, kiedy Lubań leżał dosłownie w chmurze.

Po pobycie w wieży widokowej wracamy do bazy, skąd kierujemy na południe szlakiem wychodzącym w stronę źródła z wodą (jest oznaczony jako zejście do źródła).

Szlak niebieski

Już od wyjścia z bazy namiotowej kierujemy się cały czas szlakiem niebieskim w dół. Począwszy od tablicy z mapą mamy do czynienia z bardzo stromym zejściem. Jedną z jego odnóg, idąc w prawo, dochodzimy do wspomnianego źródła wody; dalej dostępne są skałki z krzyżem. My jednak kierujemy się ostro w dół, a ruiny schroniska omijamy tym razem z prawej strony (przyszliśmy z lewej), wąską ścieżką przez las.

Ta część trasy dla mnie jest najbardziej urokliwa, ale idąc na Lubań z psem (albo, jak my, tędy z niego wracając) warto pamiętać, że spotkać możemy całkiem sporo zwierząt leśnych. Ścieżka ta jest bardzo nastrojowa, światło praktycznie dochodzi tylko zamglone do poszycia leśnego, a las wygląda monumentalnie. Gdy natomiast on się kończy, mamy piękne widoki; za nami rozciąga się masyw Pasma Lubania z widoczną wieżą widokową, na której byliśmy. Przed nami w niedalekiej odległości widać górę Wdżar, a dalej – Tatry.

Będziemy teraz cały czas schodzić w dół, zwykle już niezbyt stromo, ale częściowo wąwozem. Idziemy cały czas szlakiem niebieskim wiodącym do przełęczy Snozka, ale do niej nie dochodzimy. Jeśli chcemy wrócić na kwaterę, to kierujemy się drogą wąwozem, a następnie odbijamy w lewo, w stronę zabudowań, które znajdują się pagórkiem.

Mijamy mały zagajnik i przechodzimy ścieżką przez jego środek; gdy wyjdziemy z niego, po lewej będą zagroda dla owiec i ostre zejście w dół. Kierujemy się właśnie tam, przekraczając przydrożny rów przez niewielką, drewnianą kładkę. Tym sposobem wyszliśmy dokładnie naprzeciwko naszej kwatery!

Alternatywne trasy

Trudno byłoby mi opisać wszystkie opcje, dlatego po prostu napiszę Wam, skąd możecie wejść na Lubań z psem. Jak zauważyliście, wejście, które my przedstawiamy, nie jest oficjalnym szlakiem turystycznym. Jest natomiast wejściem najczęściej wybieranym przez mieszkańców – zawsze tędy chodzimy.

Alternatywnie natomiast możecie wejść na Lubań z psem:

  • szlakiem niebieskim z przełęczy Snozka (albo nawet Czorsztyna); tym samym szlakiem podejdziecie też, lekko zbaczając z góry Wdżar, Kluszkowiec albo właśnie Krośnicy (od południa);
  • szlakiem zielonym z sąsiedniego Grywałdu (od południa);
  • szlakiem czerwonym z Krościenka nad Dunajcem (aczkolwiek szlak ten jest podobno mało widokowy i ogólnie nieciekawy, a dość długi; od wschodu)
  • zielonym szlakiem z Tylmanowej (od północnego wschodu)
  • niebieskim i zielonym szlakiem z różnych miejsc w Ochotnicy Dolnej (od północy; tym szlakiem, robiąc pętlę, szedł Huncwot na gigancie)
  • czerwonym szlakiem z Przełęczy Knurowskiej (od zachodu – tak też szliśmy, bardzo ładna i dość prosta trasa z ostrym podejściem na końcu).

Dobra wiadomość jest taka, że ze wszystkich tych miejsc wejdziecie na Lubań z psem. Ostatni, czerwony szlak łączy się z mniejszymi szlakami z przydrożnych miejscowości (takich jak Huba, Mizerna, Maniowy). Najdalej na zachód możemy wyruszyć z Rąbanisk, które leżą na granicy z Gorczańskim Parkiem Narodowym. Oznacza to, że z Turbacza na Lubań z psem nie wejdziemy – musielibyśmy iść przez PN. Wejdziemy natomiast na Turbacz inną drogą, którą już opisywałam (albo dojdziemy na niego również z Ponic, przez Maciejową i Stare Wierchy). Gdziekolwiek nie idziecie – bierzcie ze sobą smycz, a najlepiej: pas z amortyzatorem.

Ciekawostki

Przez całe Pasmo Lubania biegnie wspomniany czerwony szlak – czyli Główny Szlak Beskidzki. Wielka szkoda, że nie da się nim przejść całkowicie z psem – głównie z uwagi na to, że parki narodowe są dla turystów z psami zamknięte.

Jakiś czas temu na Lubań wiódł również żółty szlak z Ochotnicy Górnej, który dochodził do wierzchołka o nazwie Runek. To tam zbiegają się trzy różne miejscowości. Był to szlak o tyle ciekawy, że wiódł przy trzech zarośniętych obecnie jeziorach oraz Jaskini nad Jeziorami.

Wschodni wierzchołek Lubania nazywany jest Średnim Groniem – ale tylko przez górali z Tylmanowej. W zwyczajach mieszkańców pozostałych miejscowości nazwa ta nie funkcjonuje. To jednak nie jedyna nazwa ludowa. Góra ta nazywana była również Trzema Kopcami, z uwagi na to, że przed wyznaczeniem szlaków wierzchołek oznaczano trzema kamiennymi kopczykami (trzema – bo schodzą się tutaj trzy miejscowości).

Zachodni wierzchołek Lubania nazywany był Partyją z uwagi na stojącą tam drewnianą wieżę triangulacyjną. Co ciekawe, nie była to nazwa indywidualna – wszystkie szczyty z takimi wieżami tak właśnie nazywano.

Lubań w kulturze ludowej nie cieszył się dobrą sławą. Przede wszystkim znany był pod nazwą Obwiesia Wierch i wcale nie chodziło o zbójców, o których za chwilę. Teren Lubania był od zawsze niczyj – była to dodatkowo ziemia niepoświęcona. Z tego powodu porzucano na niej ciała samobójców.

W Paśmie Lubania znajdują się Zbójnickie Dziury – leżą niedaleko szlaku od Krościenka nad Dunajcem. To właśnie w tych jaskiniach schować miał skarb Józef Baczyński, jeden z najbardziej znanych harnasiów Beskidu (więcej o nim przeczytacie tutaj).

Niedaleko Lubania znajdują się Zbójnickie Stoły – charakterystyczny uskok skalny, który, jak sama nazwa mówi, był często odwiedzany przez zbójców. Była to podobno idealna kryjówka, bo ten, kto wszedł w szczeliny skalne, pojawiał się w Dunajcu w Tylmanowej! Podobno miejsce to z kilkoma innymi kryjówkami łączyły podziemne korytarze.

Praktycznie wszystkie porośnięte obecnie lasami miejsca były niegdyś pastwiskami i polanami służącymi do wypasu owiec. Obecnie tylko polana, na której znajduje się baza studencka jest częściowo niezarośnięta, a dodatkowo – regularnie koszona.

Krzyż przy ruinach pierwszego schroniska pod Lubaniem został ustawiony przez harcerzy w 1957 roku. Ma on upamiętniać dwóch partyzantów, których zabili hitlerowcy tuż przed spaleniem pierwszego schroniska. Warto dodać, że właściciele tego obiektu działali w ruchu oporu, a gospodarz, Ernest Durkalec, pełnił funkcję kapitana AK.

Każdy, kto odwiedza polanę Wierch Lubania wiosną, tuż po zimowych roztopach, może spotkać po jej środku mały staw. Według legendy to dokładnie w tym miejscu pod ziemię zapadło się stado owiec wraz z szałasem i koszarzami. Był to wynik klątwy, którą rzucił na nich baca. W wyniku tego wydarzenia powstał tutaj stawek – bardzo głęboki – który z czasem był coraz płytszy. Ma to podobno świadczyć o tym, że siła klątwy maleje. Mimo tego, 25 lipca (na świętego Jakuba) każdy odważny człowiek może nocą odwiedzić to miejsce – podobno słychać wówczas podzwanianie dzwonków owiec i głosy juhasów.

Lubań był również kryjówką dla znachora Grusia z Krościenka, żyjącego na przełomie XIX i XX wieku. Uważany był on przez jednych za uzdrowiciela, a przez drugich – za strasznego czarownika. Ponoć widziano go, jak spływał ze szczytu na chmurze, niszcząc przy tym las.

Źródła
http://www.cotg.pttk.pl/encyklopedia_tresc.php?id=177&szukaj=

http://zbojnickiszlak.pl/index.php?menu=c&id_menu=208

http://zbojnickiszlak.pl/index.php?id_menu=257&menu=f