góry z psem

Góry z psem: Wąwóz Homole i Małe Pieniny

Ostatnio podczas przeglądania wpisów podróżniczych, które dla Was dodaliśmy, zauważyłam znaczne uchybienie: brak wpisu o Homolach! Nie wiem, jak to możliwe, że wielokrotnie odwiedzane przez nas miejsce nie zostało jeszcze ujęte w dział podróżniczy. Dziś to przeoczenie nadrabiamy i zapraszamy Was w góry z psem, na krótką, acz bardzo urokliwą trasę.

O wycieczce

Wąwóz Homole leży w obrębie Małych Pienin, a te – na nasze szczęście – znajdują się poza terenem Pienińskiego Parku Narodowego; te góry z psem są dla nas więc otwarte. My odwiedzamy wąwóz co roku i osobiście jest to jedna z moich ulubionych tras na krótki spacer. Bardzo żałuję jedynie, że jest to szlak tak oblegany – bo spotkamy tutaj sporo ludzi (w tym wycieczki), jak i kilka psów.

Zobacz inną naszą trasę w góry z psem – z Białej Wody przez Radziejową i Obidzę! Więcej

Jeśli wybieracie, tak jak my zazwyczaj, teren wąwozu jedynie jako krótki spacer z robieniem miliona zdjęć, posiedzeniem w Szałasie Bukowinki i podziwianiem okolicznych widoków, to nie zmęczycie się za bardzo. Trasa wynosi jedynie… ok. 2 km w jedną stronę! W drugą – zależnie od tego, jak wrócicie, ale o tym za chwilę. Zdecydowanie jednak, pomimo faktu, że trasa jest krótka, potrzebujecie dobrego obuwia o znacznej przyczepności i – najlepiej – ze stabilizacja stawu skokowego. Inaczej… bywa różnie 🙂

Pies powinien być na smyczy, bo teren ten to obszar rezerwatu. Co więcej, po wyjściu z wąwozu możecie spotkać psy pasterskie i rozmaite zwierzęta, od pędzonych drogą krów i owiec po konie – zarówno te w tabunie, jak i dosiadane przez jeźdźców (bo szlak jest również częściowo konny). Nie polecam jednak spotkania zwłaszcza z tymi pierwszymi, szczególnie jeśli Wasz pies luzem postanowi sprawdzić, cóż to za zwierzęta beczą po drugiej stronie ścieżki. Możecie wziąć pas biodrowy, jednak na licznych schodach może być Wam po prostu niewygodnie, zwłaszcza że czasem mija się sporo osób. W innych sytuacjach polecam w góry z psem pas, teraz jednak może być nieprzydatny, jeśli nie idziecie na dalszy szlak, o czym niżej.

Trasa zajmie Wam od ok. półtorej godziny do nawet kilku czy kilkunastu godzin. Zależy, ile czasu spędzicie na robieniu zdjęć, odpoczywaniu, relaksowaniu się z pięknymi widokami i innych takich 🙂

Start: Wieś Jaworki

Właściwie wejście do Wąwozu Homole znajdziecie zaraz na początku wsi Jaworki. Warto wiedzieć, że wieś ta administracyjnie istnieje dopiero od 2008 roku; wcześniej obszar ten należał po prostu do Szczawnicy. Z 2008 rokiem aktualne stały się starsze mapy, które obejmowały trzy części tej wsi: Białą Wodę (jak się można spodziewać, w kierunku rezerwatu o tej samej nazwie), Czarną Wodę (ulica za kościołem odchodząca na północ) oraz Zapustek (na końcu Białej Wody).

We wsi znajduje się zabytkowy kościół św. Jana Chrzciciela, który jest oryginalnie cerkwią greckokatolicką z 1798 roku (wcześniej był tutaj drewniany budynek cerkwi z 1680 roku). Warto wejść do środka, aby obejrzeć tamtejszy ikonostas. Dla wielbicieli bardziej, ekhem, rozrywkowych klimatów mamy Muzyczną Owczarnię – klub muzyczny, w którym corocznie odbywają się koncerty i warsztaty muzyczne.

Wróćmy jednak do sedna: parkingów, z których dojdziecie do wąwozu jest co najmniej kilka. Jeśli zdecydujecie się zejść jakąkolwiek inną drogą aniżeli ta, którą przyszliście – czeka Was albo spacer po wsi, albo dojazd śmieszną ciuchcią elektryczną 🙂 Główny parking jest nieźle oznaczony (po prawej stronie drogi, gdy jedziecie od strony Szczawnicy), często stoją tam też autobusy dowożące wycieczki w ten region.

W całej wsi znajdziecie oznaczenia, którędy właściwie do Homoli. Zasada jest jedna: jeśli nie minęliście kościoła po lewej stronie, to na 95% nie musicie się wracać. Jeśli minęliście – musicie się wrócić, aby wejść do wąwozu. Samo wejście jest dobrze oznaczone, a informacji chętnie udzielą Wam też mieszkańcy.

Wąwóz Homole

Przy wejściu do wąwozu znajduje się kilka tablic informujących o tutejszej faunie i florze – ciekawostka, jeśli lubicie wiedzieć, na co patrzycie i co możecie spotkać po drodze. W wąwozie czeka nas sporo udogodnień w porównaniu do lat wcześniejszych. Dołem wąwozu płynie potok Kamionka, który kilkakrotnie przekraczamy suchą stopą dzięki zlokalizowanym tam mostkom. Gdy na początku naszej pienińskiej przygody zwiedzaliśmy te góry z psem, mogliśmy liczyć głównie na drewniane kładki albo duże kamienie.

Warto wiedzieć, że swoje nazwy mają również skały, które będziemy mijać po obu stronach wąwozu. Na początku, od razu po lewej stronie mamy przyjemność spojrzeć na skałę o nazwie Wapiennik; pochodzenie tej nazwy jest chyba oczywiste 🙂 Następnie zlokalizowany jest pionowy Grzebień. Po prawej stronie mamy okazje mijać wysoką i stromą Prokwitowską Homolę (o której więcej na końcu). Dalej po lewej stronie mamy Niską Skałę i zaraz za nią Wysoką Skałę; ta pierwsza liczy 70 m, zaś druga – 120 m – i tym samym jest najwyższa w całym wąwozie. W odróżnieniu od początku wąwozu, tutaj mamy do czynienia ze skałami bogatymi w żelazo, a więc o lekko czerwonym zabarwieniu. 

Tutaj odbijamy wraz ze ścieżką z typowego wąwozu i wchodzimy stromo pod górę po schodach (śliskich!), aż dochodzimy do Dubantowskiej Dolinki.

Dubantowska Dolinka

Ta dolinka jest na pewno znana każdemu, kto był w tych okolicach – tutaj powstaje 90% zdjęć pamiątkowych z rozmaitych wycieczek 😉 Dolinka leży na wysokości ok. 640 m, ponad Wąwozem Homole i potokiem Kamionka. Jest tutaj kilka charakterystycznych rzeczy. Dla tych strudzonych wspinaczką (śmiejcie się, ale po deszczu bywa różnie) przygotowane są stoły i ławki. Można uzupełnić nadwątlone siły i uspokoić rozedrgane nogi. Zaraz po wejściu do Dolinki widzimy skały naturalnie wypiętrzone na kształt książek i z tego powodu zwane Kamiennymi Księgami. Legendę ich dotyczącą znajdziecie poniżej.

Nad Dubantowską Dolinką góruje zdecydowanie Czajakowa Skała o wysokości 707 m, do której można dotrzeć po ścieżce edukacyjnej. Na kamieniach znajduje się kolejny punkt do robienia zdjęć, głównie z uwagi na widoki. Skała jest praktycznie pionowa od strony doliny, dlatego warto zachować ostrożność, zwłaszcza idąc w góry z psem aktywnym i narwanym, jakim bywa czasem Mały Biały 😉

Szałas Bukowinki

Następnie wychodzimy z Dubantowskiej Dolinki i kierujemy się wraz z oznaczeniami na Szałas Bukowinki. Warto pilnować drogi i patrzeć pod nogi – ścieżka wyłożona kamieniami jest niezwykle śliska, a i jej błotnistej wersji obok nic nie brakuje. Do szałasu wiodą szerokie drogi, po których pędzone są zwierzęta na wypas; można tu też spotkać np. traktory, dlatego ostrożności nigdy za wiele. Dochodzimy w końcu na rozległą polanę; na końcu jej wyższego piętra widnieje wspominany szałas. Z psem siądziemy w ogródku, zarówno przy stołach, jak również na którejś z okolicznych huśtawek czy ławek. Czasami po drugiej stronie drogi obejrzeć można pokazy strzyżenia owiec. Jeśli idziecie z psami i dziećmi – uważajcie na ogrodzenia elektryczne otaczające pastwiska.

W szałasie odpoczniecie, kupicie pamiątkowe kartki i oznaczenia, przybijecie pieczątki do książeczek turystycznych. Napijecie się czego tam chcecie, zjecie coś i skorzystacie z ubikacji. Obsługa jest niezwykle miła 🙂 Można też wziąć koc i rozłożyć się na słoneczku, tuż obok np. placu zabaw dla dzieci. Jeśli chcecie mieć widok na góry z psem u boku – to doskonała okazja na taki relaks. Koniecznie weźcie aparat i książkę! 🙂

Co dalej?

Tutaj opcji macie kilka. Możecie wrócić się tą samą drogą – ale patrząc na liczbę ludzi na trasie i stromość niektórych zejść… raczej nie polecam. My zwykle wybieramy się dalej drogą wiodącą tuż obok Szałasu Bukowinki w dół; w ten sposób dochodzimy między domami do głównej drogi wsi Jaworki, nieco poniżej kościoła. Alternatywnie z drugiej strony szałasu znajduje się wyciąg czynny chyba cały rok (na pewno latem) – za kilka złotych możemy nim zjechać (czy z psem – szczerze nie wiem, bo nie lubię wyciągów :D). Znajdziecie się na dole jeszcze dalej aniżeli w sytuacji, gdy schodzilibyście drogą.

To jednak nie wszystkie opcje. Teraz przedstawimy Wam wszystkie drogi, które są dla Was dostępne, gdy pójdziecie w te góry z psem. Możecie iść dalej aż do Rezerwatu Wysokie Skałki (tutaj macie ok. 15 minut podejścia na sam szczyt Wysokich Skałek, przy czym trzeba się potem wrócić do tego rozdroża). Tam odbijacie w lewo na Uroczysko Zaskalskie, a z niego idziecie do Przełęczy Rozdziela. Potem schodzicie Rezerwatem Biała Woda do wsi Jaworki i wracacie się drogą do auta (13 km). Dokładnie taką trasą pokonała góry z psem (a raczej psami) Międzygatunkowa Rodzina – znajdziecie ich opis tutaj.

Jeśli od Przełęczy Rozdziela pójdziecie dalej prosto, to dojdziecie do Obidzy, w której dla odmiany gościliśmy my. Z Obidzy macie kilka opcji:

  • iść granicą polsko-słowacką aż do Piwniczej-Zdroju (23,5 km);
  • pójść do Litawcowej, a następnie do Wielkiego Rogacza.

Od Wielkiego Rogacza:

  • odbijecie w prawo przez Niemcową i schronisko Kordowiec aż do Rytra (24,6 km);
  • odbijecie w prawo do Niemcowej, a potem w lewo do Piwnicznej-Zdroju (23,9 km);
  • odbijecie w lewo przez przełęcz Żłobki, Radziejową do wierchu Przehyby, potem pójdziecie do schroniska na Przehybie (21,4 km).
Alternatywna trasa na Przehybę ze Szczawnicy – zobacz, gdzie iść w góry z psem! Więcej

Ze schroniska na Przehybie:

  • zejdziecie przez wodospad Zaskalnik do Szczawnicy-Zdroju (30 km);
  • zejdziecie wprost do dolnej Szczawnicy przez Szlachtową (30,8 km);
  • pójdziecie górą do Przysłopu i pod szczyt Dzwonkówki, a potem zejdziecie do Szczawnicy-Zdroju przez Bereśnik i bacówkę pod Bereśnikiem (33,4 km);
  • pójdziecie do Sewerynówki, tam odbijecie na Bereśnik i zejdziecie do Szczawnicy-Zdroju przez bacówkę pod Bereśnikiem (31,6 km).

Wróćmy jednak do Wąwozu Homole na jeszcze jedną chwilę. Idąc do Rezerwatu Wysokie Skałki możecie też odbić w prawo nad schroniskiem pod Durbaszką (do schroniska trzeba kawałek zejść), a dalej:

  • iść przez skrzyżowanie pod Wysokim Wierchem, aż dojdziecie do Pod Huściawą i tutaj zejdziecie do Szlachtowej (10 km);
  • albo idziecie dalej i dochodzicie do Szafranówki (z której prowadzi droga asfaltowa do Szczawnicy), potem do Palenicy i stąd możecie zejść pieszo albo zjechać kolejką (znów – nie wiem, jak z psem, ta kolejka to moje przekleństwo, bo na szkolnej wycieczce uderzył w nią piorun i stanęła na dobry kwadrans…) (12,2 km w wersji pieszej);
  • jeśli pójdziecie dalej  Pod Szafranówką, to dojdziecie do skrzyżowania pod Orlicą, leżącego tuż nad Dunajcem już w Szczawnicy (12,3 km).

Ufff, chyba macie trochę opcji, co? 🙂 Wybierając się w góry z psem, pamiętajmy, aby liczyć siły na zamiary i możliwości – zarówno nasze, jak i psa.

Zobacz, jak przygotować się na wyjazd w góry z psem! Więcej

Ciekawostki

Obszar Jaworek, Szlachtowej i krańców Szczawnicy był zamieszkany przez przedstawicieli wielu narodowości. Nie zabrakło Łemków – pozostałości po ich zabudowaniach znajdziemy w Rezerwacie Biała Woda; trudnili się oni uprawą oraz wypasem zwierząt. Sporo było Polaków; pracowali głównie w lasach i tartakach. Nieliczni Żydzi prowadzili dobrze prosperujący sklep, cieszący się ogólnym zainteresowaniem i sympatią. Prócz tego nie zabrakło też Cyganów, którzy zakładali obozy w miejscach „niczyich”; pracowali w kuźniach, grali na weselach.

Murowana cerkiew greckokatolicka w Jaworkach ma w swojej zaprawie murarskiej… mleko! Od każdego gospodarza uzyskano po ok. 10 litrów tego napitku. Kamienie zaś były znoszone przez mieszkańców Jaworek z terenów Słowacji bez użycia wozów – na ich własnych plecach. W cerkwi, co ciekawe, modlili się i chrzcili dzieci również katolicy polscy, bo kościół katolicki był daleko – dopiero w Szczawnicy. Nie powodowało to wielu konfliktów.

Pod Radziejową, według przekazów, osiedlili się rozbójnicy. Atakowali ludzi, którzy z Jaworek przechodzili szlakiem do Rytra albo Piwnicznej, najczęściej w celach handlowych. Odbierali dobra materialne, a oporne ofiary zabijali.

Legenda mówi, że w okolicach Jaworek znajdują się lochy wypełnione licznymi skarbami i złotem. Mają liczyć ponad 3 km i być wręcz labiryntem. Tamtejszy skarb jest przeklęty, dlatego też nikt go nie szuka.

Pod Rytrem niegdyś znajdowała się przydrożna karczma należąca do zbójców, którzy zabijali i okradali gości. Z czasem plotki o takim miejscu rozeszły się, a wojsko zabiło rzezimieszków. Obecnie w tym miejscu dzieją się – według świadków – rzeczy nadprzyrodzone: widać słupy ognia, słychać jęki.

Kamienne Księgi, według mieszkańców, są zaklętymi przez Boga księgami zapisanymi tajemniczym pismem. Udało się je tylko raz odczytać słowackiemu popowi; Bóg jednak odebrał mu mowę, aby nie rozpowiadał o tym, co jest na nich zapisane.

Prokwitowska Homola jest górą, w której znajdują się do dziś szyby kopalniane. Przed wiekami to właśnie tutaj wydobywano złoto.