jolly egg

Jolly Egg – Running Egg – czyli psia ignorancja

Jakiś czas Mały Biały miał swoje trzecie urodziny, z okazji których dostał od nas Jolly Egg – wersję uciekającego jajka, czyli Running Egg. Byliśmy zachwyceni recenzjami, zastanawialiśmy się nad kupnem już dłuższy czas, w końcu się zdecydowaliśmy. Reakcja Małego Białego przerosła nasze oczekiwania…

…albowiem zabawkę zupełnie olał. Dodam więcej: jak tylko jajo jest wyjęte w absolutnie jak najmniej zajmujących okolicznościach, w których młody bawi się nawet plastikową butelką po wodzie, następuje reakcja. Reakcja to potoczenie zabawki nosem i dwa szturchnięcia łapą. Następnie reakcji brak. Jajo jest olewane, obchodzone łukiem, a gdy toczy się w kierunku psa – ten z niesmakiem na psiej twarzy odchodzi obok. I czeka, aż dostanie jakąś zabawkę, no bo przecież jaja nie można zabawką nazwać, c’nie?
jolly egg

Nie ukrywam, że wiązaliśmy z jajem spore oczekiwania i pokładaliśmy w nim nadzieję. Nadzieję na to, że Małe Białe się zajmie i zmęczy. Nawet chcieliśmy stosować się do zaleceń producenta, co by jajo dawkować i dawać jedynie na 10 minut, a potem przerywać zabawę, bo pies będzie się bawił do upadłego, nie patrząc na zmęczenie – aż z niego padnie, i to wcale nie w pozytywnym znaczeniu. Obejrzeliśmy chyba setkę filmików, które pokazują, jak psy szaleją z zabawką; przeczytaliśmy setkę recenzji, które jasno wskazywały, że pies może mieć tę zabawkę dawaną do dyspozycji jedynie na dworze, bo chałupę rozniesie w drobny pył. I nic.

Nie powiem, że nie próbowaliśmy go przekonać do jaja. Nawet schowaliśmy je na tydzień, a potem bawiliśmy się sami. Pies kilka razy pacnął łapą i stwierdził, że jesteśmy chyba nienormalni, skoro chcemy bawić się czymś takim. Jajo zupełnie nie zdało egzaminu, choć wiem, że wiele innych psów daje się za nie pokroić.

Jednocześnie, zdecydowanie jesteśmy w stanie stwierdzić, że jest to wina jaja samego w sobie. Któregoś dnia Pańcio Małego Białego wychodził pograć w nogę z kolegami i zostawił na ziemi piłkę do nogi – skórzaną, szytą ręcznie. Ileż pies miał zabawy! Jak ganiał, biegał, trącał, skakał! A jak szczekał, gdy mu ją w końcu zabrano w obawie przed uszkodzeniami, które niechybnie by zrobił. I jak szafy pilnował, jak zobaczył, gdzie mu schowano jego zdobycz…

A kilka dni temu przyszła Crackle Ball, średnica 8 cm, nieco za duża więc dla Małego Białego, żeby nosił w paszczy, ale dzięki dziurkom w gumie piłki jakoś udaje mu się wziąć ją „na ząb” i przenieść. I znów – szał ciał, bieganie, skakanie, szczekanie, wykonywanie wszystkich komend naraz (co, swoją drogą, wygląda przekomicznie), żeby tylko dostać piłkę i móc się bawić!

W przypadku obu tych zabawek zabawa nie różni się wiele od tej, którą mógłby pies kultywować z jajem. Niestety, jajo mu się nie podoba, nie przypada mu do gustu, nie pasuje i już! Koniec, kropka.

Dlatego, jeśli liczyliście na recenzję – niestety, to jest jedyna. Trudno nam zrecenzować coś, czym Młody w ogóle się nie chce bawić! Natomiast mamy do sprzedania Jolly Egg, rozmiar S (średnica 20 cm), parę razy trącone łapą, w stanie idealnym i nawet woreczkiem (co prawda z dziurą, aby się dało jajo wyjąć), w którym jajo przyleciało do nas. Jeśli ktoś chciałby odkupić i sprawić, że w szafce Małego Białego zrobi się miejsce, dzięki któremu wszystkie zabawki nie będą wypadać przy otworzeniu drzwiczek – zapraszam do kontaktu mailowego: redakcja@bialyjack.pl