Odkąd w naszym domu są i pies, i dziecko, wiele rzeczy wychodzi nam… dziwnie. I nie mówię tutaj o ich relacjach, ale raczej o tym, co robimy my. Sprawę na pewno znają ci z Was, którzy mieli sporo kuzynów i podczas pobytu u dziadków byli wołani wszystkimi imionami oprócz swojego. Tak, też to przerabiałam. A teraz sama jestem autorką podobnych zachowań. Wiecie już mniej więcej, na co się przygotować, dlatego – zapraszam do wpisu!

1. Mylenie imion

Zaczynamy od rzeczy oczywistej, czyli mylenia imion. Tak, pies i dziecko w naszym domu mają podobne imiona, które w wymowie różnią się… jedną literą! Dlatego zdarza się, że gdy wołamy Małego Człowieka, pies przybiega jakby kontrolnie. W drugą stronę zdarza się to również, ale głównie dlatego, że syn chce być tam, gdzie akurat przebywa Mały Biały. Bawi się w ten sposób w berka albo chowanego, choć pies o tym nie wie. Wilk syty i owca cała! Niemniej często zdarza się nam zawołać nie tego członka rodziny, którego właściwie chcemy mieć obok siebie.

2. Przywołanie... dziecka

Tak, zdarza nam się (no dobra, mi się zdarza) krzyknąć: „Mały Człowieku, chodź tutaj, no już, do mnie!” Mina otoczenia jest wówczas bezcenna, chyba że jest to mój mąż, który z kamiennym wyrazem twarzy dodaje, żebym dała młodemu jakiegoś smaczka w nagrodę…

3. "Nu nu nu!"

Mały Człowiek jest obecnie zagorzałym wielbicielem książek o Puciu. W efekcie pierwsza część wałkowana jest na tyle często, że znam na pamięć każdy fragment, a jak zamknę wieczorem oczy, to widzę obrazki z kolejnych stron. Jedną z ulubionych scen jest ta, w której mama mówi do Pucia „Nu nu nu! Nie wolno, Puciu, zupa jest gorąca!”, gdy brzdąc próbuje dotknąć garnka z zupą. Mały Człowiek uwielbia to „nu nu nu” i chodzi po domu, wszystkim pokazując, że czegoś nie mogą robić. W efekcie i pies, i dziecko czasami słyszą ode mnie te słowa. Gorzej, że ostatnio zawołałam do Małego Białego, który szykował się do tarzania w zdechłym zwierzątku: „Nu nu nu, nie wolno!”. Pan, który mnie mijał, prawie się potknął…

4. Kołysanie na rękach

Gdy Mały Człowiek był jeszcze mniejszy i nie poruszał się z prędkością światła, najchętniej czas spędzał w nosidle, ewentualnie na rękach. Jako młoda mama nabyłam nawyk stania i powolnego kołysania się na boki. Pewnego dnia pojechałam z Małym Białym do weterynarza. Trzymałam go na rękach przed wyjściem z gabinetu i jeszcze rozmawiałam z lekarzem. Patrzył się na mnie dziwnie przez chwilę, po czym w jego oczach zobaczyłam błysk zrozumienia, a na twarzy – uśmiech. I dopiero, gdy wsiadłam do auta, zorientowałam się, że stałam tam z Małym Białym w pozycji horyzontalnej na rękach i go… kołysałam. Jak bobaska.

5. "No, to am!"

Kolejny tekst z książki o Puciu, tym razem o jedzeniu i karmieniu misia z akompaniamentem „am!”. Ostatnio, dając psu gryzak, powiedziałam do niego: „No, to teraz am!”. Tym razem bez świadków. Psu było obojętne, chyba za często to słyszy 😀 

pies i dziecko

6. Docenianie i chwalenie

Przed epoką dziecięcą chwalenie psa zazwyczaj polegało na „super, dobry pies!”. Małego Człowieka nie chwalimy w taki sposób, ale nie będę teraz wnikać w meandry wychowania. Grunt, że zamiast powiedzieć „Wow, ale świetna wieża!” mówimy raczej „Wow, ale wysoka wieża, musiałeś się chyba napracować, prawda?”  i tego rodzaju teksty. Opowieść właściwa: na łączce ćwiczyłam z Małym Białym elementy posłuszeństwa. Szło nam całkiem dobrze – na tyle, że postanowiłam sprawdzić, czy pamięta dość skomplikowaną dla niego zawsze rzecz. Okazało się, że pamiętał i wykonał bezbłędnie, dlatego też pochwaliłam go, mówiąc: „Dobry pies! Chyba nie było łatwo, prawda? Co było najtrudniejsze?”. I ta konsternacja na psiej twarzy…

7. Gwizdanie i cmokanie

Halo halo, czy są tu rodzice, którzy gwiżdżą i cmokają na… dziecko? Odkąd Mały Człowiek zaczął ciągle biegać, to zdarza mi się stanąć przy bramce na placu zabaw, zagwizdać i krzyknąć „Idziemy! Tędy!”. Mały Biały rozumie, Mały Człowiek już się nauczył, ale gromy z oczu matek i babć na placu zabaw niejednokrotnie prawie mnie trafiły…

8. Kiedy coś do pary? Gdy suka się oszczeni...

Wiecie, jak to jest z ludźmi, nawet niestety obcymi – jak macie jedno dziecko, to pytają, kiedy drugie. Jak dwoje, to pytają, dlaczego nie parka. Jak trójkę, to już patola. Nigdy nie dogodzisz 😉 Zdarzyło się tak, że spacerowaliśmy w składzie pies i dziecko, gdy spotkała nas pani, którą widuję czasem na osiedlu również z psem. Mówi do mnie, że ojoj, jaki ładny, głaszcze przy tym psa i uśmiecha się do Małego Człowieka. I pyta, kiedy planujemy coś do pary. Na to ja, że no może planujemy, ale to zależy, kiedy oszczeni się suka, która nas interesuje… Pani zrobiła duże oczy, pożegnała się i poszła. I teraz, niestety, omija mnie na spacerach 😀 Dodam – z mojej strony była to naiwnie szczera odpowiedź, bo dopiero potem uświadomiłam sobie, że obca kobieta pytała mnie o plany reprodukcyjne – moje własne.

9. "Chodź do mamusi, przytul się"

Okresowo w naszym łóżku, przygotowanym dla dwojga, śpią również pies i dziecko. Po prawie dwóch latach wstawania prawie co noc nie pamiętam, nagle przebudzona, czy skrzat śpi z nami, czy u siebie. Którejś nocy została właśnie w mało elegancki sposób przebudzona niezadowolonym mruknięciem. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 5 rano. Jako że Mały Człowiek lubi wstawać wczesnym rankiem, pomyślałam, że znów zdarza się nam to nieszczęście. Wzięłam więc mruczące stworzenie i, nie otwierając oczu, wymruczałam „Chodź do mamusi, przytul się, jeszcze trochę spróbujemy pospać”, po czym z ukontentowaniem stwierdziłam, że Mały Człowiek faktycznie dał się szybko przekonać i śpi. Półtorej godziny później zostałam zbudzona krzykiem ze strony łóżeczka i zobaczyłam oczywiście syna swego stojącego i radośnie machającego na mnie. I przez ten ułamek sekundy, jako fanka horrorów, zastanawiałam się, kogo u licha przytuliłam nieco wcześniej… Oczywiście – psa 😉

mały biały, pies i dziecko

10. "Chodź, idziemy umyć zęby!"

Jako bonus hasło, która znają obaj Mali, a na które reagują… skrajnie. Mały Człowiek najchętniej myłby zęby ciągle i gdy usłyszy, że idziemy to robić, to macha wszystkim na pożegnanie (ale on ostatnio ciągle macha…) i jeszcze mnie pogania, że szybciej, szybciej. Gdy usłyszy to Mały Biały, to zwykle kładzie po sobie uszy, a jak już go dopadnę ze szczoteczką – wystawia język. Tak, pasta jest smakowa 😉 

A jakie wpadki Wy zaliczyliście, komunikując się z dziećmi i psami?

Close Menu