Maks skończył latem dwa lata, a ja dopiero teraz jestem w stanie usiąść do tego wpisu. I nadal nie jest mi łatwo, ale wiem też, że on się po prostu może przydać. Bo być mamą to jedno zadanie. Ale być przy tym żoną lub partnerką, gospodynią domową, organizatorem czasu i przestrzeni oraz odpowiedzialnym, świadomym opiekunem psa – to drugie. Często niewykonalne – i nie ma w tym nic złego…

Faza zero: gruntowne przygotowanie

Serio, temat traktowany po macoszemu i często ograniczający się do noszenia lalki przed psem, puszczania dźwięków płaczu czy zobaczeniu się dwa razy przez kilka miesięcy z koleżanką, która ma pięcioletnie dziecko. I fajnie, może to coś pomaga, choć głównie nam, niekoniecznie psu. Ale jest też druga strona medalu.

Po tej stronie znajdują się wszelkie rzeczy organizacyjne, które warto przygotować sobie w razie czego. Chyba każda z nas zakłada, że będzie poród, potem trzy/cztery dni w szpitalu i powrót do domu, aby cieszyć się wymarzoną ciszą. Tylko że poród czasem nie wychodzi tak, jak trzeba; w szpitalu czasem trzeba zostać dłużej; wymarzona cisza po powrocie schodzi na dalszy plan.

DSC08671 — kopia

Z tego powodu upewnij się, że:

  • w czasie ciąży przyzwyczailiście psa do zmiany nawyków i nie weźmiecie się za to dopiero z noworodkiem na rękach;
  • macie kogoś, kto w nocy o północy przejmie psa, żeby w szpitalu podczas akcji nie martwić się o to, kiedy ktoś go odwiedzi i zabierze na spacer;
  • określiliście stosunek psa do dzieci (jak to mówią – własne dzieci są jak pierdy, ale wiecie, pies nie wie, że to jego człowiek) i zrobiliście, co trzeba, aby go uporządkować, ewentualnie zabezpieczyć przestrzeń;
  • zapewniliście psu jego bezpieczną przestrzeń, którą zaakceptował;
  • Wasz pies opanował wszystkie niezbędne zachowania i komendy ułatwiające życie (od „wyjdź” i „zejdź”, przez „zostaw” i „cisza”, aż po „czekaj” i grzeczne chodzenie na smyczy).

Ja wiem, to są detale. Ale gdy już wyjdziecie na wyczekany, pierwszy samodzielny i bez dziecka spacer z psem, a on jest raczej dużym zwierzakiem i potrafi pociągnąć… to nie będzie to przyjemność, bez względu na rodzaj porodu. Ja osobiście przez pierwszy miesiąc poruszałam się jak staruszka i nie miałam absolutnie energii na siłowanie się z Małym Białym, o większym psie nie wspominając.

Zamówcie na zapas karmę, niech zamknięty worek stoi w schowku albo mięso wypełnia zamrażarkę. Zróbcie też zapas jedzenia dla siebie – rzeczy, które można łatwo odgrzać. Zadbajcie, żeby pies miał aktualne wszystkie szczepienia czy odrobaczenia i wykonane wszelkie zabiegi pielęgnacyjne. Możecie nawet przygotować sobie teoretyczne rozpiski, kto i co będzie z psem robić przez pierwsze kilka tygodni, dopóki sytuacja się nie unormuje – choć to pewnie i tak się zmieni. Ale plan sprawia, że wątpliwości nie zaprzątają głowy.

Faza pierwsza: dajcie sobie czas

Na wszystko, czego potrzebujecie.

Dobrym przykładem są tabuny ludzi chcące zobaczyć małe dziecko. Jasne, są tam na przykład świeżo upieczeni dziadkowie, którzy bardzo chcą odwiedzić swoje wnuczę. Ale są też ciotki siódma woda po kisielu i sąsiadki, które są zaintrygowane i wkurzone płaczem dziecka po nocach. Dajcie sobie czas na to, aby Wasza przestrzeń była komfortowa. Ustalcie, kto może do Was wpaść, na jak długo, a jak na krótko – to o której. No bo serio, nie ma nic gorszego niż wrócić po kilku dniach ze szpitala, spędzać czas z dzieckiem przy piersi i (zwykle) niekoniecznie w bieliźnie pod koszulką nocną – i być nawiedzaną przez tłumy „ale ja chciałem zobaczyć”.

To ważne też dla Waszego psa, zwłaszcza jeśli trudno jest mu poradzić sobie z emocjami. Najpierw Was nie było, potem wracacie w dziwnym stanie i z czymś nietypowym przy boku. To płacze, pachnie mlekiem i ciągle robi kupy (w domu!!!), a Wy czasem płaczecie (z radości, rozczulenia… lub nie) z tym czymś i w sumie to pies niekoniecznie ogarnia, o co właściwie chodzi. Aż tu nagle przez dom przewalają się tłumy ludzi, częściowo niekoniecznie znanych psu, a w sporej mierze uważających, że na głowę upadliście, że jeszcze go nie oddaliście. Nie potrzeba Wam takich ludzi wokół Was. Serio.

_DSC2851-2

Faza druga: myślcie o… sobie

Tak, to brzmi generalnie egoistycznie, ale przez pierwsze tygodnie z małym dzieckiem szaleje wiele rzeczy: Wasze samopoczucie, hormony, macica, dziecko, a niekiedy i psychika, jeśli trafi się Wam potomek, który uważa, że sen jest dla słabych. Zachęcam: wyjdźcie z domu. Same albo z psem. Dajcie też wyjść z domu w podobnej konfiguracji Waszemu partnerowi czy komukolwiek, kto na równi z Wami zajmuje się podopiecznymi. Każdy potrzebuje wytchnienia.

Nie dajcie się wrobić w bycie idealną. Idealną matką, żoną, gospodynią, panią domu, opiekunką psa, kobietą. Pozwólcie sobie pomóc, zwłaszcza ojcu dziecka – zakładam, że skoro z Wami żyje, to jest człowiekiem odpowiedzialnym. Pozwólcie mu nauczyć się opieki nad dzieckiem, od zmieniania pampersa po wypracowanie własnych metod na wyciszenie, uśpienie. Jasne, wiele rzeczy zrobi tylko matka – należy do nich na przykład karmienie piersią. Jasne, dziecko w tak zwanym czwartym trymestrze ciąży często bardziej potrzebuje matki. Ale nie znaczy to, że tylko matka może mu zmieniać pampersa.

Instynkt macierzyński jest silny, choć nie tak oczywisty, jak wielu osobom się zdaje. Ale żeby ojciec był w stanie opiekować się dzieckiem w przyszłości, musi zacząć to robić. Nawiązywać z dzieckiem więź od samego początku. Żebyście potem nie dołączyły do grona znanych mi matek, które z jednej strony narzekają, że ojciec z dzieckiem nie zostanie, bo „nie umie”, a z drugiej wyrywają mu wszystko, od pampersa, przez łyżeczkę, aż po ubranka do złożenia, bo „one zrobią to lepiej”.

Potrzeby drugiej strony – dziecka, psa, partnera – są ważne, ale mogą zostać zaspokojone głównie wtedy, kiedy Wasze podstawowe potrzeby są zaspokojone. Jeśli przez cały dzień nic nie możecie zjeść, bo dziecko ma kolki i nie ma kiedy nawet odgrzać obiadu, nie mówiąc o jego zjedzeniu, to w końcu po prostu stracicie przytomność. Nie zaspokoi to niczyich potrzeb. Poproście o pomoc partnera, matki, koleżanki, a nawet położnej. Jeśli głowa Wam puchnie od siedzenia w domu i robienia tych samych rzeczy, a do tego czujecie, że kalafiorowaty mózg zaraz wypłynie Wam uszami – oddajcie dziecko pod opiekę ojca, dziadka czy ciotki, którym ufacie, i weźcie psa na spacer.

Faza trzecia: życie to nie Instagram

Miałam koleżankę, której życie na Instagramie zdawało się po prostu idealne. Grzeczne dziecko śpiące w wózku, ona popijająca kawkę z koleżanką w kawiarni, a do tego jeszcze treningi z psem i wypieki, przez których zdjęcia burczało mi w brzuchu. Spotkałam ją kiedyś podczas wizyty w rodzinnym mieście, umówiłyśmy się na kawę.

I wiecie co? Jej życie wcale nie było takie idealne. Owszem, dziecko spało w wózku, ale spało tylko tam i głównie w ruchu – jak tylko wózek stawał nieruchomo, mała się budziła. Żeby miała drzemkę, trzeba było wychodzić z nią na dwór bez względu na pogodę. Sama koleżanka przeżyła głównie dzięki mrożonkom od obu babć i surowym owocom, które była w stanie złapać gdzieś w biegu. Dochodzenie do siebie po cesarce zajęło jej dużo czasu i łączyło się z koniecznością chodzenia na fizjoterapię. Kawę piła, ale bezkofeinową i bez mleka, bo dziecko miało skazę białkową. A i karmić przestała szybko, bo wciąż słyszała wokół siebie głównie krytykę. Często ze strony osób bezdzietnych. A pies? No tak, na treningi czasem chodzili, ale jej frustracja szybko sięgała zenitu, więc w końcu dała sobie spokój na jakiś czas ze względu na dobro psa. A to wszystko przy wsparciu partnera.

mały

Na Instagramie zobaczycie piękne dzieciątka śpiące potulnie w wózkach albo spędzające czas na kocykach, gdy ich mamy (o wzorowej figurze w trzy miesiące po ciąży) ćwiczą z psem na zawody. I wiecie co? To się zdarza. Zdarza się, że dziecko jest spokojne, dużo śpi, jest pogodne i nie ma kolek. Ale nie zdarza się często. Wasza mama/teściowa mówią, że ich dzieci to dużo spały same w łóżeczku, odpieluchowały się jak tylko zaczęły chodzić, a mówiły pełnymi zdaniami jeszcze wcześniej? Jasne, tak to działa – pamięć wymazuje to, czego nie chcemy pamiętać. Wiem po sobie. Po prostu ich nie słuchajcie.

Faza czwarta: pomóż psu i sobie

Wracamy jednak na chwilę do psa. Pies jest postawiony przed zupełnie nową dla niego rzeczywistością, a do tego w krótkim czasie będzie stał przed kolejnymi, nowymi rzeczami: dzieckiem, które zaczyna głużyć, gaworzyć, pełzać, raczkować, siadać i w końcu chodzić. Ten pierwszy rok to po prostu rollercoster dla całej rodziny. Są jednak pewne patenty, które sprawdziły się u nas, a które znacznie ułatwiają życie z psem. 

Chętnie się z Wami nimi podzielę:

  • zawsze miejcie pod ręką psie smaczki – zawsze, żeby utrwalić psu dobre skojarzenia z dzieckiem (i w razie czego szybko go uciszyć, gdy potomek w końcu raczy usnąć, a on zacznie szczekać),
  • przygotujcie sobie proste psie zabawki do domu, na przykład bazujące na pracy węchowej albo wylizywaniu jedzenia – na czas, kiedy nie macie siły lub ochoty trenować z psem trudniejszych rzeczy albo iść na długi spacer, bo Wasze hormony i psychika próbują Was dobić,
  • miejcie w zapasie kogoś, kto wyjdzie z psem na spacer – bo naprawdę, nie zawsze się da, zwłaszcza gdy jesteście same w domu z maluchem, a on właśnie choruje,
  • przygotujcie sobie karmę na kilka dni w wygodnym miejscu, już podzieloną na porcje – znów, gdy jesteście same, a dziecko nie planuje być odłożone gdziekolwiek w tym stuleciu, to pies nie będzie musiał głodować,
  • zainwestujcie w chustę, a potem ewentualnie w nosidło – jeżeli Wasz pies jest spokojny i dobrze wychowany, to zdecydowanie jest to najwygodniejsza opcja spacerowania; więcej o patentach spacerowych przeczytacie tutaj.

A przede wszystkim: czasem ustąpcie. Jeśli ledwo stoicie na nogach i prawie nie widzicie na oczy, to idźcie spać, a spacer niech załatwi partner, koleżanka czy ktokolwiek inny, kto się do tego nadaje. Nie trenujcie z psem, gdy jesteście na skraju wytrzymałości psychicznej, chyba że chcecie sobie popsuć z nim relacje i wszystko, co dotychczas udało się wypracować.

A jak było u nas?

No właśnie, nie było instagramowo. Jak wspomniałam, przez pierwszy miesiąc po strasznych doświadczeniach szpitalnych nie byłam w stanie zrobić samodzielnie nic więcej niż przejść bardzo powolnym spacerkiem po najkrótszej trasie spacerowej. Psychika regenerowała się dłużej niż ciało, dlatego ten wpis powstał dopiero teraz – baby blues to nie żarty, dlatego zawsze dzielcie się tym, co czujecie, z kimś kompetentnym i zaufanym. 

Moje dziecko nie miało kolek, za to generalnie nie uważało, że musi spać. Pierwsze trzy miesiące spędziło głównie na mnie. Teraz ma ponad dwa lata, a nadal budzi się w nocy, za to nie ma drzemki w dzień. Do prawie roku nie jeździło w ogóle w wózku – na spacery wychodziłam z nim wyłącznie ja, w chuście. W pewnej chwili myślałam, że zwariuję, a miałam i mam wsparcie idealnego męża, który świetnie odnalazł się w roli ojca.

DSC04760 — kopia

Otaczajcie się ludźmi, którym możecie ufać, którzy pomogą Wam w tym, o co poprosicie, ale nie będą oceniać i rzucać „za moich czasów” albo „ja bym…”, zwłaszcza bez pytania o radę z Waszej strony. Nie próbujcie zrobić wszystkiego same, zwłaszcza jeśli nie musicie. To takie ogólne rady ode mnie, które dałabym sama sobie.

Ach. I wykupcie sobie dostęp do jakiegoś Netfliksa czy innego HBO GO…

A jak wyglądały Wasze pierwsze miesiące z dzieckiem i psem? A może dopiero na nie czekacie? Podzielcie się doświadczeniami!

Close Menu