Wycieczka w góry z psem zawsze jest czymś ekscytującym. Czasem bywa również zaskakująca, dokładnie tak samo jak ta trasa, którą wybraliśmy się na ostatnim urlopie. Wiele osób chodzących po Tatrach uważa inne pasma (a szczególnie te, które w nazwie mają „Małe”) za coś gorszego i niewartego uwagi. A przyznam szczerze, że takich podejść, jakie napotkaliśmy w tym przypadku, mogą niektóre szlaki w Tatrach Małym Pieninom tylko pozazdrościć.

O wycieczce

Cała trasa wiedzie przez tzw. Małe Pieniny. To miejsce wyjątkowe, przynajmniej dla mnie – dość dzikie, niezbyt tłumnie odwiedzane i leżące na granicach w wielu znaczeniach tego słowa. Przede wszystkim Małym Pieninami biegnie granica pomiędzy Polską a Słowacją. Po drugie, leży tutaj również granica parku narodowego (którym jednak, poza jednym, pięciominutowym odcinkiem, gdy idziemy skrajem – się nie poruszamy). Całe Małe Pieniny na upartego można zejść podczas jednej wycieczki, bo pasmo liczy 14 km długości; my jednak z uwagi na pogodę zdecydowaliśmy się skrócić tę trasę (jak się okazało – całkiem słusznie). Początek Małych Pienin to Przełom Dunajca w Szczawnicy; koniec na Słowacji, w miejscowości o wdzięcznej nazwie Jarzębina.
w góry z psem, małe pieniny
Cała trasa zajęła nam niecałe 4 godziny, choć pewnie gdyby nie przerwy na przepuszczanie ludzi idących w drugą stronę bądź czas poświęcony na robienie zdjęć, czas byłby o ok. 30 minut krótszy. Pokonany dystans do samego schroniska to 10 km (warto dodać, że aplikacje, m.in. dotąd niezawodna Mapa Turystyczna, pokazują tutaj tylko dystans 8 km), a potem jeszcze 3 km do najbliższego parkingu w Jaworkach. Łącznie 13 km w 4 godziny.
Uprzedzając pytania: nie dajcie się nabrać, gdy ktoś Wam powie, że to takie tam „górki” i wyśle Was w adidasach, z małą butelką wody i w góry z psem, który zwykle chodzi dookoła bloku. Nie lekceważcie tych gór, zwłaszcza jeśli nawet kilka dni wcześniej padało. Moim zdaniem niezbędny ekwipunek to buty trekkingowe ponad kostkę, czapka z daszkiem i spory zapas wody dla człowieka oraz regulowana smycz (opcjonalnie pas biodrowy + amortyzator, choć w naszym przypadku kiepsko by się sprawdził), porządna uprząż dla psa (u nas od kilku sezonów sprawdza się  Ruffwear WebMaster) i dodatkowy zapas wody dla niego. O oczywistościach takich jak GPS albo mapa nawet nie wspominam 😉 Warto mieć też kilka złotówek do wydania w bacówkach czy schronisku, o czym potem.
w góry z psem, małe pieniny

Uwaga!
Szlak wiedzie przez liczne, nadal aktywne miejsca wypasu owiec. Przy każdym stadzie naliczycie przynajmniej dwa psy, które NIE MAJĄ pozytywnych zamiarów względem obcych ludzi i psów zbliżających się do ich przybytku. Psy są zazwyczaj bezwzględnie posłuszne swoim opiekunom, ale ci mogą Was zwyczajnie nie zauważyć. Odradzam zarówno podchodzenie do stad, jak i chodzenie w góry z psem luzem.

Start: Szczawnica Niżna

Nasz start wiódł ze Szczawnicy Niżnej, która położona jest dosłownie na początku tego miasta, w miejscu, w którym Dunajec ostro skręca w stronę Słowacji. Tutaj znajdziecie liczne wypożyczalnie rowerów, nosideł, ale również i parkingi. Wszystkie są płatne (to chyba nic dziwnego? ;)), więc przygotujcie się na wydatek, ale w upalny dzień dobrze jest zostawić auto na parkingu zadaszonym. Będziecie wdzięczni temu pomysłowi, gdy wrócicie do niego po kilku godzinach 😉 Oczywiście, alternatywnie możecie zostawić samochód „na dziko”, licząc, że nie dostaniecie mandatu ani nie znajdziecie na karoserii żadnej rysy (zwłaszcza w sezonie).

Cenna wskazówka przed startem!
Trasa nie stanowi pętli, dlatego macie dwa rozwiązania. Jednym jest zejście w Jaworkach i łapanie busa stamtąd, licząc, że traficie na takiego, który zabierze Was z psem i pojedzie do samego końca miejscowości. My wybraliśmy opcję drugą: jazdę na dwa auta i zostawienie tego drugiego na pierwszym parkingu tuż przed Wąwozem Homole (albo następnym tuż za nim).
w góry z psem, małe pieniny
Następnie przechodzimy przez most nad Głębokim Potokiem i kierujemy się asfaltową drogą prosto, aż do stromego podejścia po lewej do schroniska Orlica. W schronisku możecie przysiąść, odpocząć czy nawet zamówić nocleg z pupilem, jeśli wybieracie się dalej w góry z psem (choć kosztuje to dodatkowe 30 zł za dobę za czworonoga). Kupicie tutaj też znaczek turystyczny.

Na szafranówkę

Następnie odbijacie na prawo od schroniska, za znakami wiodącymi niebieskim szlakiem. Najpierw czeka Was dość ostre, po deszczu błotnisto-żwirowe podejście w górę; ten etap wędrówki będzie najbardziej męczący, bo podejście jest najostrzejsze właśnie do momentu, gdy dojdziecie na Szafranówkę.
w góry z psem, małe pieniny
Co oznacza ostre i męczące? Jak wspomniałam, tereny leśne są raczej błotniste, z małymi, osypującymi się spod stóp kamykami. Następnie trafiamy natomiast na kilka zespołów skalnych, na które po prostu musimy się wspiąć. Co prawda widywałam gorsze miejsca do wspinaczki, ale jedno jest pewne: w nieodpowiednim obuwiu czy bez właściwej dozy ostrożności nabijecie sobie sporo siniaków, i oby tylko to. Tutaj sprawdziła się bardzo psia uprząż (dzięki której na większe skały mogłam psa po prostu wsadzić; bez niej praktycznie nie wybieram się w góry z psem), ale zastosowania nie miałby amortyzator, przez który pewnie wybiłabym sobie zęby w momencie, gdy pies znajdował odpowiednią dla siebie trasę. Na zwykłej, regulowanej smyczy podejście wyszło nieźle, podobnie i kolejne zejścia ze skał (tylko po to, aby wejść na następne :D). W ostateczności i złych warunkach (na takie niestety trafiliśmy, mimo dwóch słonecznych dni przedtem) można smycz rzucić komuś niżej. Na dowód jednego z łagodniejszych zdjęć łapcie moje machające zdjęcie. Tak, mocno gestykuluję, gdy mówię 😀
w góry z psem, małe pieniny
O charakterystyce podejścia dobrze mówi fakt, że sporo osób idących z naprzeciwka po prostu się wracało do stacji na Palenicy (czy to z powodu zabrania małych dzieci, posiadania nieodpowiedniego obuwia czy po prostu braku doświadczenia). Polecam też wędrówkę w tę właśnie stronę, a nie odwrotnie, czyli z Jaworek do Szczawnicy – łatwiej wejść niż zejść. Zawsze 🙂

Szafranówka – pod Huściawą

Po ok. 3 km marszu i 250 m różnicy wysokości, co zajęło nam godzinę z przerwami na puszczanie turystów schodzących oraz robienie zdjęć, dochodzimy do Szafranówki. Szczyt ten łączy w sobie kilka innych szlaków, m.in. szlak żółty prowadzący z pobliskiej Palenicy (można na nią wjechać kolejką, nie wiem jednak, czy z psem) czy ten sam szlak ze strony słowackiej biegnący z Leśnicy (o której na blogu niebawem). Jeśli pokonało Was dotychczasowe podejście, to jest to dobry moment, aby zejść (i nie, nie jest to dowód słabości, zwłaszcza gdy widzicie, że psu dokucza np. pogoda – następne etapy będą prowadziły po terenie znacznie eksponowanym, a wyjście w góry z psem powinno być przede wszystkim przemyślane i odpowiedzialne).
w góry z psem, małe pieniny
Z Szafranówki będziemy iść cały czas w górę, jeszcze częściowo lasem, a potem polami i halami, na których wypasane są stada. Ścieżki leśne regularnie łączą się drogami pędzenia owiec, zalecam więc ostrożność (również, jeśli pies ma zapędy do jedzenia, ekhem, pączków). Jeśli jest po deszczu – możecie na takich traktach spodziewać się błota po kostki. Zawsze w takich warunkach wyjście w góry z psem kończy się potem kąpielą 😉
Po ok. 3,5 kilometra dochodzimy do rozejścia pod Huściawą, skąd można zejść do Szlachtowej, wprost pod Muzeum Pienińskie im. Szalaya. Dlaczego nazywa się to „pod Huściawą”, a nie po prostu Huściawa? Głównie dlatego, że sam niewybitny szczyt leży lekko po polskiej (lewej) stronie, my zaś przechodzimy obok niego. Tutaj od pewnego momentu widoki robią się naprawdę imponujące, zwłaszcza na leżącą poniżej Szlachtową.

Do schroniska pod Durbaszką

Następnie nadal kierujemy się dość szerokim traktem w pełnej ekspozycji, dającej zarówno piękne widoki, jak również możliwość ugotowania się w upalnym słońcu. Dlatego z radością witamy po prawej stronie niewielką bacówkę, w której kupicie wszelkie góralskie dobra do jedzenia i picia. Szczególnie polecam najlepsze małe oscypki, które dotychczas jadłam! Przy bacówce można na chwilę usiąść i odpocząć, leży ona ok. kilometr za rozejściem pod Huściawą.
w góry z psem, małe pieniny
Gdy opuścimy nasze schronienie, kierując się nadal na prawo, po jakimś czasie żółty szlak skręci na stronę słowacką przy skrzyżowaniu pod Wysokim Wierchem, prowadząc do Leśnickiego Sedla. Stąd mamy jeszcze tylko ok. 2 kilometry do samego schroniska szlakiem niebieskim. Warto jednak zatrzymać się, choćby po to, aby zrobić piękne zdjęcia po drodze. To etap ostatniej wspinaczki, do samego schroniska po skręcie w lewo, w stronę zabudowań (drogowskaz jest bardzo dobrze widoczny) będziemy już tylko kierować się w dół. Przed schroniskiem po lewej mamy okazję jeszcze raz zejść do kolejnej bacówki. Jeśli nie pierwszy raz wybieracie się w góry z psem, to na pewno nie muszę przypominać o koniecznych przystankach na pojenie – przy dużym upale nawet co kwadrans!

Schronisko pod Durbaszką – Jaworki

Gdy doszliśmy do schroniska pod Durbaszką, byliśmy… zachwyceni. Po pierwsze, rozwiniętą infrastrukturą; miejsce to służy do regularnych wycieczek dla młodzieży, dlatego ma nie tylko zadaszone miejsce na zrobienie grilla, ale i boisko do koszykówki. Po drugie, klimatem – mimo bliskości Jaworek klimat jest absolutnie górski: cisza, spokój, pewna surowość, ale jednocześnie ciepło bijące od obsługi. Po trzecie, widokami – są zapierające dech w piersiach i aż miło zjeść szarlotkę oraz wypić kawę w takich okolicznościach przyrody. Dalej było tylko lepiej: okazuje się bowiem, że w schronisku można spać „z wszelkimi zwierzętami” (cytat!) bez dodatkowych opłat (!!!). Nad recepcją wisi zresztą piękne zdjęcie biało-rudego kota. W takich warunkach zdecydowanie aż chce się chodzić w góry z psem.
w góry z psem, małe pieniny
Do dyspozycji macie tutaj sklepik z magnesami, znaczkami turystycznymi, pocztówkami i innymi gadżetami, a także niewielkie menu oraz czyste toalety. Nie uświadczycie natomiast alkoholu, którego po prostu w placówce, z uwagi na częste pobyty młodzieży, nie sprzedaje się wcale – to pierwsze takie schronisko, w którym byłam podczas ostatnich 15 lat pobytów w górach.
w góry z psem, małe pieniny
Po wypiciu kawy i zjedzeniu szarlotki kierujemy się jedyną drogą w dół. Czekają nas ok. 3 km zejścia, które z uwagi na spotkanie stada owiec, robienie miliona zdjęć i pieskowe moczenie łap w spływającej wodzie pokonaliśmy w ok. godzinę (normalnie tyle trwa wejście ;)). Widoki są przepiękne, zresztą – oceńcie sami. Po drodze mijamy trochę zabudowań, przy których nie brak owiec, krów, koni i psów pasterskich, co trzeba mieć na uwadze, wybierając się w góry z psem.
Na samym końcu schodzimy w Jaworkach wprost do chodnika przy asfaltowej, głównej (i jedynej :D) drodze. Kierując się w prawo dochodzimy po 2-3 minutach marszu do Wąwozu Homole, przy którym zostawiliśmy auto.
w góry z psem, małe pieniny

Nasze plany

Jeszcze słówko o tym, jakie w istocie mieliśmy plany wycieczkowe. Chcieliśmy iść jeszcze prosto szlakiem przez ok. 50 minut, aż do rozwidlenia pod Wysoką (rezerwatem Wysokie Skałki), a następnie kwadrans na sam szczyt Wysokiej, czyli najwyższego szczytu (jak sama nazwa mówi :)) całych Pienin. Ze szczytu trzeba wrócić się czarnym szlakiem, a następnie dojść znów do rozwidlenia przy Polanie pod Wysoką. Stąd możemy zejść zielonym szlakiem do Wąwozu Homole albo przejść niebieskim szlakiem przez Uroczysko Zaskalskie aż do Przełęczy Rozdziela, a potem w dół, do Rezerwatu Biała Woda 🙂 Na pewno wybierzemy się w góry z psem tą trasą w przyszłych latach, przy bardziej sprzyjającej pogodzie.

Rozpocznij swoją trasę w Rezerwacie Biała Woda i zobacz, dokąd Cię poprowadzi! Więcej

Ciekawostki 

Przed XIX wiekiem nazwa „Małe Pieniny” praktycznie nie występowała w dokumentach związanych z tym regionem. Teren ten nosił nazwę „Szlachtowskie Góry”, głównie z uwagi na sąsiadowanie ze wsią Szlachtowa, o której szerzej wspominałam m.in. w tym wpisie o wędrówce przez Wąwóz Homole.
Bardzo dyskusyjna jest również nazwa „Huściawa”, którą po raz pierwszy podał w swoich dokumentach znany autor przewodników górskich Józef Nyka. Nazwa ta pochodziła z łemkowskiego języka jako informacja od jednej z dawnych mieszkanek Białej Wody. „Huściawa” jednak oznacza po prostu gęsty las, którym do dziś szczyt ten jest porośnięty. Miejscowi przez długi czas w ogóle nie nazywali tego wzniesienia, bo nie czuli takiej potrzeby. Po wojnie szczyt nosił nazwę Księżego Wierchu, od pól posiadanych tutaj przez greckokatolickiego, słowackiego księdza.
w góry z psem, małe pieniny
Wspomniana Wysoka, czyli najwyższy szczyt Pienin (1049,9 m. n. p. m.) uważana była za największe wzniesienie w tym paśmie już w XVIII wieku. Od zawsze podejście, zwłaszcza na końcu, uważane było za bardzo ciężkie.
Z odsłoniętego fragmentu trasy w okolicach Huściawy doskonale widoczna jest w oddali wieża radiotelegraficzna niedaleko schroniska na Przehybie, które również polecamy na wycieczkę z psem.

Close Menu