• Post comments:1 Komentarz

Wyjazd w góry z psem ma być przede wszystkim przyjemnością. O tym, że nie do końca jest, przekonaliśmy się już mając Jaxa. Gdy dołączył do nas Rush, stało się jasne, że góry nie są dla  każdego psa. Wymagają nie tylko tego, aby psy miały kondycję, ale też, by były w odpowiedni sposób ułożone. Opiekunowie natomiast muszą mieć oczy dookoła głowy i przygotować się do wędrówki. Nawet jeśli te dotychczasowe upływały pod znakiem błogiego odpoczynku. Oto, na co trzeba uważać, będąc w górach z psem.

Inne psy – dużo innych psów...

Jeśli na swoją kwaterę wybierzesz jakiekolwiek miejsce położone na terenie obfitującym w domy jednorodzinne, to jest prawie pewne, że spotkasz właścicielskie psy, które sobie chodzą same na spacery. Czasami zapuszczają się daleko, czasem leżą tuż przy swojej otwartej posesji i czekają na nieszczęśnika, który musi tamtędy przejść. Z psem oczywiście.

DSC09951 — kopia

Ale prawdziwym koszmarem są psy luzem na szlakach. Nikt z nas nie lubi podbiegaczy, ale pies biegnący na nas luzem, gdy zza zakrętu nie wyłania się człowiek, a my jesteśmy z naszym czworonogiem pośrodku niczego – nikomu nie polecam. I nie, nie ma wyjaśnienia dla osób, które puszczają psy w górach. Żadne „on się trzyma blisko” czy „reaguje na wołanie”. Smycz i już.

I jeszcze więcej psów pasterskich

Jeśli wybieracie się gdzieś, gdzie jest prowadzony wypas – obecnie na pewno są to Tatry, ale też Gorce, Pieniny – z dużym prawdopodobieństwem spotkacie psy pasterskie. NIGDY nie puszczajcie w stronę owiec i takich psów swoich czworonogów. Tutaj NIE SPRAWDZA się zasada, że pies luzem lepiej przywita się z innym psem luzem. Wasz pies biegnący w stronę  stada owiec albo w stronę psów pasterskich, które są ze stadem owiec (nawet dla Was niewidocznym) zostanie na 99% odebrany jako atak. A 1% to trochę za mało, żeby ryzykować nie tylko zdrowiem, ale przede wszystkim  życiem psa.

DSC09919 — kopia

Co warto robić, gdy spotkasz psich pasterzy, idąc w góry z psem? Mieć psa na smyczy blisko siebie, a jeśli idziecie w kilka osób – wziąć go między  ludzi. Nie pozwalać mu szczekać na owce i psy, nie pozwalać mu biec w ich stronę. Warto krzyknąć w stronę bacy, żeby odwołał psy – w 90% przypadków to załatwia sprawę. W 10%… no cóż, pozostaje liczyć na łut szczęścia. Podobno na owczarki w Rumunii, też często wypasające stada i stróżujące przy nich, pomaga pozorowanie rzutu kamieniem. Na pewno warto mieć pod ręką coś do ewentualnego odgonienia psa, gdy będzie natarczywy, np. kijek trekkingowy. I nie dać się okrążyć, jeśli psów jest kilka.

Żmije i większe dzikie zwierzęta

Choć może się to wydawać dziwne, bardziej niż np. niedźwiedzia boję się w górach żmij. Być może dlatego, że trudniej je zauważyć, a ich atak przebiega znacznie szybciej i bez widocznych dla człowieka ostrzeżeń. Zwłaszcza gdy pies grzebie sobie w roślinności przy ścieżce. Choć zwykło się uważać, że żmije wygrzewają się na kamieniach i jednak można je dość łatwo zauważyć, to jest pewien szkopuł. Taką żmiję nie tylko jest dość łatwo ominąć, ale można też liczyć na jej gorszy refleks, gdy jest taka nagrzana na słoneczku. Tymczasem gady te lubią siedzieć też w roślinności – ostatnio ukąszony został pan, który chciał w Tatrach Słowackich przy ścieżce zerwać jagodę. 

Co zrobić w razie ukąszenia psa? To jest kolejny aspekt, który mnie przeraża, bo zostaje chyba tylko się modlić i biec z psem na rękach. Choć ukąszenia żmij przebiegają nawet w 60% bez wstrzyknięcia jadu, to w razie pecha dla małego psa ukąszenie często jest śmiertelne. Kolejny powód, aby nie puszczać psa luzem w górach, zwłaszcza gdy reaguje na szybko poruszające się obiekty (jak teriery).

I choć żmije są faktycznie groźne, to ten, kto widział atak dzikiego chomika, w cyrku się nie śmieje. A tak serio – największym chyba zagrożeniem na szlaku są te zwierzęta, które z zasady nie boją się ludzi. Często są to lisy, ale też dziki. Pamiętaj, że dzikie zwierzęta zazwyczaj uciekają, gdy pies jest w towarzystwie ludzi, dlatego smycz znów zwiększa szanse psa na bezpieczeństwo podczas wycieczki. Z drugiej strony rysia mama, którą spotkaliśmy w Gorcach, wcale nie była chętna, aby zejść nam z drogi (a stała na jej środku) i ostatecznie każda ze stron musiała pójść na pewien kompromis, żeby wszyscy rozeszli się bezpiecznie i spokojnie. Góry z psem są pełne niespodzianek.

Kamieniste szlaki a góry z psem – jak to ugryźć?

Nie jest to nic, co mogłoby zaatakować psa nagle i bez ostrzeżenia, ale jednak co roku ofiar kamienistych szlaków nie brakuje. Małe pieski mogą sobie na nich zrobić krzywdę, np. skręcić kolano czy uszkodzić rzepkę. Duże zazwyczaj boleśnie zdzierają opuszki, nieraz do krwi. Czy to znaczy, że są szlaki, na które nie warto jechać w góry z psami?

Byłabym daleka od takich wniosków, choć nie brak osób, które tak uważają. Raczej na taki szlak nie wzięłabym psa po operacji ortopedycznej czy wielu urazach. Ale pies dobrze przygotowany, z fajnie wypracowaną świadomością łap, który nie ciągnie jak parowóz na takim szlaku się odnajdzie. Oczywiście o łapki warto zadbać, np. mając przy sobie buty. Idealnie nadają się do założenia na opatrunek. Jeśli chcesz, żeby pies w nich szedł całą trasę, to musisz go najpierw przyzwyczaić – Jax w pierwszym kontakcie z butami nie zrobił nawet pół kroku. Do tego warto oglądać łapy przed wyjściem w góry z psem i po powrocie, ewentualnie smarować czymś nawilżającym po dniu na szlaku. Niektórzy polecają też masaże, o ile wiesz, jak je wykonać.

Warunki pogodowe

Wiadomo – to jest ważne też podczas samodzielnych wędrówek bez psa. Ale jednak, jeśli mamy psa, który boi się burzy, to lepiej oszczędzić mu jej spotkania w górach. Jest wtedy bardzo, bardzo przerażająca – ja uwielbiam burze, a ta na szlaku była dla mnie koszmarem. Tak samo z upałem – jeśli można nie iść w upale, to warto wybrać taką opcję. Co więc zrobić? Sprawdzać prognozę pogody i wychodzić jak najwcześniej. Wtedy ominie się z dużym prawdopodobieństwem większość upału, burze, ale i… tłumy turystów 😉 

DSC00117 — kopia

A na co Wy szczególnie uważacie podczas wędrówek po górach z psem?

O autorze

Ten post ma jeden komentarz

  1. X

    Jakkolwiek sadystycznie to by nie brzmiało ja swoje suki nauczyłam bardzo szybko, że nie mają nawet prawa podejść do czegokolwiek wyglądającego jak wąż – obroża elektryczna i ostry impuls to był idealny strzał, że tak ujmę.
    Wiem, że trochę nie na temat ale to w sumie też mogłoby się komuś przydać – no gdyby jakiś futrzak za bardzo by chciał obwąchać czy się „przywitać” z gadem w trawie 😉

Dodaj komentarz