przyjaciele, biały jack russell terrier

Sztuka przekonywania

Oczywistym jest, że psa do pewnych rzeczy jest trudno przekonać. Zwłaszcza do rzeczy, które mu się zupełnie nie opłacają i są dla niego strasznie niewygodne albo zwyczajnie nieciekawe. Z tego też powodu trzeba dostosować technikę przekonywania do rzeczy, do jakiej chcemy przekonać. Brzmi skomplikowanie… i takie raczej jest.
Najfajniej byłoby, gdyby psa dało się przekonać zawsze tym samym. Niektóre się da – zazdroszczę. Tego się nie da.

pies

Aby przekonać go do tego, że człowiek jest zawsze najfajniejszy, wystarczyło mieć kieszenie pełne przysmaków. Jest to dość proste, choć oczywiście przysparza wielu dodatkowych “atrakcji”, na przykład wywalania żarcia śmierdzącego rybą oceaniczną w sklepie w poszukiwaniu listy zakupów albo wyciągania z kieszeni chusteczek i łapania w locie siateczki z wypadającymi smakami – na środku tramwaju. Mimo wszystko jednak uznaje to za dość proste.

 

Trudniej było przekonać do tego, że zostawanie samemu jest fajne. Na początku było fajne, ale jak pies zaczął się przyzwyczajać, to naturalną koleją rzeczy jego zostawanie samemu przestało być już takie ciekawe. Kong sam w sobie działał, ale wystarczył dźwięk z otoczenia, a pies nakręcał się i biegał w kółko, poszczekując i wyjąc, aby zakończyć to wszystko zsikaniem się na poduszkę. Zostawianie na różne okresy czasu, od najkrótszych po dłuższe, nie działało zupełnie… A może działało, bo bez tego byłoby jeszcze gorzej? W każdym razie nie działało wystarczająco. Zostawanie w klatce było bardziej przekonywujące, jednak nadal nie doskonałe – raz była cisza, raz aria. Co przekonało psa ostatecznie? Zadziwiające, że coś tak prostego, na co nie wpadliśmy przez kilka miesięcy – przestawienie klatki tak, żeby pies widział okno i sobie wyglądał. A mówi się, że powinna stać tak, żeby pies nie miał dodatkowych bodźców…

 

Są jeszcze inne sytuacje – gdy człowiek próbuje po dobroci, stara się, kusi, a nic nie działa. I jak się człowiek wkurzy, ze pies znów leci po raz setny w to samo miejsce, gdzie ktoś “karmi gołąbki” (kośćmi, skisłą zupą, całym bochenkiem chleba albo rybą), to człowiek ryczy. Ryczy zwykle coś niecenzuralnego połączonego z “nie żryj!”. Bo człowiek też może mieć dość – może być zniechęcony tym, że próby nie przynoszą rezultatów. I jest zaszokowany – bo działa.

 

Każdy, kto ma takiego psa, z powodzeniem po roku może występować w teatrze albo radiu – takiej umiejętności modulowania głosu pozazdrości każdy zawodowiec.

O autorze

3 thoughts on “Sztuka przekonywania”

  1. Podoba mi się to ” nie żryj!” Też tak się darłam: “zostaw to, fuj! ” I to nieszczęsne dokarmianie kotów pod blokami. Niektórzy to potrafili prosto z okna wyrzucać, dlatego nasze trasy nigdy nie wiodły pod oknami. 🙂

  2. niestety mój Milo też jest pożeraczem wszystkiego co mu pod nos podejdzie i trudno mu wyperswadować próbę skonsumowania paskudztw typu spleśniały chlebek, kości i nie wiem co tam jeszcze, chociaż ostatnio robi postępy, ale jest baaardzo trudno i nie raz musiałam się na niego wydrzeć, albo po prosu z gardła wyciągać połykane w całości “przysmaki”. Poprzednio miałam owczarka niemieckiego i szybciej chwycił komendę “zostaw”, “fuj” “nie wolno”, ale jak nie widziałam, to zdarzyło mu się coś szybko wciągnąć, zanim usłyszał “zostaw” :). Milo jest bardzo pojętnym uczniem, ale tak jak piszesz trzeba z nim cały czas ćwiczyć, powtarzać i być konsekwentnym, bo inaczej na głowę wejdzie. Obawiałam się na początku, czy damy sobie z nim radę, bo zawsze mieliśmy duże psy Owczarek niemiecki, wyżeł niemiecki szorstkowłosy), a tu takie małe żywiołowe (nawet bardzo) maleństwo. Ma dopiero 10 miesięcy, ale dogadujemy się całkiem nieźle, jest i czas na zabawę i na odpoczynek, mogę nawet w domu popracować przy komputerze i wtedy wie, że ja pracuje, o on przy mnie wypoczywa, jest po prostu kochany, Bardzo się cieszę, że trafiłam na Twój blog, bardzo fajne rzeczy przeczytałam, na temat tej rasy i bardzo wiele z twoich doświadczeń ma potwierdzenie w naszym życiu,ale też dużo ciekawostek, które wykorzystam. Podobał mi się posta na temat kieszeni, moje też zawsze są pełne przekąsek, przekąseczek i worków na nieczystości, zawsze gdzieś gubię, to jedno, to drugie, robiąc dziwne zamieszanie wokół :). Będę was śledzić, bo fajnie się “was” czyta. A … i chciałam podziękować, bo na pewno wypróbuję Furminator, właśnie jesteśmy na etapie latania z miotłą, mopem i odkurzaczem po 3 razy dziennie, a nie należę do osób przesadnie porządnych, po prostu mam wrażenie, że nie ma w tym domu miejsca, gdzie nie ma białej sierści i nie nadążam z kupowaniem rolek do sierści, ale i tak kochamy tego naszego “kłaczuszka”. A to jeszcze dodam, skoro tak się rozpisałam, że wszystkie zabawki, maskotki i posłanie mają żywotność od 30 min do 1 dnia :), ale zabawa jest przednia, jak można misiaczkowi odgryźć nos, albo rozerwać brzuch. Zabawki którymi moja Miszka (łowczarek) bawiła się przez 11 lat, dla niego 15 min i po sprawie 🙂

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top
x  Powerful Protection for WordPress, from Shield Security
This Site Is Protected By
Shield Security