No i woda do picia – to dopiero jest historia! O ile próbuje bez przeszkód pić wodę na dworze z różnych misek oraz różnych, nieco gorszych miejsc, o tyle picie w domu staje się codziennym, istotnym i nietypowym wydarzeniem. Nieważne, gdzie stoi miska, czy jest metalowa, czy plastikowa. Przede wszystkim – najchętniej pije wówczas, gdy akurat dolejemy mu wody. Woda, gwoli ścisłości, jest wymieniana codziennie, czasem nawet kilka razy, bo micha stoi pod blatem w kuchni – w jedynym miejscu, gdzie ani ja, ani M. na pewno w nią nie wleziemy. Wystarczy dolać dosłownie pół łyka, gdy młody stwierdza, że woda staje się zdatna do picia. Ale to nie koniec! Gdy orzeknie, że by się napił, robi podchody. Są one dość zabawne i nie wiem, skąd się wzięły – najpierw daje nam znać, ze postanowił się napić. W tym celu albo biega po pokoju, dobiegając do progu „kuchni” i jęcząc, albo kładzie się na swoim fotelu i się PACZA. Na miskę, rzecz jasna, jakby sprawdzał, czy nagle ta nie odbiegnie galopem/nie rzuci się na niego/nie przypełznie, żeby nie musiał wstawać. Po kilkunastu minutach postanawia podejść do miski, ale nie po prostu podejść i się napić, tylko zajść ją łukiem, wciąż się czając, aby w końcu się napić. Pije nie podchodząc do miski, tylko jak najbardziej wyciągając głowę i szyję przy łapach gotowych do ucieczki – bo przecież woda w misce to zdradziecka bestia. Po wypiciu spokojnie i delikatnie się wycofuje, po czym galopem wpada na łóżko i wyciera się w naszą narzutę.



Nie on jeden taki Jańcio-wodnik-dziwak …. 😉 Coś te russellki maja z głową jeżeli o wodę chodzi – znam takiego, co każdą kałużę traktuje jak cudowne SPA ….
Inny nieodmiennie od kilku sezonów usiłuje WYPIĆ niewielkie oczko wodne (ale nie na tyle niewielkie żeby wypić się dało) na posesji … Po co i dlaczego ? Może do rybek w ten sposób dobrac się chce…. A skutek taki, ze wygląda jakby balon połknął i powolutku odchodząc zaczyna zaraz sikać jak suczka, nawet bez przysiadania , bo ilość wypitej wody po prostu przez niego przelatuje …
Tak więc nie ma ŻADNYCH niewykłych zachowań wodnych – przynajmniej, jeżeli o russellkach mowa …. 😉 😉 😉
Aż się zachłysnęłam 😉 ze śmiechu, czytając ten wpis! 🙂
inka33
I jak tam Biały??? zmienił swoje podejscie do wody??Moj Jack w pierwszym roku swojego zycia tez nie chetnie moczył łapki(prawie codziennie jestesmy na plaży).Od zeszłych wakacji to sie zmieniło Mokka tylko szuka okazji żeby sie wykapać.Pływa(nie przeszkadzaja jej fale,które czasem są naprawde spore),wyciąga z pod wody glony i ślimaki uznając to za bardzo interesujące.Mówie na nią U-boot heh.Pozdrawiam 🙂