No, to teraz będzie nieco o mitach rasowych. Jednym z głównych i podstawowych jest to, że jack russell terrier, co jest często wykorzystywane w filmach czy reklamach, dosłownie chodzi po ścianach, prawie jak karaluch. Fakt faktem, że często tak się właśnie dzieje – jacki niby robactwo poruszają się z nadnaturalną prędkością po mieszkaniu, odbijając się w dziwnych pozycjach od ścian, poduszek, mebli.

Wytłumaczenie większości właścicieli tylko posiadających psy: jacki tak mają. Czyli, że to normalne, że pies większość dnia spędza w ruchu, nie dając żyć otoczeniu.

 

Wytłumaczenie ludzi myślących, większości hodowców oraz osób, które cokolwiek z psami robią: pies ma ‚godzinę świni’ (ale, jak nazwa mówi, jest to umowna godzina, zwykle jednak kwadrans) albo zwyczajnie coś jest nie tak z poziomem jego ruchu i zmęczenia.

 

Nie od dziś wiadomo, że szczęśliwy pies = zmęczony pies. W przypadku większości ras tak to właśnie wygląda, w przypadku jacków podobnie, choć jest jedno ‚ale’ – jacki, z racji na to, że są dość wysoko pobudliwe, więc łatwo się emocjonują i z powodów nierzadko dość błahych, potrzebują dodatkowo odpowiedniego traktowania. Co by nie było – możliwe, że inne rasy też (na pewno zaś psy pracujące, użytkowe), ale o jackach mówię, jako że to jackowy blog.

 

Powodów, które zauważyłam, i dla których jacki biegają po ścianach, jest kilka, ale wymienię dwa główne, bo inaczej przekroczę długość posta, w ramach której ktokolwiek to w ogóle czyta. Przede wszystkim – brak odpowiedniego wyciszenia. Niestety, dla wielu osób to jest nie do ogarnięcia, że takiego psa jak JRT nie powinno się jeszcze dodatkowo zachęcać do ciągłej aktywności, a uczyć raczej wyciszenia i spokoju. Najlepsza droga, aby uzyskać jacka – karalucha? Zachęcanie do zabawy, ciągłe zwracanie uwagi na psa w domu, niezapewnienie mu miejsca do odpoczynku, reagowanie na zaczepki i zostawianie sterty zabawek do zabawy. To oczywiście ogólne kwestie, każdy jack jest inny, ale to taki zbiór. Co zrobić, aby takiego psa nie mieć? Przede wszystkim zabrać zabawki, zostawiając jedynie te, które pies głównie będzie gryzł – gryzienie i memłanie czegokolwiek pozwala psu na upuszczenie emocji z małego ciałka, wyciszenie się i odstresowanie, a zawsze to lepiej, żeby gryzł zabawki, niż naszego skórzanego kozaczka. Do tego nie bawić się z psem ciągle, szczególnie ze szczeniakiem czy nawet dorosłym psem, który w naszym domu jest nowością – tak, wiem, że to jest trudne, że te kulki chcą ciągle być w centrum uwagi, ale to pierwszy krok, aby wychować sobie potwora na własnym łonie. Za to bawić się mądrze – samemu zachęcać psa do zabawy w różnych momentach dnia, bawić się np. w przeciąganie, które bardzo fajnie rozwija więzi, przynoszenie rozmaitych przedmiotów, gonienie ich – ale bawić się krótko, co by pies się nie znudził, a potem szybko chować zabawki i dawać psu wyraźny sygnał: zabawa się skończyła, czas iść się położyć i być grzecznym jackiem. Zabawki dobrze jest też wykorzystywać głównie na spacerach, to bardzo ciekawa karta przetargowa. Ostatnia sprawa – zapewnić psu miejsce, w którym będzie mógł się wyciszyć, czyli takie, które jest na uboczu, gdzie pies ma ciszę, a jednocześnie jest w stanie obserwować otoczenie, jeśli tego potrzebuje. Tutaj świetnie przydaje się klatka kennelowa, choć coraz to słyszę, że to „jak w schronisku”. Pytałam Jaxa, nie podziela tego zdania.

 

Druga sprawa: zmęczenie materiału. Jack jako materiał aktywny potrzebuje odpowiedniej dawki ruchu i ćwiczeń, aby w ogóle się zmęczyć. Na podstawie obserwacji własnego psa mogę stwierdzić, że o ile biegać może cały dzień i raczej go to mocno nie męczy, to bieganie połączone z zabawą oraz ćwiczeniami psychicznymi męczy go tak, że zagrzebuje się jak ryjówka w swojej klatce i nie ma ochoty wychodzić, chyba że na jedzenie. Sęk w tym, że wielu właścicieli uważa, że pies „musi się wybiegać”, ale nie myśli o tym, aby w tym procesie uczestniczyć. Dla mnie – i znów, wedle obserwacji mojego jacka i jego pobratymców – najlepszym rozwiązaniem jest zaprogramowanie dnia tak, aby pies miał w jego trakcie: trochę biegania „luźnego” z węszeniem i eksplorowania terenu; trochę zabawy z człowiekiem na spacerze; trochę aktywności z człowiekiem bez opcji wąchania – czy to spacer w mieście, czy bieganie przy rowerze; trochę zabaw samodzielnych w domu (np. gryzienie czegoś); trochę ćwiczeń psychicznych, czyli np. sztuczki itd. Mówiąc: sztuczki mam na myśli intensywne uczenie psa czegoś. Jedynie po takiej mieszance młody jest w stanie po prostu położyć się spać i nie dawać ponosić się emocjom. Z tego też powodu we wzmożonej wersji stosujemy tę mieszankę przed długimi podróżami, przyjazdem w nowe miejsca czy dniem, w którym pies na długo musi zostać sam w domu. Ostatnio nie zastosowaliśmy, choć nie wychodziliśmy na tak długo, efekt? Pies otworzył sobie sam kennel i na całe szczęście zdążył jedynie zbobrować pościel i się w niej ułożyć. Na całe szczęście, bo poprzednim razem próbował porazić się prądem z przegryzanego kabla od lampki, a jest typem psa, który nigdy nic w domu nie pogryzł i nie miał nawet takich zapędów.Na koniec dodam, że jest również jedna bardzo łatwa z pozoru, ale trudna według tego, co obserwuję, zasada: wymagać i kochać mądrze. Powtarzanie psu słodkim głosikiem, że może być się, hihihihi, położył, ojej! nie skacz tak, hihihih! nie sprawi, że pies się położy, tylko, że wejdzie nam na głowę. Zwykłe „idź się połóż” wypowiedziane zdecydowanym głosem, a w razie potrzeby nakierowane również zachowaniem działa cuda. Ale żeby do psa mówić, trzeba go najpierw nauczyć słuchać i rozumieć nasze słowa oraz vice versa – nauczyć siebie reagować na to, co swoim zachowaniem mówi nam pies, a to już inna historia. Bo terier nie biega po ścianach sam z siebie, podobnie jak sam z siebie nie szczeka – jest po prostu odbiciem naszego zachowania, wychowania i ew. nieudolności. Jak pies zaczyna się zachowywać nie tak, to winy powinniśmy zacząć szukać w sobie 🙂
 

Close Menu