Nasi pierwsi goście z psami na nowym mieszkaniu! Okazuje się, że goszczenie ludzi i ich czworonogów jest o wiele prostsze, gdy ma się do dyspozycji dwa pokoje, a nie tylko kawalerkę z jednym łóżkiem, gdzie jeszcze muszą zmieścić się dwie klatki kennelowe. Tym razem skład częściowo znany i Wam, drodzy Czytelnicy, czyli Zu ze swoją Pańcią, a z nimi… nowy Pańcio oraz nowa mała, znaleziona glizda. 

 


No, nie taka mała. Młoda – 3-4 miesięczna – ale duża, większa od obu naszych psów. Mała o wdzięcznym imieniu Raven została znaleziona niecały tydzień temu, gdy przymarzała pod płotem, próbując dostać się na podwórko. Nie skończyłoby się to dobrze, gdyby jej się udało – na szczęście interweniował człowiek i tak -nie-mała-ale-młoda Raven zamieszkała w pokoju na piętrze, wraz z drugim psem i małym kociakiem. Mała zachowuje się jak typowy szczeniaczek, to znaczy cieszy się do każdego (posikując przy tym), nie może usiedzieć w miejscu (ale w klatce prawie nie marudzi i oddaje się relaksowi) i musi wychodzić sto razy dziennie, abyśmy nie utonęli w tym, co wysika. A sika dużo – bo próbuje wypić absolutnie każdą wodę, którą znajdzie. Mały Biały był wręcz zniesmaczony, gdy próbował napić się ze swojej miski (a której wcześniej piła Raven) i zobaczył pływające w niej gluty. Musiałam miskę umyć i  nalać nowej wody – bo przecież panicz by usechł, ale się nie zniżył do pewnego poziomu.

 

 

Zuzanka natomiast zachowywała się jak zwykle. Chociaż nie – fakt istnienia Raven sprawił, że Mały Biały nie był dla niej aż tak ohydny jak zwykle… W końcu chociaż był od niej mniejszy, nie zaczepiał jej specjalnie, a jedynie się ładnie obwąchały. Interweniowała tylko raz, gdy Raven przesadziła w zabawie i Mały Biały postanowił pokazać jej, że tak się nie robi – na szczęście jest mocno posłuszna, a jeden krzyk wystarczył, aby i Mały Biały okazał nieco więcej tolerancji dla wielkiego psa, który pacał go wciąż po głowie. W nagrodę dostał wstęp do swojego kennela, z którego chwilę wcześniej wyszła – z ogromnym zawodem w oczach – Zuzanka.

 

 

Zaliczyliśmy jeden dłuższy spacer pod miastem, ale nie za długi. Po pierwsze dlatego, że zimno było przenikliwe, zarówno dla nas, jak i dla psów. Po drugie – Małe Białe ciągle ma ograniczenia ruchu, więc staramy się, aby nie forsował łapy. On ma na ten temat zupełnie inne zdanie, ale chyba zdaje sobie sprawę, że akurat w tej sytuacji jego zdanie raczej się nie liczy 😉 Niemniej po spacerze psy zaległy pod kocami i w kennelach, wcześniej wzmocnione porcją gotowanej marchewki z siemieniem, olejem i surowym mięsem w ramach przekąski. Nie pogardziły. Śniegowe fotki powstałe w różnych porach spacerów i dnia 😉

 

Mam nadzieję, że goście przyjadą do nas również latem – Raven wtedy będzie już niemłoda, ale i niemała, co by się ze sobą zgadzało. Będzie też więcej okazji oraz pogody do chodzenia. Teraz fotek dużo nie ma – bo aparat odmówił posłuszeństwa i po prostu wyłączył się w połowie wycieczki. Niemniej – enjoy!

 

Close Menu