W końcu, w końcu słońce! Razem z małym białym wręcz nie mogliśmy się doczekać ładniejszej pogody, która pozwoliłaby pójść na dłuższy spacer bez obaw, że małemu będzie zimno/zedrze sobie opuszki/ja zmarznę. No, to dziś się taka okazja nadarzyła. Fakt, że pogoda jest dość kapryśna; wychodzi słońce: ciepło i miło, zajdzie słońce, zawieje wiatr – chłodniej. Jednak, jakby nie było, 14 stopni na termometrze jest. A i na spacer nie wychodzimy jak moi sąsiedzi, żeby sobie postać, tylko się ruszamy. Towarzyszyła nam Marzena, która nie tylko jest autorką zdjęć, ale również została zarażona russellomanią i psiak, o którym pisałam, że szuka domu – przyjeżdża właśnie do niej. Jak przyjedzie – na pewno będą relacje z tego, jak się miewa 🙂
Dziś jednak pojechałyśmy do jednego z większych parków w naszym mieście i bawiłyśmy się przednio. Małe białe też – spotkałyśmy kilka przyjaźnie nastawionych psów, małe poszalało w liściach, pobiegało za zabawkami, próbowało uskuteczniać polowania na wiewiórki i kaczki, jednak te zostały mu stanowczo zabronione i udaremnione. W parku nie było jeszcze tylu osób, ilu się obawiałam, więc dało się to wszystko znieść. 

Małe białe zaliczyło pierwszą w tym roku kąpiel, nie licząc momentu, gdy zapadło się pod lód, próbując pójść do kaczuszek. Kąpiel trochę wynikała z pociągu do ptactwa, trochę z nieostrożności, a na samym końcu również i pańciowej pomocy. Swoją drogą, nawet w parku jest narzucane pełno chleba i bułek – chyba dla tych biednych kaczek. Jeśli więc dokarmiacze kaczek to czytają – każdego roku bardzo wiele kaczek choruje, ponieważ zatruwa się solą z chleba właśnie. Ba! Częste są również zatrucia pleśnią, bo z niewiadomego mi powodu część osób uważa, że skarmienie kaczki spleśniałym chlebem to super pomysł bez marnotrawienia pieczywa. Pominę, że nieregularne dokarmienie powoduje, że ptaki potem nie mogą przetrwać w trudniejszych warunkach.

W parku również dwie grupy młodzieńców (lubię to słowo!) grały w podchody. Kilkukrotnie mijałyśmy się z nimi w trakcie spaceru. W końcu weszłyśmy na łąkę, żeby się z małym białym pobawić i trochę go skupić na sobie, a tu podchodzi do nas trzech chłopców z pytaniem, czy możemy robić drugiej grupie foty – bo przegrali i będą musieli się nieco upokorzyć. Jeszcze dygresja – swoją drogą, byłyśmy aż takie przerażające młode, chłopięce dusze, że przyszło ich aż trzech?! Ale wracając do tematu. Druga grupa, jako przegrana, miała między innymi przejść główną aleją parku w gaciach. No, w sensie, że w koszulkach też, ale bez spodni. Do tego obejmując się za biodra i śpiewając. Niestety, jak zauważyli, że są robione zdjęcia, to szybciutko się ubrali 🙂 Ale tak czy siak – ubaw był przedni.
Małe białe dziś postanowiło nie mieć za bardzo mózgu, więc skupiało się głównie na bieganiu. Gdy przeszedł pierwszy entuzjazm, mieliśmy przednią zabawę. Muszę przyznać, że fajny z niego pies 🙂 Teraz będziemy pracować nad powrotem do odpowiedniej, wysokiej kondycji. Bieganie, ćwiczenia – wszystko robi się fajniej, gdy można to robić w plenerze. A Wy? Jak tam Wasze pierwsze, wiosenne spacery?
Close Menu