Coraz więcej osób chce „coś” ze swoim czworonogiem robić. Uważam, że ma to dwie strony – tę dobrą i tę niekoniecznie dobrą. Dlaczego dobrą, to oczywiste – pies „awansuje” w oczach ludzi, bierze udział w ich życiu, w zabawie, spędzaniu wolnego czasu. Pies, z którymś się „coś” robi, zazwyczaj ma lepszy kontakt z opiekunem. A dlaczego uważam, że jest i zła strona? Ano dlatego, że wielu osób nie zadowala „coś” na poziomie amatorskiej zabawy z psem. To od razu musi być na ogromną skalę, i koniecznie od samego początku wszystko musi się udawać. Tymczasem – nie tędy droga.

Podstawową zasadą przy jakimkolwiek szkoleniu psa jest moim zdaniem odpowiednie podejście – podejście z ciśnieniem, że musi być idealnie, zdecydowanie nie jest odpowiednie. Nie dość, że nas to sfrustruje, bo w życiu prawie nigdy nie jest bezproblemowo, to dodatkowo jeszcze pies będzie czuł naszą presję. A gdy pies czuje zdenerwowanie właściciela, to o wiele gorzej pracuje – to mówią nawet profesjonaliści. Poza tym, gdy mamy za duże ciśnienie, aby coś wyszło, to brniemy do przodu, nie patrząc na ofiary. Co to znaczy? To znaczy, że po pierwsze chcemy wszystko za szybko. Praca z psem to bardziej dłubanina i powtarzanie, niż coś super szybkiego. Dlatego czasami, zanim czegoś psa nauczymy, mija bardzo długi czas – oczywiście, każdy pies uczy się w innym czasie. Jeżeli porównujemy, że nasz szczeniak umie dopiero „siad”, podczas gdy Krysi już opanował warowanie – daleko nie zajdziemy. To nie są wyścigi. Jestem zdania, że uczenie psa czegokolwiek możemy zrobić na dwa sposoby: dobry albo zbyt szybko. To jeden z najczęstszych błędów, zwłaszcza u osób, które wzięły psa pod konkretnym kątem czy nie mają doświadczenia. Na przykład: pies zrobi kilka razy dobrze „siad”, więc zakładamy, że już to umie i robimy coś innego. Tymczasem powinniśmy się zatrzymać i ćwiczyć ten siad tak, żeby go wyszlifować do końca, w różnych rozproszeniach, z różnym nagradzaniem – albo i brakiem nagród. Dopiero, gdy pies opanuje na bank to, czego go uczymy – przechodzimy dalej. W przypadku niektórych psów to kwestia tygodnia czy dwóch. W przypadku innych: kilku tygodni, a nawet miesięcy. I nie ma co przeć do przodu, bo „co nagle, to po diable”.
Oczywiście, jeżeli okazuje się, że psu wybitnie nauka nie idzie, to powinniśmy się zastanowić – bo coś robimy nie tak. Jeśli pies nie uczy się łatwo tego, co chcemy mu przekazać, to znaczy, że albo źle mu tłumaczymy, czego chcemy, i nas nie rozumie, albo niedostatecznie go nagradzamy. Czasami obie rzeczy naraz. Dodatkowo, możemy też pracować w zbyt dużym rozproszeniu – ale wówczas pies po prostu wcale się na nas nie skupia i nie ma mowy nawet o próbach nauki. Praktycznie nigdy nie jest to wina psa, że czegoś nie potrafi się nauczyć. Po prostu nie umiemy mu tego przekazać. Wtedy warto kombinować.
Są również takie komendy, których można uczyć „naraz” – według mnie przynajmniej. Przykładowo, ja uczę małego białego tylko jednej rzeczy klikerem – ponieważ wówczas kształtuje mu do końca dane zachowanie. Jednocześnie ćwiczymy też rzeczy bez klikera, w życiu codziennym: na przykład zostawanie przed drzwiami i czekanie na komendę zwalniającą, przechodzenie przez przejścia czy przywołanie. Nie wpływa to bezpośrednio na siebie, ponieważ zazwyczaj wiąże się z innymi sytuacjami. Generalnie staram się nie uczyć kilku rzeczy podobnych naraz, na przykład kilku rzeczy statycznych albo dynamicznych. Jeżeli uczyłam równania do nogi, to nie ćwiczyłam przy tej nodze nic nowego, a jedynie powtarzałam to, co już umiał. Może to wyglądać na skomplikowane, ale takie nie jest i większość rzeczy da się ogarnąć dość intuicyjnie.
Problem z ludzkimi ambicjami jest jeszcze jeden – czasem właściciele psów wyobrażają sobie zbyt wiele. Myślą, że kilkutygodniowy szczeniak będzie umiał o wiele więcej rzeczy, niż fizycznie i psychicznie jest w stanie umieć, zaś kilkumiesięczny będzie już co najmniej mistrzem Polski. Znam również osoby, które kupują psy specjalnie np. do agility, po czym, gdy pies się w tym sporcie nie sprawdza – są złe i zawiedzione. Albo, co gorsza, próbują psa zmusić, aby szło mu dobrze, więc idzie mu jeszcze gorzej. Oni się denerwują i irytują, poniekąd wyżywając na psie – pies pracuje coraz gorzej – i tak to się kręci. Tymczasem, jakiegokolwiek sportu by nie uprawiać, zarówno pies, jak i właściciel muszą czerpać z tego przyjemność i powinni traktować to jako zabawę. Dla psa nauka nie będzie tak fajna, jeśli nie będzie zabawą. Stąd wydaje mi się, że nie warto zmuszać psa do aktywności, za którą nie przepada – tylko w imię tego, że Krysia i Zosia robią to samo ze swoimi psami. Jest tyle psich sportów, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Oczywiście, nie każdy musi chcieć coś robić z psem. Wiele osób traktuje psa jako towarzysza, i nie ma w tym nic złego. Każdy pies natomiast powinien być nauczony podstawowych zachowań, które są istotne w jego funkcjonowaniu w danym środowisku. Ich również warto uczyć tak, aby były dla psa pojęte i uczył się z ochotą oraz łatwo.
Na pocieszenie powiem, że my cały czas pracujemy nad dostawianiem na zabawkę. Cały czas – czyli od kilku ładnych miesięcy. Postępy są ogromne – ale nadal szlifujemy, bo to ciągle nie to. Jak się udaje, to super, ja się cieszę, pies się cieszy. Jak się nie udaje, jeśli to nie jest nasz dzień – trudno, będziemy robić dziś coś innego. W końcu pies też ma prawo do gorszego dnia 😉

 

Close Menu