Na pewno większość z Was doświadczyła kiedyś uczucia… rozleniwienia. W natłoku codziennych obowiązków, przy nerwach w pracy czy stresie związanym z życiem osobistym często zapominamy o tym, żeby chcieć – to móc. I że, aby móc coś zrobić, trzeba najpierw się za siebie wziąć.

DSCN1110

Czyżbyście byli zdziwieni początkiem notki? Nie zapowiada się jak zwykle, wiem. W życiu każdego człowieka przychodzi jednak czas resetowania dotychczasowych przyzwyczajeń i ustanawiania nowych, być może – korzystniejszych dla nas samych. Niestety, często pomimo dobrych chęci nie znajdujemy czasu, siły czy sensu, a nieraz nawet ochoty, do dalszej pracy z psem. Mamy wrażenie, że wypracowaliśmy tyle, aby żyło nam się komfortowo, i to wystarczy.
Zwykle tak jest. Ale nie znaczy to, że nie można sięgnąć dalej i zacząć pracować nad zupełnie innymi rzeczami. Podobnie jak i naszego psa musimy do pewnych rzeczy zmotywować, tak i my sami musimy być zmotywowani do robienia czegoś. Ponieważ zaś ja najlepiej motywuję się:
– konkretnym celem;
– konkretnym terminem i planem jego realizacji;
– regularnością…
postanowiłam zrobić coś, aby wcielić w życie plan iście szatański. Co konkretnie? Przygotować się z Małym Białym do zawodów z posłuszeństwa.

Nasz cel

Nie staram się określić, do jakich konkretnie zawodów będziemy się przygotowywać – czy do egzaminu z obedience w klasie „0”, czy może raczej do zawodów w rally-o? Dotychczas całe posłuszeństwo, które ćwiczyliśmy, robiliśmy zupełnie amatorsko. Udział innych osób w wychowaniu psa, codzienne nawyki czy niespodziewane sytuacje sprawiły, że w wielu ćwiczeniach są dziury, które trzeba załatać, a niektóre ćwiczenia pewnie będziemy musieli zrobić od początku. Celem jest przygotowanie psa do jakiegoś startu. Czy będzie to start w poważniejszym obi, czy w bardziej luźnym rally-o, zdecydujemy w trakcie treningów. Ani dla mnie, ani dla psa bowiem przyjemnością nie będą treningi, których nie będziemy odbywać radośnie.
Oczywiście, w tym celu wyróżniam sobie również rozmaite etapy. Z psychologicznego punktu widzenia zarówno pies, jak i człowiek, lepiej pracują, gdy wiedzą, że osiągają jakieś pośrednie cele. Satysfakcja i motywacja z dobrze wykonanej pracy u człowieka to podobna rzecz, jak klikanie drobnych rzeczy przy nauce przez kształtowanie u psa – przynajmniej ja to tak widzę i tak to u mnie działa. Dlatego w ramach celów, będziemy ćwiczyć:
– chodzenie przy nodze na luźnej smyczy;
– chodzenie przy nodze bez smyczy;
– zmiana pozycji na odległość (którą kiedyś wyćwiczoną mieliśmy, i którą zaniedbaliśmy);
– ochłodzenie stosunku do ludzi;
– wysyłanie psa w różnych kierunkach;
– aportowanie.
To są ogólne założenia, bo na pewno zdarzy się, że po drodze coś jeszcze nam wypadnie. Być może nie uda się wypracować wszystkiego – nie będę specjalnie naciskać na rzeczy, które psa nie cieszą. Jak pisałam – nie mamy ciśnienia, ale chcemy mieć cel w naszej pracy.

Metoda

Na blogu powstanie zapewne osobny dział, w którym będziemy wrzucać notki z poszczególnych dni. Ideałem byłoby, gdyby udało nam się wrzucać notki każdego dnia. Niestety, realia są jakie są, a i oczy nie wytrzymują aż tak długiego siedzenia przed monitorem, dlatego będziemy starać się dodawać wpisy przynajmniej kilka razy w tygodniu.
Dla osób, które potrzebują czegoś więcej niż po prostu stwierdzenie, że coś chcą robić, przydać mogą się rozmaite portale i aplikacje wspierające realizację celu. Należą do nich choćby Give it 100!, Mindbloom czy GoalTracker.
Na realizację celu dajemy sobie na początek 50 dni. To ładna, okrągła sumka, która może okazać się dobrym początkiem 🙂
 
Mamy nadzieję, że i Wy zdecydujecie się podjąć wyzwanie i stworzyć własne 50 dni pracy nad czymś. Liczymy też, że będziecie nas wspierać wtedy, kiedy będzie brakowało motywacji czy sił do dalszych wysiłków 😉
 

Close Menu