Odkąd w naszym domu jest Rush, zaczęłam postrzegać niektóre spacery jako walkę na śmierć i życie. Zwłaszcza, gdy w otoczeniu są inni ludzie… Oto dziesięć rzeczy, które wyprowadzają mnie z równowagi, czy na spacer zabieram szczeniaka.

1. Cmokanie

Ludzie, no serio, popieprzyło Was z tym cmokaniem? Pies sobie spokojne szuka miejsca na siknięcie, żeby trawa nie była zbyt wysoka i w przykucu nie łaskotała w jajka, a tu idzie sobie obca kobieta i cmoka na psa, jakby co najmniej od tego zależało jej życie. Ludzie cmokają całymi gromadami! A dziś przed przejściem zatrzymał się samochód, facet uchylił szybę i zaczął – a jakże! – cmokać! Gorzej Wam? Życia nie macie? Psa nie widzieliście?

DSC03497 — kopia

2. Wyciąganie rąk bez pytania

Mijam się z człowiekiem, na pozór wydaje się on normalny, aż tu nagle CAP. I oczywiście ręce w stronę psa. Już pomijam, że taki zaskoczony pies może wbić zęby w dowolną część ciała, a zęby ma ostre jak igiełki, więc nawet bym współczuła. Choć w tej sytuacji byłoby to współczucie z głęboko odczuwaną satysfakcją.

3. Rozrzucanie jedzenia

Ja przysięgam, jak mamę kocham, za własne pieniądze zamontuje monitoring i będę wysyłała nagrania brudasów wyrzucających żarcie na trawnik do pobliskiej komendy. Po co to robić? Jaki to ma cel? Jaki cel ma karmienie ptaków chlebem w LECIE, zwłaszcza że od chleba potem chorują? Jaki sens ma wyrzucanie gara stęchłej zupy przez okno DLA KOTKÓW? Już pomijam, że to śmierdzi, że schodzą się szczury i dziki. Ale jak można chcieć żyć w takim syfie?

4. Głaskanie z zaskoczenia... dwóch psów

Z uwagi na pracę nad relacjami psimi jeden spacer dziennie odbywa się w towarzystwie obu czworonogów. I to głaskanie z zaskoczenia obu psów to już jest serio, wersja dla kamikadze. Ostatnio dwóch młodych chłopaczków specjalnie przebiegło przez ulicę, żeby bez pytania złapać Rusha i Małego Białego za tyłki i pogłaskać. Jedynie mój ryk sprawił, że się mocno nie zdziwili, a jak powiedziałam, żeby tak nie robili, bo pies może ugryźć, to spojrzeli na mnie tak, jakbym powiedziała, że Dragon Ball już nigdy nie poleci w telewizji. To takie dziwne, że zwierzę, które ma zęby, może ugryźć?

5. Uczenie głupot

Zastanawiacie się, jak to możliwe, że nawet przechodzień może uczyć psa głupot? Ano możliwe, bo jak idzie jeden z drugim i woła psa tak, żeby ten na niego skoczył, kiedy ja na wszelkie sposoby staram się psa tego oduczyć – no to cóż. Jestem trochę przegrana, nawet mając najlepsze smakołyki, jeśli ktoś nagle świergoli szczylowi nad uchem i klepie się po udach jak stary zbereźnik.

6. Wchodzenie w psa

Ja to chyba stara jestem i dawno miałam szczeniaka, bo jakoś przy Małym Białym sobie tego nie przypominam. Ale teraz regularnie, przynajmniej raz dziennie, mijam kogoś, kto idzie z naprzeciwka i próbuje WEJŚĆ w Rusha. Nie wiem, po co, sądząc po cielęcym spojrzeniu obstawiałabym albo chęć zapoznania bez umiejętności artykulacji potrzeb, albo jakieś zaćmienie umysłowe. Choć to drugie byłoby nieco przerażające – aż na taką skalę…

7. Krzyczenie z zachwytu kilometr wcześniej

Wiecie, mnie też widok szczeniaka rozczula absolutnie najbardziej na świecie (no, prawie). I jestem w stanie zrozumieć kilkuletnie dziecko, które robi „Ojeeeejjjjj mamaaaaaa szczeniaaczekkk tititititi jaki słoodkiiiii” w wysokim C. Ale dorosłe osoby, które robią to samo na środku ulicy? Najlepsze jest to, że nie miałabym nic przeciwko przywitaniu się z psem, gdyby ktoś to zrobił normalnie, a nie w sposób, który przeraża nawet mnie i powoduje uruchomienie instynktu „Walcz lub uciekaj”. 

8. Karmienie szczeniaka... czymś

No, to już jest taki level, który mnie ostatnio pokonał i pani dostała zjeb*ę z góry na dół. Kobita idzie z jakimś gotowym żarciem z Kauflandu albo jakiegoś innego sklepu ze stanowiskiem garmażeryjnym, schyla się do psa i próbuje go… karmić. No serio? 

9. Usilna próba przywitania z innym psem

Ostatnio szłam z dwoma psami i mijaliśmy starszego pana, który szedł z psem wyglądającym tak, jakby miał zaraz dostać wylewu z powodu udaremnionej próby zrobienia rozróby. Pan oczywiście stał na środku chodnika i gadał, że on chce się tylko przywitać (taaak…), a ja musiałam zapieprzać trawnikiem naokoło, bo przecież nie da się wziąć psa krócej czy zejść na bok. No nie da się. Niewykonalne, zwłaszcza gdy po drugiej strony smyczy masz brytana o wadze 5 kg. 

rush

10. Porady...

Bo wiecie, jak ktoś idzie ze szczeniakiem, to oznacza, że NIGDY nie miał psa i nawet nie wie, z której strony to coś ma głowę. I trzeba udzielać mu porad. A to, że trzeba krótko trzymać i zdominować. A to, że więcej karmić, bo chudy jakiś. A to, że on miał takiego samego dziesięć lat temu, tylko większego i czarnego i przez to wie, jak z takimi postępować. Tak więc, no…

A jakie rady Wy słyszeliście, spacerując ze szczeniakiem?

Close Menu