Podczas przeglądania mediów społecznościowych typu Facebook czy for internetowych w tematyce psie doprawdy nie da się nie zauważyć pewnych skrajności w kwestiach wychowania psów. Póki po prostu każdy wychowuje swojego psa tak, jak chce, to w zasadzie problemu nie ma. Pojawia się on wówczas, gdy jedna, radykalna „frakcja” uznaje za stosowne wytknąć drugiej, przeciwnej, że coś, co tamta robi, jest niewybaczalne i w ogóle bez sensu, bo tak się robić nie powinno. Na chwilę obecną najczęściej ścierają się dwie grupy.

Grupa „pozytywistów” to jeden z najaktywniej obecnie działających odłamów frakcji „wychowanie”. Szkoda tylko, że mały odsetek tej grupy wie, co naprawdę oznacza pozytywne szkolenie i że nie równa się to wychowaniu bezstresowemu – bo tak najczęściej ci „najbardziej krzyczący” postrzegają właśnie to zagadnienie. W Polsce dotychczas zagadnienie szkolenia pozytywnego ograniczało się głównie do klikania psu wszystkiego, braku kar (bądź braku nagrody jako karze) i nieużywaniu żadnych narzędzi awersyjnych czy takich metod w szkoleniu (łącznie z podnoszeniem na psa głosu). O ile pewnie jakiś odsetek psów dość miękkich i dość podatnych na szkolenie, z dobrą socjalizacją i szkolonych od szczenięctwa na to „pójdzie”, o tyle nie znam dotychczas żadnego psa, który by na takim „pozytywnym” szkoleniu zyskał miano psa posłusznego. Ta właśnie frakcja zazwyczaj krzyczy najgłośniej, że kolczatka jest złem, że OE to sadyzm czy że klatka kennelowa oznacza zamknięcie psa „jak w schronisku”. Co ciekawe, w ramach tej samej grupy są również pozytywiści, którzy jednak nie zatrzymują się w swojej edukacji na braku stresu w wychowaniu, a czytają rozmaite publikacje w różnych językach, jeżdżą na seminaria itd. Jest to o tyle ciekawe, że w przypadku tych pozytywistów taka klatka kennelowa jest już spoko, bo pozwala psu się wyciszyć. Ci już tak głośno nie krzyczą, że wszystko awersyjne jest złe, a zauważyłam nawet, że wraz z przypływem doświadczenia przesuwają się w stronę obozu centralnego, o którym na końcu.

 

Druga grupa, która „walczy”, to grupa, którą żartobliwie nazwę „dominacyjną”. Najbardziej krzykliwi przedstawiciele tej formacji ślepo wierzą w teorię dominacji (z której wycofał się sam jej autor, ale widać to zbyt mało, żeby przekonać radykała) i są zdania, że człowiek z psem tworzy stado takie, jak pies z psem, dlatego żeby pokazać, że jesteśmy górą, powinniśmy udawać, że jemy psie jedzenie z miski przed naszym czworonogiem, albo wywalać go na plecy, gdy zrobi coś, czego nie powinien. Grupa ta nie stosuje żadnych „pozytywnych” metod, na przykład klikera, i dość rzadko używa również smakołyków w szkoleniu w ramach przekonywania psa do siebie, bo jest zdania, że pies po prostu powinien być posłuszny – bo tak. Zwolennicy tej grupy na każdy problem polecają kolczatkę i pokazanie psu, jacy to nie jesteśmy alfa, a także głównie rozwiązania siłowe. Są też osoby, które tą metodą pracują przez wiele lat, choć zwykle ludzie tacy wraz z nabywanym doświadczeniem przechodzą również do frakcji środkowej.
I oto na końcu jesteśmy we frakcji środkowej. Ta frakcja jest chyba najrozleglejsza, jeśli chodzi o doświadczenia, ale  – co udało mi się zauważyć – ma chyba jednak statystycznie najbardziej wychowane psy (nie zaliczam do tej frakcji ludzi, którzy psów nie szkolą i nie wychowują, rzecz jasna). Zazwyczaj frakcja ta również nie kłóci się na poziomie przedszkolaków i nie wali wiaderkami i łopatkami w głowę przeciwników jak w piaskownicy, a raczej wymienia doświadczenia. Co ciekawe, aby tutaj być, nie trzeba wcale mieć dużego doświadczenia – wystarczy po prostu rozsądek. Środek oznacza, że ludzie tacy łączą rozmaite metody, na przykład szkolenie klikerowe ze zdecydowanymi korektami zachowań niepożądanych. Krótko mówiąc: w przeciwieństwie do dwóch pierwszych frakcji, ta dostosowuje metody szkoleniowe do psa, a nie próbują wepchnąć każdego psa w te same, jedyne słuszne metody.
I takich właścicieli życzę właśnie jak największej liczbie psów.

 

Close Menu