Wiele osób każdego roku decyduje się na adopcję psa ze schroniska. Niestety, część tych adopcji nie kończy się dobrze – właściciele zżymają się, bo pies nie jest idealny, pies frustruje się w nowych i niedostosowanych do niego warunkach, a w najgorszym przypadku – trafia na ulicę albo z powrotem do schroniska. Taki powrót z adopcji, zwłaszcza jeśli pies, który wraca do schroniska, jest wrażliwy, może skończyć się całkowitym złamaniem zaufania do człowieka, pogorszeniem kondycji fizycznej psa, chorobą, a nawet śmiercią. Wystarczy spojrzeć na psy, które bez swojego człowieka w schronisku nie chcą jeść, chudną, wyglądają coraz gorzej, są przygaszone – a wzięcie ich do domu w dwa dni odmienia zupełnie ich zachowanie. Dlatego warto, aby każdy, kto ma zamiar adoptować psa ze schroniska, wziął sobie do serca pewne istotne kwestie i spojrzał na rzeczywistą sytuację wzięcia psa ze schroniska, a nie na sielankę, którą nieraz przedstawiają działacze „prozwierzęcy”.

 

Dodam również, że w tej notce wszystkie zdjęcia przedstawiają psy, które na dzień dzisiejszy (16.10.2013) szukają domów – przebywają w woj. lubelskim. Jeśli któryś Wam się spodoba – piszcie.

DSC_9543

Parę słów wyjaśnienia

 

Najpierw chciałabym jednak powiedzieć parę słów ogólnie na temat psów ze schronisk. Nie uważam, że są to psy w jakikolwiek sposób „gorsze” – wręcz przeciwnie, pies sam w sobie nie jest zły, natomiast zły jest człowiek, który go zawiódł, i przez którego pies wylądował w schronisku. To człowiek winien jest wszelkich zaniedbań tego psa, zarówno fizycznych, jak i psychicznych – trudno wymagać, aby pies wychował się sam, czy aby w schronisku ktoś poświęcał mu 100% uwagi przy tylu innych czworonogach. Niemniej uważam, że biorąc psa ze schroniska warto spojrzeć na sytuację realnie i przygotować się na najgorsze. Zazwyczaj to najgorsze się nie spełni, ale my będziemy pewni, ze wiemy, na co się piszemy i sytuacja nas nie przerośnie, a dodatkowo będziemy zadowoleni, że jest lepiej, niż myśleliśmy. Niestety, patrzenie na psy ze schroniska jedynie przez wyidealizowany obraz typu „ja go wezmę ze schroniska, on się ucieszy, że uratowałem mu życie, więc będzie mi wdzięczny i będzie grzeczny” jest ogromną pomyłką, a dodatkowo może bardzo skrzywdzić psa – bo to na nim odbiją się nasze złe przygotowanie i zawiedzione oczekiwania. Dlatego też podejdźmy do kwestii wzięcia psa ze schroniska jako do wyzwania, któremu musimy sprostać – inaczej złamiemy psie serce.

 

Zachowanie – czy da się określić?

 

Zachowanie jest kwestią, która chyba najbardziej interesuje potencjalnego adoptującego. Każdy chce innego psa i jest to zupełnie zrozumiałe – lepiej wziąć psa, który do nas pasuje i będzie miał takie cechy charakteru, których poszukujemy, niż byle jakiego – którego potem oddamy. Dlatego warto porozmawiać z obsługą schroniska o psie, jakiego szukamy, albo zapytać o konkretne psy, które nam się podobają. Jeśli znamy się na psich zachowaniach i psychice – poobserwujmy nieco czworonoga. Gdy wstępnie się zdecydujemy – poprośmy o wyprowadzenie go z boksu i zobaczmy, jak się będzie tam zachowywał. Postarajmy się dowiedzieć o nim jak najwięcej, ALE… jednocześnie pamiętajmy, że pies w schronisku może zachowywać się skrajnie inaczej niż ten sam pies, który pobędzie nieco w naszym domu i zacznie się do nas przyzwyczajać. Co to oznacza?

 

Oznacza to, że pies agresywny (np. na tle lękowym, bo zazwyczaj w przypadku psów schroniskowych jest to dokładnie taka agresja) może wcale nie być w rzeczywistości agresywny, kiedy jego sytuacja będzie stabilna. Jest wiele psów początkowo niepewnych, wystraszonych, które w schronisku warczą na schroniska czy potrafią zaatakować innego psa, a jednocześnie w domu doskonale zgadzają się z czworonogami i kochają swoich właścicieli, nawet na nich nie warcząc. Jednakże, zanim zdecydujemy się wziąć gryzącego psa do domu – pamiętajmy, że zmiana zachowania nie zajdzie sama z siebie, tylko potrzebujemy odpowiedniego nakładu pracy. Jeśli nie wiemy, jak pracować, nie chcemy zasięgać porad specjalisty – nie bierzmy takiego psa, bo jeśli nie opanujemy jego zachowań, to prawdopodobnie wróci on do schroniska.

 
DSC_9631

„Wynagrodzenie” psu cierpień…

 

Zazwyczaj zmiana zachowania jest in plus, ale niestety – nie zawsze. I z tym trzeba się również liczyć. Pies zupełnie pozytywny, merdający ogonem, posłuszny po wyjęciu z boksu i przez pierwsze dni w nowym domu, może stać się psem sprawiającym problemy, gdy już do nas przywyknie. Jednakże wówczas jest to głównie nasza wina – pofolgowaliśmy bowiem czworonogowi, zamiast dać mu jasne zasady i wyznaczyć, co może robić, a czego nie może. Myślenie, że przez dogadzanie psu w pierwszych chwilach w naszym domu „wynagrodzimy” mu pobyt w schronisku to wielki błąd. Owszem, musimy w pewien sposób zmienić swoje zachowanie i dostosować je do psa, który na pewno będzie wymagał np. zachęcania do wielu rzeczy smakołykami czy powolnego przyzwyczajania. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy np. pozwalać psu zjadać jedzenie ze stołu, warczeć na inne psy czy bronić zasobów tylko dlatego, że „on jest ze schroniska”. Z tymi zachowaniami należy walczyć od początku, bo będzie to po prostu łatwiejsze w oduczeniu niż w sytuacji, gdy najpierw psu damy „wolną łapę”, a potem nagle zaczniemy od niego wymagać czegoś zupełnie innego.

 

Nie charakter, a pewne cechy

 

Czy to oznacza, że obserwacja psa w schronisku np. przez wolontariuszy i określanie charakteru nie ma sensu? Nie do końca. Pewne rzeczy da się zauważyć. Wprawne oko odróżni zachowania agresywne od lękowych; powie, czy pies jest dominujący w stosunku do psów, czy jego zachowanie ma w ogóle inne podstawy. Będzie też w stanie określić, jak pies zachowuje się np. do dopiero poznanego człowieka, jak chodzi na smyczy. Wszystko to jednak ma miejsce w określonych sytuacjach, kiedy dana obserwacja zachodzi. Osoba z doświadczeniem wie również, że np. pies wzięty w schronisku, w towarzystwie setek ujadających psów, na smycz i zaprowadzony między obcych ludzi może zachowywać się nieufnie i burczeć pod nosem – co nadal nie sprawia, ze jest on agresywny. Jednocześnie, jeśli taki pies będzie stuprocentowo ufny i przyjazny, to jasne jest jego nastawienie do otoczenia. Natomiast to, jak pies zachowuje się w pierwszych chwilach w nowym domu może wynikać np. ze stresu spowodowanego zmianą otoczenia; schronisko bowiem niejako stało się jego domem, pies nie rozumie, że jest tam chwilowo – a jego „dom stały” jest dla niego nowością, stąd niepewność.

 

Cechy te, które obserwowane są przez wolontariusza, to pewien stan „wyjściowy”. Na tej podstawie jest on w stanie stwierdzić, czy pies chętnie współpracuje z człowiekiem, czy jest wycofany i lękliwy, czy dogaduje się z innymi psami. To powinno być podkreślane przez wolontariuszy w schroniskach – nie znają oni bowiem psa w warunkach domowych, nie przebywali z nim na dłuższą metę i nie wiedzą, jak zachowuje się w każdej sytuacji. Potem psa zabiera właściciel – i już w pierwszej chwili może stwierdzić, że zachowanie czworonoga będzie odbiegało od tego przedstawionego przez wolontariusza. Przykład? Pies miał nie ciągnąć na smyczy, a ciągnie w drodze do domu czy samochodu. Dlaczego? Przyczyn jest wiele. Choćby dlatego, że pierwszy raz od dłuższego czasu wyszedł w obcy teren, gdzie jest wiele zapachów. Inny przykład – pies miał być spokojny, a warczeniem reaguje na próby usilnego głaskania czy przytulania. Cóż, nic dziwnego – obcy człowiek na obcym terenie sprawia, że pies nie czuje się dobrze i bezpiecznie, więc stara się bronić.

 
adopcja, biały jack russell terrier

Co więc należy robić?

 

Co więc zrobić, kiedy bierzemy psa ze schroniska? Na jakie zachowania się przygotować? Przede wszystkim, należy pamiętać o tym, że pies, który trafia do naszego domu, jest zestresowany – stawiamy go w nowych okolicznościach i sytuacjach. Dlatego nie oczekujmy, że od razu będzie idealny – będzie chodził na smyczy przy nodze, dzielnie znosił pieszczoty dzieci, bawił z naszym drugim psem czy spokojnie zjadł z miski, nie rzucając się na jedzenie. Potrzeba mu czasu, aby mógł się przyzwyczaić do nowych warunków – w niektórych przypadkach trwa to kilka dni, w innych – kilka tygodni, a nawet miesięcy, jeśli pies był bardzo wycofany. Na początek więc dajmy psu… spokój. Pozwólmy mu obwąchać całe mieszkanie, dajmy się napić z nowych misek, aby wiedział, gdzie stoją. Nie zarzucajmy go zabawkami i nie męczmy ciągłym wołaniem do siebie, za to pokażmy, że jesteśmy dla niego ciekawi i atrakcyjni – nośmy jedną zabawkę albo smaczki w kieszeni i nagradzajmy psa przy każdej możliwej okazji, zwłaszcza kiedy sam nawiąże z nami kontakt. Zapewnijmy mu również aktywność, aby mógł „spuścić parę” na dworze, ale nie puszczajmy go od razu ze smyczy (zwłaszcza, jeśli jest lękliwy i nie zna otoczenia), zaopatrzmy w adresówkę, załóżmy bezpieczne szelki i dodatkowo obrożę. Jasno wyznaczajmy zasady w domu – nie pozwalajmy na to, aby pies np. spał z nami w łóżku przez pierwsze dni, skoro docelowo nie chcemy go w naszym łóżku widzieć.
Close Menu