Wiele osób każdego roku decyduje się na adopcję psa ze schroniska. Niestety, część tych adopcji nie kończy się dobrze – właściciele zżymają się, bo pies nie jest idealny, pies frustruje się w nowych i niedostosowanych do niego warunkach, a w najgorszym przypadku – trafia na ulicę albo z powrotem do schroniska. Taki powrót z adopcji, zwłaszcza jeśli pies, który wraca do schroniska, jest wrażliwy, może skończyć się całkowitym złamaniem zaufania do człowieka, pogorszeniem kondycji fizycznej psa, chorobą, a nawet śmiercią. Wystarczy spojrzeć na psy, które bez swojego człowieka w schronisku nie chcą jeść, chudną, wyglądają coraz gorzej, są przygaszone – a wzięcie ich do domu w dwa dni odmienia zupełnie ich zachowanie. Dlatego warto, aby każdy, kto ma zamiar adoptować psa ze schroniska, wziął sobie do serca pewne istotne kwestie i spojrzał na rzeczywistą sytuację wzięcia psa ze schroniska, a nie na sielankę, którą nieraz przedstawiają działacze „prozwierzęcy”.

 

Dodam również, że w tej notce wszystkie zdjęcia przedstawiają psy, które na dzień dzisiejszy (16.10.2013) szukają domów – przebywają w woj. lubelskim. Jeśli któryś Wam się spodoba – piszcie.

DSC_9543

Parę słów wyjaśnienia

 

Najpierw chciałabym jednak powiedzieć parę słów ogólnie na temat psów ze schronisk. Nie uważam, że są to psy w jakikolwiek sposób „gorsze” – wręcz przeciwnie, pies sam w sobie nie jest zły, natomiast zły jest człowiek, który go zawiódł, i przez którego pies wylądował w schronisku. To człowiek winien jest wszelkich zaniedbań tego psa, zarówno fizycznych, jak i psychicznych – trudno wymagać, aby pies wychował się sam, czy aby w schronisku ktoś poświęcał mu 100% uwagi przy tylu innych czworonogach. Niemniej uważam, że biorąc psa ze schroniska warto spojrzeć na sytuację realnie i przygotować się na najgorsze. Zazwyczaj to najgorsze się nie spełni, ale my będziemy pewni, ze wiemy, na co się piszemy i sytuacja nas nie przerośnie, a dodatkowo będziemy zadowoleni, że jest lepiej, niż myśleliśmy. Niestety, patrzenie na psy ze schroniska jedynie przez wyidealizowany obraz typu „ja go wezmę ze schroniska, on się ucieszy, że uratowałem mu życie, więc będzie mi wdzięczny i będzie grzeczny” jest ogromną pomyłką, a dodatkowo może bardzo skrzywdzić psa – bo to na nim odbiją się nasze złe przygotowanie i zawiedzione oczekiwania. Dlatego też podejdźmy do kwestii wzięcia psa ze schroniska jako do wyzwania, któremu musimy sprostać – inaczej złamiemy psie serce.

 

Zachowanie – czy da się określić?

 

Zachowanie jest kwestią, która chyba najbardziej interesuje potencjalnego adoptującego. Każdy chce innego psa i jest to zupełnie zrozumiałe – lepiej wziąć psa, który do nas pasuje i będzie miał takie cechy charakteru, których poszukujemy, niż byle jakiego – którego potem oddamy. Dlatego warto porozmawiać z obsługą schroniska o psie, jakiego szukamy, albo zapytać o konkretne psy, które nam się podobają. Jeśli znamy się na psich zachowaniach i psychice – poobserwujmy nieco czworonoga. Gdy wstępnie się zdecydujemy – poprośmy o wyprowadzenie go z boksu i zobaczmy, jak się będzie tam zachowywał. Postarajmy się dowiedzieć o nim jak najwięcej, ALE… jednocześnie pamiętajmy, że pies w schronisku może zachowywać się skrajnie inaczej niż ten sam pies, który pobędzie nieco w naszym domu i zacznie się do nas przyzwyczajać. Co to oznacza?

 

Oznacza to, że pies agresywny (np. na tle lękowym, bo zazwyczaj w przypadku psów schroniskowych jest to dokładnie taka agresja) może wcale nie być w rzeczywistości agresywny, kiedy jego sytuacja będzie stabilna. Jest wiele psów początkowo niepewnych, wystraszonych, które w schronisku warczą na schroniska czy potrafią zaatakować innego psa, a jednocześnie w domu doskonale zgadzają się z czworonogami i kochają swoich właścicieli, nawet na nich nie warcząc. Jednakże, zanim zdecydujemy się wziąć gryzącego psa do domu – pamiętajmy, że zmiana zachowania nie zajdzie sama z siebie, tylko potrzebujemy odpowiedniego nakładu pracy. Jeśli nie wiemy, jak pracować, nie chcemy zasięgać porad specjalisty – nie bierzmy takiego psa, bo jeśli nie opanujemy jego zachowań, to prawdopodobnie wróci on do schroniska.

 
DSC_9631

„Wynagrodzenie” psu cierpień…

 

Zazwyczaj zmiana zachowania jest in plus, ale niestety – nie zawsze. I z tym trzeba się również liczyć. Pies zupełnie pozytywny, merdający ogonem, posłuszny po wyjęciu z boksu i przez pierwsze dni w nowym domu, może stać się psem sprawiającym problemy, gdy już do nas przywyknie. Jednakże wówczas jest to głównie nasza wina – pofolgowaliśmy bowiem czworonogowi, zamiast dać mu jasne zasady i wyznaczyć, co może robić, a czego nie może. Myślenie, że przez dogadzanie psu w pierwszych chwilach w naszym domu „wynagrodzimy” mu pobyt w schronisku to wielki błąd. Owszem, musimy w pewien sposób zmienić swoje zachowanie i dostosować je do psa, który na pewno będzie wymagał np. zachęcania do wielu rzeczy smakołykami czy powolnego przyzwyczajania. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy np. pozwalać psu zjadać jedzenie ze stołu, warczeć na inne psy czy bronić zasobów tylko dlatego, że „on jest ze schroniska”. Z tymi zachowaniami należy walczyć od początku, bo będzie to po prostu łatwiejsze w oduczeniu niż w sytuacji, gdy najpierw psu damy „wolną łapę”, a potem nagle zaczniemy od niego wymagać czegoś zupełnie innego.

 

Nie charakter, a pewne cechy

 

Czy to oznacza, że obserwacja psa w schronisku np. przez wolontariuszy i określanie charakteru nie ma sensu? Nie do końca. Pewne rzeczy da się zauważyć. Wprawne oko odróżni zachowania agresywne od lękowych; powie, czy pies jest dominujący w stosunku do psów, czy jego zachowanie ma w ogóle inne podstawy. Będzie też w stanie określić, jak pies zachowuje się np. do dopiero poznanego człowieka, jak chodzi na smyczy. Wszystko to jednak ma miejsce w określonych sytuacjach, kiedy dana obserwacja zachodzi. Osoba z doświadczeniem wie również, że np. pies wzięty w schronisku, w towarzystwie setek ujadających psów, na smycz i zaprowadzony między obcych ludzi może zachowywać się nieufnie i burczeć pod nosem – co nadal nie sprawia, ze jest on agresywny. Jednocześnie, jeśli taki pies będzie stuprocentowo ufny i przyjazny, to jasne jest jego nastawienie do otoczenia. Natomiast to, jak pies zachowuje się w pierwszych chwilach w nowym domu może wynikać np. ze stresu spowodowanego zmianą otoczenia; schronisko bowiem niejako stało się jego domem, pies nie rozumie, że jest tam chwilowo – a jego „dom stały” jest dla niego nowością, stąd niepewność.

 

Cechy te, które obserwowane są przez wolontariusza, to pewien stan „wyjściowy”. Na tej podstawie jest on w stanie stwierdzić, czy pies chętnie współpracuje z człowiekiem, czy jest wycofany i lękliwy, czy dogaduje się z innymi psami. To powinno być podkreślane przez wolontariuszy w schroniskach – nie znają oni bowiem psa w warunkach domowych, nie przebywali z nim na dłuższą metę i nie wiedzą, jak zachowuje się w każdej sytuacji. Potem psa zabiera właściciel – i już w pierwszej chwili może stwierdzić, że zachowanie czworonoga będzie odbiegało od tego przedstawionego przez wolontariusza. Przykład? Pies miał nie ciągnąć na smyczy, a ciągnie w drodze do domu czy samochodu. Dlaczego? Przyczyn jest wiele. Choćby dlatego, że pierwszy raz od dłuższego czasu wyszedł w obcy teren, gdzie jest wiele zapachów. Inny przykład – pies miał być spokojny, a warczeniem reaguje na próby usilnego głaskania czy przytulania. Cóż, nic dziwnego – obcy człowiek na obcym terenie sprawia, że pies nie czuje się dobrze i bezpiecznie, więc stara się bronić.

 
adopcja, biały jack russell terrier

Co więc należy robić?

 

Co więc zrobić, kiedy bierzemy psa ze schroniska? Na jakie zachowania się przygotować? Przede wszystkim, należy pamiętać o tym, że pies, który trafia do naszego domu, jest zestresowany – stawiamy go w nowych okolicznościach i sytuacjach. Dlatego nie oczekujmy, że od razu będzie idealny – będzie chodził na smyczy przy nodze, dzielnie znosił pieszczoty dzieci, bawił z naszym drugim psem czy spokojnie zjadł z miski, nie rzucając się na jedzenie. Potrzeba mu czasu, aby mógł się przyzwyczaić do nowych warunków – w niektórych przypadkach trwa to kilka dni, w innych – kilka tygodni, a nawet miesięcy, jeśli pies był bardzo wycofany. Na początek więc dajmy psu… spokój. Pozwólmy mu obwąchać całe mieszkanie, dajmy się napić z nowych misek, aby wiedział, gdzie stoją. Nie zarzucajmy go zabawkami i nie męczmy ciągłym wołaniem do siebie, za to pokażmy, że jesteśmy dla niego ciekawi i atrakcyjni – nośmy jedną zabawkę albo smaczki w kieszeni i nagradzajmy psa przy każdej możliwej okazji, zwłaszcza kiedy sam nawiąże z nami kontakt. Zapewnijmy mu również aktywność, aby mógł „spuścić parę” na dworze, ale nie puszczajmy go od razu ze smyczy (zwłaszcza, jeśli jest lękliwy i nie zna otoczenia), zaopatrzmy w adresówkę, załóżmy bezpieczne szelki i dodatkowo obrożę. Jasno wyznaczajmy zasady w domu – nie pozwalajmy na to, aby pies np. spał z nami w łóżku przez pierwsze dni, skoro docelowo nie chcemy go w naszym łóżku widzieć.

O autorze

Ten post ma 28 komentarzy

  1. Dana

    Witam. Ja adoptowałam pieska ze schroniska, ale niestety pogryzł moje dziecko i c
    jestem zmuszona oddać pieska z powrotem, ale fundacja od której wzięłam psa straszy mnie kosztami. Czy mają prawo? Pomóżcie, bo piesek nie może zostać w domu.

  2. Dana

    Ostrzegam ludzi którzy adoptują pieski ze schroniska. Nie wierzcie we wszystko co mówią o psie. Odwiedźcie pieska parę razy i weźcie na spacer i obserwujcie. Mnie wciskali to co chciałam usłyszeć a rzeczywistość była całkiem inna. Ukrywają różne fakty i istotne rzeczy na temat psa. Zastanówcie się sto razy zanim adoptujecie pieska, bo on to bardzo przeżywa. Ja miałam taki przypadek i oddałam pieska z powrotem. Jest mi bardzo źle z tym, ale nie z mojej winy. Chciałam pieska łagodnego a dostałam agresywnego.

  3. Kasia

    Wzieliśmy 5 letnią suczkę ze schroniska 2 miesiąca temu.Udało nam się przetrwać.

  4. s

    Witam
    bardzo mądry artykuł. Ja mam psiaka ze schroniska od 2 tygodni. Niewiele informacji dostałam w samym schronisku. Dlatego zdecydowałam się na pomoc behawiorysty. Uczymy się teraz siebie nawzajem. Zdecydowanie lepiej się czuję mając informacje nt. mojego psiaka, które wynikają z obserwacji w domu czy na spacerze. Gorąco polecam takie wsparcie na początek. Nie jest to jakiś duży wydatek, a wiele ułatwia i przede wszystkim daje bezpieczeństwo nowemu właścicielowi i psu.
    pozdrawiam redakcję

  5. Gabrynia

    Wspanialy artykul, bardzo mi pomocny. Pojutrze przyjedzie do mnie piesek, ktorego adoptowalam ze schroniska. Czytam artykuly, jak mam sie zachowac, jak przyjac nowego czlonka rodziny. To bardzo cenne porady. Nie mozemy sie z mezem doczekac Dino. Mam juz wszystko przygotowane na jego przyjscie, no i sami duchowo jestesmy na to przyjscie przygotowani. Takie praktyczne porady, jakie znalazlam w artykule to naprawde perelka wiedzy na ten temat. Dziekuje 🙂

    1. Cieszę się, że artykuły pomagają, a przy tym – życzę dużo cierpliwości i pokładów empatii przy adopcji 🙂

  6. Luiza

    Fajny tekst, pomocny. Za kilka dni przywieziemy do domu naszą Sunię, wszystko gotowe. Jest i trema i ciekawość i niecierpliwe oczekiwanie… Zdajemy sobie sprawę, że to wyzwanie ale na wszystko jest sposób. Niektórzy znawcy polecają klatki, które nie tylko zabezpieczą nasze mienie pod nieobecność mieszkańców przed zniszczeniem ale i dadzą psu azyl, spokojne schronienie, w którym pies po prostu prześpi naszą nieobecność.

  7. zdesperowana

    Ja zaadoptowałam psa ze schroniska jakiś czas temu i niestety to była najgorsza decyzja w moim życiu. Przed adopcją chodziłam do niego kilka razy i wyprowadzałam na spacery. Wszystko było cudownie. Po 2 dniach w domu zaczęło jej odbijać na spacerach. Skacze z zębami na każdego kto znajdzie się w promieniu kilku metrów. Kaganiec za każdym razem daje radę jakoś ściągnąć. Od początku planowałam iść z nią na szkolenie, ale niestety trzeba tam dojeżdżać kawał drogi, a ja nie mam samochodu. Jazda autobusem z psem w takim stanie nie wchodzi w grę. Nie wiem co mam zrobić, nie chcę oddawać go do schroniska, bo to już całkiem namiesza mu w głowie, jednak nie jestem w stanie sobie z nim poradzić, z każdego spaceru wracam roztrzęsiona.

  8. Charlie

    5 dni temu adoptowaliśmy około pięcioletniego mieszańca. Byliśmy pewni, że chcemy dużego psa, relatywnie ułożonego – i pojawił się na facebooku on, nasz Bruno. 40 kilogramów zwierzaka. Psa nie chciano nam wydać, ponieważ mieszkamy 500 km od schroniska, koniec końców udało się go stamtąd zabrać. Zostaliśmy poinformowani, że pies jest agresywny i już raz był adoptowany, ale z tego powodu wrócił. Bujda! U nas to pies ułożony, baaardzo radosny, bardzo grzeczny i do tego ogromny przytulak. Rzuca się póki co bardzo łapczywie na karmę, ale przywyknie do niej i za jakiś czas mu przejdzie. Sami go wszystkiego zaczynamy uczyć, póki co powoli żeby nie zrobić mu też wody z mózgu.
    Wiem jednak, że to najlepsza decyzja, jaką mogliśmy podjąć. I narażając się na krytykę muszę przyznać, że psiaka przed adopcją to myśmy widzieli…ale na zdjęciach.

    1. Na początek – gratuluję nowego domownika 🙂 Krytykować czego nie ma, bo jeśli ktoś świadomie bierze psa opierając się na czyichś opiniach i zdjęciach, ale bierze za to pełną odpowiedzialność – to dobrze. Co prawda uważam, że 5 dni to zbyt malo, aby ocenić, czy pies faktycznie nie przejawia żadnych zachowań agresywnych (albo czegoś, co ktoś uznał za agresję, ale niekoniecznie tym było), ale życzę Wam, aby pozostał taki, jaki jest teraz. Myślę, ze jeśli jasno na początku wyznaczycie wszelkie granice i zasady, to problemów nie będzie – wielu psom wychodzi „diabełek”, gdy poczują się już pewnie i w pełni zaaklimatyzują, a to trwa nawet kilka tygodni. A że w większości zachowania psów generowane są przez zachowania ludzi – mam nadzieję, że będziecie wesołą i spokojną, psio-ludzką rodziną 🙂

  9. aamidale

    Przeczytałam wszystkie części „świadomej adopcji”. Komentarze też. Straszne jest to ile przypadków widać, gdzie pracownicy schroniska coś zataili. Bałam się (trochę się boję nadal) że zataili jakiś problem ze zdrowiem mojego Benia. Póki co krótki czas minął od jego wprowadzki, na razie nauczyłam go że kot nie jest taki zły (nie mogłam dotknąć ŻADNEGO kota bo pies szalał, teraz tylko patrzy kontrolnie czy kot czasem nie przyzywa demonów), powoli zaczyna łapać że nie jest odkurzaczem a podłoga w kuchni to nie szwedzki bufet, na smyczy jest w miarę ok – najgorsze są sarny i jelenie, najpierw się rwie, potem zaczyna tropić, na rwanie się nie pozwalam, tropienie – w miarę rozsądku ale też nie robię wody z mózgu. Najgorsze dla mnie jest to, że każdy kto widzi psa od razu usiłuje go wychować po swojemu (zaczęło się od taksówkarza w drodze ze schroniska do domu). Na szczęście nie mam problemu żeby się postawić, chociaż wiem że to jest właśnie wielki problem z psami, jak każdy mówi co innego a potem pies dostaje tzw pier*olca. Szkoda tylko że tak mało ludzi edukuje się zanim weźmie psa, większość po prostu myśli że będzie idealnie. Rzadko bywa,

  10. Justa

    Nasza Róże zaadotowalismy w ub.roku w sierpniu.To była bardzo szybka decyzja,bo juzy po 3 spacerach z nią. Nie zalujemy, wręcz przeciwnie to kochana,oddana sunia.Na każdym kroku nam dziękuje że ja zabraliśmy i daliśmy jej dom.Powiedziano nam że sunia ma ok.2,3 lat a okazało się że ma ok.7,8 lat.Mamy także pieska Kubusia który ma8 lat i kotka Filusia który ma 2 lata.Kochamy zwierzęta i nie wyobrażamy sobie że mogłoby ich nie być w naszym życiu.

  11. Magdalena Leszczynska

    Ja tez w tamtym roku wzielam psa ze schroniska, na poczatku byl zestresowany, tak jak i ja, musielismy sie poznac, ale w ciagu 2 tygodni nauczylismy sie siebie. Wszystko, co w schronisku uslyszalam na jego temat okazalo sie prawda, a pieska znalam tylko i wylacznie ze zdjecia i opisu wolontariuszki. Najgorsze, ze on byl juz w adpocji z tydzien lub dwa i go oddano, gdyz niby byl nieposluszny. Ja nie narzekam, najbardziej posluszny pies jakiego znam. A wiec problem w takich przypadkac lezy zazwyczaj po stronie czlowieka, jego podejsciu, zawiedzionych oczekiwan itp. Niejednokrotnie widzialam psy, z ktorymi wlasciciele nie daja sobie rady, a majace innego wlasciciela sa idealne. Odpowiednie podejscie i czas. Gdy pies ugryzie ze strachu, a my na niego nakrzyczymy ze strachu i zaczniemy traktowac jako „be” to napewno takie sytuacje beda sie pojawialay. Druga sprawa, ze czesto te psy chca nas chronic i inne osoby zwierzeta odbieraja jako zagrozenie dla nas. Mysle, ze kontakt z bechawiorysta jest dobrym pomyslem w tej sytuacji.

    1. Justyna Niemczyk

      Dzien dobry 🙂 mam także pieska ze schroniska od lutego ale mam problem z zostawianiem go samego w domu, wyjde na pol godziny to wracam i między blokami slysze jak jeszcze szczeka, półtorej godziny również potrafi ujadać, sąsiedzi się skarża a ja już nie wiem co zrobić , zostawiam mu przysmaki, zabawki , nawet radio i nic to nie daje, w dodatku w domu chodzi za mną krok w krok, jakie ma Pani sposoby, albo jak wygladalo zostawianie pieska z poczatku samego w domu ??

  12. Hasztag

    Dziękuję za ten tekst! Od niedawna sam mam psa ze schroniska – jest u nas raptem kilka dni. Bardzo się jeszcze stresuje i wielu rzeczy jeszcze się boi. Ale oglądanie jej sprawia mi naprawdę cholerną radość, a każdy jej, nawet najmniejszy, postęp jest moim sukcesem. Jest na tyle cudowna, że przez nią postanowiłem wrócić do pisania (https://hasztagcity.pl/pieskie-zycie-1/) i naskrobałem kilka słów o niej 🙂 Twój tekst bardzo mi pomógł 🙂 Dziękuję!

  13. agata

    Trochę się przestraszyłam czytając te komentarze. Dzisiaj właśnie adoptowaliśmy psa ze schroniska, 3letniego wilczurka (chyba 3letniego). Mieliśmy już 3 psy, ale nigdy ze schroniska. Na razie jest bardzo spokojny, mieszka na podwórku, ma duży wybieg. Zdenerwował sie tylko raz, gdy syn przepychał kawałek mój samochód – zaczął bardzo szczekać i próbował go ugryźć ( samochód, nie syna). W schronisku powiedzieli, że nie toleruje za bardzo innych psów, może myślał że to jakieś zwierze. Ale mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, bo jest śliczny i kochany.

    1. Te komentarze to jest ułamek wszystkich adopcji – zazwyczaj osoby, u których te adopcje przebiegły bez problemów po prostu o tym nie piszą 😉

      1. agata

        Na razie zachowanie jest ok, denerwuje się tylko , gdy muszę mu wysmarować różne części ciała, bo pies jest alergikiem, A poza tym jest słodki.

  14. Mona

    Psy są jednak bardziej nakierowane na człowieka, i przy właściwym postępowaniu i cierpliwości można sobie z dziwnymi zachowaniami poradzić. Z kotami trudniej.
    Wiem, bo znaleziona suczka, po jakiś strasznych przejściach 3 miesiące się adaptowała, i później szybko robiła postępy. Ale kotka, również sterana przez życie to rok, a półtora roku zajęło mi doprowadzenie jej psychiki do normalności. Każde z nich do końca zachowało lęki, ale odzyskały życie i radość. Miło było patrzeć, jak się stają szczęśliwe 🙂
    Jedno co mogę poradzić, to spokój , spokój i cierpliwość. I trzeba dużo do zwierzaka mówić.
    Dzień musi mieć swój rytm, o podobnej godzinie spacery, o tej samej jedzenie. Zwierzęta lepiej się czują jak mają poukładane życie, podobnie , jak ludzie.
    Koniecznie swoje miejsce,nie spanie z właścicielem. Stosowne ograniczenia, ale i zabawa.
    To nie jest trudne, a szybko procentuje i relacje z pupilem są łatwiejsze

  15. Aronia0

    Nie mam najlepszej opinii o schroniskach. Od 5 lat mamy drugiego psa (suczke) ze schroniska (poprzedna, niestety, juz odeszla za teczowy most). Wolontariusze z reguly niewiele wiedza o psach. Wg ich informacji wszystkie sa spokojne i grzeczne. Schroniska takze zanizaja wiek psow. Celem jest wydanie do adopcji za wszelka cene. Wprawdzie w umowach adopcyjnych jest napisane, ze schronisko ma prawo sprawdzac warunki pobytu psa, ale nigdy nikt do nas ani nie przyjechal, ani nawet nie zadzwonil. Za pierwszym razem trafilismy dobrze – suczka byla bardzo grzeczna i posluszna. Bardzo ja kochalismy. Ale teraz mamy w domu wariatke – niepohamowana energia, co objawia sie tym, ze spacer z nia to wyzwanie (strasznie ciagnie na smyczy i dyszy – szkolenie nic nie pomoglo) a ponadto niszczy wiele rzeczy w domu. Jesli zatem zostaje sama w domu, to wszystkie drzwi do pokojow i na klatke schodowa (mieszkamy w domku) sa zamykane na klucze (suczka swietnie otwiera drzwi zamykane tylko na klamke) a ona sama ma dostep tylko do kuchni (woda) i jednego pokoju. Oczywiscie bardzo ja kochamy i za nic bysmy nikomu nie oddali, ale uwazam, ze wolontaruiszka, z ktora sie kontaktowalismy i ktora podobno zajmowala sie psem, opisywala nam go jako baaardzo grzecznego i spokojnego. W czasie wizyt w schronisku trudno sie bylo zorientowac, jaki pies jest w rzeczywistosci, tym bardziej, ze kazda wizyta w schronisku byla straszna trauma dla nas (chcielismy zaadoptowac wszystkie psy).
    Zatem adoptowanego psa poznaje sie dopiero w domu a na schronisko nie za bardzo mozna liczyc.
    Te negatywne doswiadczenia dotycza dwoch schronisk podwarszawskich.

  16. Olek

    Nigdy, przenigdy nie mieliśmy w domu psa – zawsze koty (w blokowisku mniej problemowe). Jakiś czas temu wyprowadziliśmy się z centrum miasta na przedmieścia: domek, kawałek ogródka do biegania i podjęliśmy decyzję o adopcji pieska. Udaliśmy się do małego schroniska prowadzonego przez fundację i porozmawialiśmy z opiekunami bezdomniaków co i jak: chcielibyśmy psa bardzo spokojnego, bez agresji, bez problemów emocjonalnych gdyż nie mając najmniejszego doświadczenia z psami tylko z takim sobie poradzimy. Ku memu przerażeniu przedstawiono nam sporego, skundlonego amstafa: żart jakiś? Po kilku spacerach zapoznawczych okazało się, że pracownicy schroniska dobrze wiedzą co robią, wygląd naszego kundelka zupełnie nie pasuje do jego charakteru: to spokojny, zrównoważony, mądry i całkowicie pozbawiony agresji pies. Mieszka z nami już prawie rok, z naszym kocurem dogadali się w dwa tygodnie, obecnie jest to przyjaciel wszystkich sąsiadów, rodziny, okolicznych psów itp.- typ radosnego przytulaka i kumpla wszystkich napotkanych na spacerze. Nigdy nic nam w domu nie zniszczył, grzecznie i cicho czeka na nasz powrót z pracy, na szkoleniu dla psów otrzymał ksywę Kujon bo błyskawicznie uczył się nowych rzeczy. Po roku od adopcji nie ma w nim śladu psa bezdomnego, całkowicie się z nami zżył a my z nim.
    Jedynie mam lekki żal do pracowników fundacji, że od czasu adopcji nigdy już nie zainteresowali się losem naszego psiska – nikt nas nie odwiedził ani przed, ani po adopcji, nie klepnął maila z pytaniem jak się miewa, nie zadzwonił. Ale psa dobrali nam kochanego i dokładnie takiego o jakim marzyliśmy.

  17. Dorota Bartosz

    Miesiąc temu adoptowałam psa ze schroniska. Przedtem miałam 2 psy, ale nie ze schroniska. I po prostu niewypał. W schronisku prosiłam o psa, który lubi dzieci – syn z ADHD 11 lat, nie będzie miał kłopotów z chodzeniem po schodach – 3 pietro w bloku. No i cała rodzina ma teraz do mie pretensje – psa w to włączając, na szczęście ten nie umie mówić. Patrzy tylko na mnie z wyrzutem. Już nie wiem co gorsze. Biszkopt jest właściwie psem idealnym, brak problemu z załatwianiem, łagodny. Ale….. Ma kłopoty ze schodami, nie chce wyjść z domu. Wyciągnięcie go spod biurka na spacer to scena jak z horroru. Przypiety i wyciągany na siłę z ciepłego domu. Na widok mojego syna chowa się w najciemniejszy kąt. A dla synka wziety. Toleruje tylko mnie. Za mną jeszcze chodzi, choc nawet ja mam już dość. Mówiąc toleruję mam na myśli nawiązuje ze mną odległy kontakt. Czasem do mnie wyjdzie. Je tylko wyłącznie w nocy. Cały czas siedzi schowany w ciemny kąt. Sytuacja zamiast polepszać się, pogarsza się z każdym dniem. Po przyjeździe ze schroniska pies chodził po domu, chciał nawiązać kontakt. Ale wyraźnie nas nie lubi. Tęskni za czymś z przeszłości. I co teraz ?

  18. Dorota Bartosz

    Miesiąc temu adoptowałam psa ze schroniska. Przedtem miałam 2 psy, ale nie ze schroniska. I po prostu niewypał. W schronisku prosiłam o psa, który lubi dzieci – syn z ADHD 11 lat, nie będzie miał kłopotów z chodzeniem po schodach – 3 pietro w bloku. No i cała rodzina ma teraz do mie pretensje – psa w to włączając, na szczęście ten nie umie mówić. Patrzy tylko na mnie z wyrzutem. Już nie wiem co gorsze. Biszkopt jest właściwie psem idealnym, brak problemu z załatwianiem, łagodny. Ale….. Ma kłopoty ze schodami, nie chce wyjść z domu. Wyciągnięcie go spod biurka na spacer to scena jak z horroru. Przypiety i wyciągany na siłę z ciepłego domu. Na widok mojego syna chowa się w najciemniejszy kąt. A dla synka wziety. Toleruje tylko mnie. Za mną jeszcze chodzi, choc nawet ja mam już dość. Mówiąc toleruję mam na myśli nawiązuje ze mną odległy kontakt. Czasem do mnie wyjdzie. Je tylko wyłącznie w nocy. Cały czas siedzi schowany w ciemny kąt. Sytuacja zamiast polepszać się, pogarsza się z każdym dniem. Po przyjeździe ze schroniska pies chodził po domu, chciał nawiązać kontakt. Ale wyraźnie nas nie lubi. Tęskni za czymś z przeszłości. I co teraz ?

  19. Julita

    Ja jestem wolontariuszem w schronisku i sama mam dwie sunie ze schroniska. Byłam też właścicielem pieska z ulicy ktory odszedł za tęczowy most. Nie zgadzam się z tym co piszecie. Wydaje mi się ze każdy z was chce mieć psa idealnego a czy my ludzie jesteśmy idealni czemu chcemy zmieniać psy a może zmieńmy myślenie o psach i innych zwierzętach. Zbudujmy zaufanie. Dajmy miłość i zasady ale cierpliwie bez krzykow nerwów a to z czasem procentuje. Wiem o czym piszę. Wszystko to znam ze swojego życia z psami od dziecka zresztą. Zmienimy siebie. Czy my będąc po przejściach jesteśmy spokojni zrównoważoni itp? Chyba nie ale nam wypada a zwierzęta to już nie? Czytajmy o zachowaniu psów kotów uczmy się życia z nimi wymagajmy też od siebie. Psy to nie zabawki dla dzieci!!! Mądry opiekun będzie miał przyjaciela i jego dzieci też . Wszystkich najmądrzejszych zapraszam na wolontariat do schroniska wtedy będziecie mogli się wypowiedzieć. Każdego dnia patrzymy na rozpacz psów które to my ludzie skrzywdzilismy!!!!

Dodaj komentarz