Temat pseudohodowli jest coraz szerzej omawiany, ponieważ miejsca te stanowią po prostu zagrożenie – głównie powodując wzrost bezdomności. Ile osób mówiących o problemie, tyle również i definicji samej „pseudo”. Jako że nie zgadzam się z większością, postanowiłam również przedstawić swój punkt widzenia – może kogoś powstrzyma przed kupieniem psa z takiego miejsca.

 

 

Dlaczego ludzie kupują w pseudohodowlach?

 

To jest bardzo dobre pytanie, ponieważ większość z nich żałuje swojej decyzji prędzej czy później, dowiadując się np. o złej kondycji psa, złych warunkach hodowli albo problemach wychowawczych, spowodowanych choćby złym socjalem. Pomimo licznych kampanii uświadamiających problem, nadal zakupy psa w pseudo są powszechne – może dlatego, że kampanie te są mało ogarnięte pod kątem przekazu, a obecnie i sam polski rząd popiera pseudohodowle.

 

Ludzie kupują psy z pseudohodowli dlatego, że:
– są one tańsze – chodzi o cenę zakupu, bo późniejsze koszty urastają czasami do kwoty, za którą kupiłoby się co najmniej kilka rasowych szczeniaków;
– są bliżej – kto by jechał po psa daleko? ;);
– „hodowla” dowozi je do domu – jest to obecnie zakazane prawnie, co nie znaczy, że nie ma miejsca; w końcu pseudohodowcy zależy na tym, aby sprzedać szczenię jak najmłodsze, póki jego utrzymanie nie jest dużym kosztem i póki jest podobne do danej rasy i nie widać, co z niego wyrasta;
– „hodowla” zapewnia, że kocha zwierzęta i jest „domowa” -czyli pokazujemy, jacy jesteśmy dobrzy dla psów i jakim przywilejem oraz przyjemnością jest kupienie psa od nas;
– „hodowla” zapewnia okropne warunki, więc kupujący bierze szczeniaka, bo… jest mu go szkoda! – co ja prywatnie uważam za ogromną głupotę; pomaga się jednemu psu, a kolejne pokolenia cierpią tak samo.

 

Pseudohodowla – co to jest?

 

Czas na moją definicję pseudohodowli. Nie będzie prosta, ponieważ problem sam w sobie również jest złożony.

 

Przede wszystkim, pseudohodowla to każde miejsce, w którym pies nie otrzymuje metryki. To jest chyba najszerszy zakres tej definicji. Dlaczego tak uważam? Hodowla psów rasowych powinna mieć na celu poprawianie danej rasy i dążenie do wyeliminowania cech niepożądanych. W przypadku, gdy rozmnażaniem psów, nawet będących rasowymi, zajmuje się ktoś bez wiedzy o rasie i genetyce – i rozmnaża choćby psy, których doświadczony hodowca nie dopuściłby do rozrodu z racji pewnych wad w budowie czy nieprawidłowego typu – nie polepsza rasy. Nie utrzymuje jej najlepszych cech. Nie wspiera rozwoju rasy według nie tylko wyglądu, ale również charakteru, co jest równie istotne. Dlatego rozmnażanie psów, które wyglądają na rasę, ale nie mają potwierdzonego pochodzenia jest pseudohodowlą. Uwierzcie, przez lata w schroniskach widziałam wiele beauceronów z niekopiowanymi uszami – według tego, jak wyglądały. Bo według metryk, według realiów hodowli psów oraz np. miotu, z którym jedna taka suka trafiła do schroniska – były to po prostu duże, czarne (czasami podpalane) kundle ze śmiesznymi uszami.

 

Po drugie, pseudohodowla to miejsce, gdzie psy są rozmnażane według nic nie wnoszących dokumentów i niezgodnie z ogólnie przyjętym wzorcem rasy. Tutaj kłaniają się wszelkie powstałe niedawno stowarzyszenia psów i kotów „rasowych”, które chwalą się tym, że wystawiają „rodowody”. Niestety, rządzący wykopali tutaj ogromny dół-pułapkę na ewentualnych kupujących. Taki rodowód nie jest warty praktycznie nic, ponieważ bardzo często nie zawiera przodków! A jeśli zawiera – to są wpisani jako „Pusia” i „Czarek”, co w ogóle mija się z celem wystawiania rodowodu. Zwłaszcza wówczas, gdy założymy, że hodowla to również planowanie rozmnażania konkretnych psów w obliczu cech reprezentowanych przez ich przodków. Co więcej, wzorzec rasy obejmuje również konkretny charakter psa – a to jest coś, co w pseudo jest zazwyczaj totalnie pomijane.

 

Po trzecie, pseudohodowla to miejsce, gdzie zwierzęta cierpią z powodu złych warunków – również takie miejsce, gdzie sprzedawane są psy z metrykami. Niestety, w każdej grupie społecznej zdarzają się czarne owce – również wśród hodowców prawdziwie rasowych psów. Nie oznacza to, ze wszyscy są źli, natomiast warto pamiętać, że przynależność do FCI nie sprawia, że hodowla zapewnia dobre warunki (niestety nie sprawia i mam szczerą nadzieję, że to się zmieni), a jedynie, że psy są rasowe. Dlatego przed zakupem psa najlepiej jest pojechać do hodowli i poprosić o pokazanie warunków, w jakich żyją psy, a także całego stada, które jest pod opieką hodowcy (często nie da się zobaczyć np. ojca, jeśli był reproduktorem z innej hodowli, co dla odmiany nie powinno być niepokojące). Warto porozmawiać o żywieniu, o socjalizacji szczeniąt, którą przeprowadza hodowca. Dobrze jest też obejrzeć psy i ich książeczki zdrowia – czy nie ma tam niepokojących wpisów, czy profilaktyka jest prowadzona na bieżąco.Po czwarte, po zastanowieniu oraz dyskusji, pseudohodowla to miejsce, gdzie zwierzęta są hodowane pod egidą FCI (w Polsce – ZKwP), ale hodujący nie ma pojęcia o rasie i jej potrzebach, czyli hoduje psy, kierowany „modą” na daną rasę. Taka hodowla jest szczególnie szkodliwa, ponieważ „hodowca” nie wie praktycznie nic na temat genetyki, zastosowania psów, cech danej rasy – a rozmnaża tak, aby było modnie (np. yorki – coraz mniejsze; staffiki – w nietypowych, choćby niebieskich, umaszczeniach). Dla takiego hodowcy hodowla kierowana modą = przychód. Hodowca nie będzie w stanie poradzić nam, którego szczeniaka dobrać do naszej rodziny i nie powie również, że dana rasa się dla nas nie nadaje – głównie dlatego, że sam nie ma o niej pojęcia i chce po prostu sprzedać szczenięta. Jest to hodowca, który nie chce się uczyć, nie ma ochoty poszerzać swojej wiedzy, a kwestionowanie tego, co mówi, uważa za prywatny atak, wymierzony przez innych, mściwych hodowców, aby zniszczyć jego „doskonałą hodowlę”. A w zasadzie – pseudohodowlę.

 

O tym, jaka powinna być idealna hodowla, już pisałam w jednej z poprzednich notek, dlatego nie będę tego powielać – zainteresowanych odsyłam właśnie tam.

 

Dlaczego to jest ważne?

 

Podstawowym argumentem pseudohodowców oraz osób, które kupują w pseudohodowlach jest to, że ich przeciwnikom zależy jedynie na snobistycznym posiadaniu psa rasowego. Czy faktycznie tak jest? Spójrzmy na to z innej strony. Co jest bardziej egoistyczne: długie wybieranie hodowli, dobranie szczeniaka pod swój charakter i potrzeby, rozmowy z hodowcami, przygotowanie się do zakupu szczeniaka i pojechanie po niego, nieraz na drugi koniec Polski, czy może szukanie hodowli: byle w okolicy, byle taniej i mniej więcej przypominało rasę? Chyba nie muszę na to pytanie odpowiadać.

 

Dlaczego ważne jest, aby nie kupować w pseudohodowlach? Bo popyt rodzi podaż. Jeżeli są chętni na zakup takiego psa – to znajdą się ci, którzy będą chcieli zarobić i go sprzedać. Jeśli pseudohodowca zobaczy, że nie zarabia na szczeniakach, to przestanie je rozmnażać, co będzie ogromną korzyścią dla tych psów i ewentualnych przyszłych ich pokoleń, a także dla bezdomności. Do schronisk nie trafiają zwykle psy z metrykami, prawdziwie rasowe – to jest maksymalnie 5% wszystkich psów, które przewinęły się przez schroniska. A reszta? Duża część to mieszańce, rozmnażane bez ładu i składu „bo tak”. A część to własnie psy w typie rasy, mniej i bardziej ją przypominające. Dlaczego tam trafiły? Bo ludziom nie było szkoda wywalić w błoto 200 zł za szczeniaka. Bo szczeniak pogryzł buty i sika w domu, i oni już go nie chcą. Bo pięknooki husky okazał się zbyt dużym wyzwaniem wychowawczym dla właścicieli, a „hodowca” „zapomniał” o jego charakterze powiedzieć. Bo urósł za duży/za mały/nie przypomina rasy tak dobrze, jak pies sąsiadki czy ciotki.

 

To przykre, ale niestety tym kieruje się wiele osób, podejmując decyzję o życiu psa ot tak, jakby decydowali, co zjedzą na śniadanie…

 

Więcej na temat pseudohodowli znajdziecie na stronie akcji Psia Mać!

 

Close Menu