Chodzą legendy o tym, iż jack russelle to psy, które w zasadzie nigdy nie śpią. A na pewno nie śpią wtedy, kiedy trzeba – biegają za to po ścianach, chcą się bawić, gryzą co popadnie. W nocy urządzają sobie dzikie harce na właścicielu i chcą wychodzić właśnie wtedy, kiedy jemu najlepiej się śpi. W dzień albo niszczą i wyją, gdy właściciela nie ma w domu, a potem wystarczy im kwadrans regeneracji, aby znów psocić, albo odsypiają, gdy są same, a gdy wraca zmęczony pracą człowiek – hulaj dusza, piekła nie ma!

Gdy paru znajomych dowiedziało się, że planuję wziąć jack russella, ostrzegali mnie przed tym pochopnym ich zdaniem krokiem. Że jack russell, jako klasyczny „NADpies”, potrzebuje wręcz kilku godzin biegania (koniecznie luzem i bez ograniczeń!), żeby się wyszaleć. Że na pewno nie będę w stanie niczego z nim ćwiczyć, bo to terier. Z pewnością da nam w kość, bo to terier. A już na pewno mamy nie liczyć na to, że ten pies będzie spał w domu, BO TO JACK RUSSELL, helloooooł!

 

Do dziś zastanawiam się, co też ci ludzie mieli na myśli i nie wiem: czy współczuć ich psom tego, że właściciele sobie z nimi nie radzą, czy też może mnie trafił się pies, który odczuwa dziwną potrzebę współpracy z człowiekiem. Obstawiam jednak to pierwsze.

 


Małe białe kocha spać. Jeśli uważa, że należy go przykryć, bo: jest za zimno/za jasno/za głośno/w ogóle za, to leży i „paczy”. Na tyle intensywnie, że człowiek po prostu nie może, no nie jest w stanie tego nie „poczuć” na sobie i się nie odwrócić. Panicza należy przykryć, aby wzrokiem nie świdrował. Jako, że panicz posiada swój własny, osobisty fotel (zabierany mu jedynie, jak przychodzą goście), a do tego również swoje kocyki, to przynajmniej jest go czym nakryć.

 


W zasadzie to małe białe przesypia cały czas w domu. Oczywiście, jest tak nauczony – nic nie przychodzi samo z siebie. Był wyciszany, przyzwyczajany do kennela itd. Gdy jesteśmy w domu, młody nie śpi jedynie wówczas, gdy daje znać, że chce na dwór (o niestandardowej porze), gdy robimy coś w kuchni (włącza wtedy „tryb śledzenia” ze swojego fotela, czy przypadkiem nie jest przygotowywane coś dla niego) albo gdy robimy coś z nim. Nawet gdy są goście i gdy małe białe akurat nie siedzi na kolankach (a kocha, szczególnie jak ktoś nie boi się oblec jego sierścią), to idzie po prostu spać.
 

 


Jeśli małe białe ma problem z pójściem spać, na przykład w nowym miejscu czy nowych okolicznościach, to jest zamykane w klatce. Oczywiście nie za karę – po prostu w ten sposób ma delikatnie zasugerowane, że czas udać się na spoczynek. I zwykle się udaje, co jest bardzo dobre, bo może zapanować nad emocjami, wyciszyć się, a jak wiadomo, zbytnie pobudzenie jest niezdrowe zarówno dla ciała, jak i dla umysłu. Jako, że małe białe kocha swoją klatkę, to nie jest to zbyt trudne, aby zapadł w niej w sen głęboki – zasługa wielu godzin i crate games.

 

A nad ranem, każdej nocy, stwór siada po mojej stronie łóżka i czeka, aż wpuszczę go pod kołdrę. Ot, taki rytuał. Teraz już przywykłam, ale mówię Wam, że można dostać zawału, gdy człowiek się budzi z głębokiego snu, bo ma wrażenie, że coś go obserwuje, otwiera oczy, a tu psi nos i wielkie gały oraz gdzieś w tle rozmazany, merdający ogon. No, ale że mi jest zawsze zimno, to pies doskonale pełni rolę termofora, więc korzyść mamy obustronną 🙂

 

Close Menu