Wiele osób nie potrafi rozpoznać cienkiej granicy pomiędzy rozpieszczaniem a zapewnianiem psu odpowiedniej uwagi. Często popada się w skrajności: konsekwencję i zimny chów uważa się za odsuwanie psa od siebie, głównie karanie albo ignorowanie, mało pracy i w ogóle nie zwracanie na psa uwagi. Z drugiej strony, lekarstwem na psa ma być „przyjazne traktowanie”, które ujmowane jest jako podporządkowanie swojego dnia psu, zwracanie na niego wszelkiej możliwej uwagi i traktowanie go, krótko mówiąc, jak dziecka. Tymczasem można osiągnąć pomiędzy tym złoty środek.
Jestem zdania, że biorąc pod swojego skrzydła nowego psa, który w przeszłości mógł wyrażać rozmaite zadania – często takie, o których nikt nas nie poinformuje, świadomie albo nie – musimy przede wszystkim znaleźć odpowiedni kontakt z psem. Oczywiście, przez nawiązanie kontaktu rozumiem poświęcenie psu odpowiedniej uwagi. I nie jestem zdania, że poświęcanie psu uwagi sprawia, że czuje się on najważniejszy i próbuje przejąć nad nami wydumaną kontrolę. Bez kontaktu z psem, nawiązanego przez poświęcanie uwagi właśnie, nie mamy szans na dotarcie do niego. Nie znaczy to jednak, że kontakt oznacza pozwalanie na wszystko, wręcz odwrotnie. Jestem zdania, że należy przede wszystkim wyznaczyć psu jasne zasady, których to przede wszystkim my będziemy się trzymać. Większość psów potrzebuje jasnych zasad i stałych elementów w swoim życiu, aby czuć zaufanie do przewodnika i móc posiadać w nim oparcie – wtedy własnie, gdy nadejdzie sytuacja kryzysowa, pies odda decyzję przewodnikowi. Bez ćwiczeń, choćby polegających na skupieniu czy osiąganiu wspólnych sukcesów, trudniej będzie wzbudzić w psie zaufanie do przewodnika. Co więcej, w ramach poświęcania psu uwagi dobrze jest go również nauczyć choćby tego, że to właściciel zarządza wszystkimi zasobami: karmą, zabawkami, gryzakami. Bez wątpienia jest to istotne we wspólnym życiu.
Z tego też powodu nie jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy uważają, że podstawą psiego posłuszeństwa jest to, aby nie wchodził on na łóżko czy kanapę. Mały biały może wchodzić na łóżko, ale na jedną komendę ma  z niego zejść – i przez to rozumiem właśnie posłuszeństwo. Podobnie, nie wiem, w jaki sposób do psiego posłuszeństwa ma się to, czy przechodzi pierwszy w drzwiach, czy nie – ważne, aby zatrzymał się na komendę i poczekał, gdy tego wymagam. Za najzabawniejsze uważam udawanie, ze je się z psiej miski tuż przed podaniem jej psu. Zupełnie nie widzę w tym sensu, zwłaszcza, że nie zauważyłam jeszcze ani jednego psa, który „podszedłby” na taką metodę i zmienił w sposób znaczący swoje zachowanie. Natomiast widziałam wiele psów, które po kilku wymianach zupełnie przestały bronić zasobów.
Z drugiej strony, nie rozumiem również osób, które – w przypadku przygarnięcia psa dorosłego bądź psiego podrostka – próbują mu „wynagrodzić” wszystkie dotychczasowe braki (których nierzadko nie są nawet świadomi), rozpieszczając go, jak tylko się da. Pozwalając psu na wszystko nie tylko zaburzamy jego świat, ale również nierzadko dopuszczamy do tego, aby sam wypracował wszystkie zachowania, których w przyszłości nie będziemy w żaden sposób akceptować – ale również, zmiany których nie będziemy w stanie zbyt łatwo wyegzekwować. 
Krótko mówiąc – warto znaleźć złoty środek i powściągnąć swoje zapędy do pójścia w którąś ze stron: dużej surowości albo rozpieszczania psa.
Close Menu