Mamy zakaz na spacery. To znaczy nie w ogóle, tylko na długie i męczące psa, czyli odpada wszelkie piłeczkowanie, zabawy z psami czy nawet dłuższe włóczenie się po dworze. Powód? Młody złapał wirusówkę, gardło w kiepskim stanie, osłuchowo szmery, więc ma raczej nie nałykać się zimnego powietrza i nie wietrzyć za bardzo. Szkoda ogromna, bo pogoda jest dość znośna, a może to ostatni ładny weekend – no i siedzimy sobie we dwoje jak te ciołki.

Rezultaty tego, że siedzimy głównie w domu, są dwa. Pierwszy: pies głupieje w domu, bo zaczął czuć się lepiej i przypomniało mu się, że ma pokłady niezużytej energii. Drugi: pies nie ma mózgu na spacerach, bo jest na nich zwyczajnie zbyt krótko. No, ale tego drugiego przynajmniej do jutra nie przeskoczę, więc wynagradzam mu choć to pierwsze.
Nie od dziś wiadomo bowiem, że jack może biegać naprawdę długo i zasadniczo póki nie zostanie zmuszony do odpoczynku, to nie robi to na nim zbyt wielkiego wrażenia. Czym innym jest wysiłek intelektualny, szczególnie taki, który wymaga nie tylko powtarzania znanych czynności na komendę, ale również tworzenia czegoś nowego, próbowania albo wstrzymywania emocji. W związku z tym ćwiczymy nie tylko to, co umiemy już dobrze, ale i nowe rzeczy czy takie, które robimy rzadziej i wymagają opanowania – choćby trening na piłkę.
Trzeba przyznać, że młody ma piłkę zamiast mózgu, zwłaszcza na widok piłki, że tak tautologicznie stwierdzę. W skrócie: gdy widzi piłkę, to „lata, gada, pełen serwis!”. Tymczasem mi chodzi bardziej o to, żeby myślał, co bywa bardzo zdradzieckie. Niestety, czasami wpadam w pułapki własnych myśli – jestem zbyt ambitna i zbyt szybko próbuję coś osiągnąć, a gdy się nie udaje, zaczynam się irytować, zwłaszcza na siebie. Podobnie było i dziś – niepotrzebnie od razu rzuciłam młodego na głęboką wodę, wymagając trudniejszej rzeczy, a nie nagradzając po drodze. I znów, jak się okazało: szybciej dojdzie się do celu robiąc małe kroczki, niż próbując zrobić za duży od razu. Po chwili kombinowania pies załapał, o co chodzi, i właśnie to najbardziej cieszy mnie w pracy z terierem – małe sukcesy, których mogłoby nie być, gdybyśmy się nie dogadywali. Piłka zamiast mózgu zaczęła działać jak trzeba, a małe białe trochę zmęczone, ufff.

 

Close Menu