• Post comments:0 Komentarzy
Tak tak, pies z dzieckiem – nie dziecko z psem. Bo wbrew ogólnemu entuzjazmowi, który dopada część rodziców posiadających zarówno dziecko, jak i psa – dla mnie dziecko z psem nie powinno wychodzić, bo spacer może skończyć się tragicznie. Oczywiście, nie zawsze się kończy, i pewnie większość takich osób poczuje się dotkniętych, bo ich dzieci są idealne – niestety, chodzi tu o coś więcej, niż tylko rewelacyjny charakter dziecka. Na przykład o głupotę innych, brak wyobraźni i obycia z psimi zachowaniami, nieumiejętność zachowania zimnej krwi czy po prostu głupi los.

 

 

Na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć nastolatków, którym dałabym pod opiekę psa na spacer, nawet na znanym terenie. Chodzi mi o nastolatków, którzy faktycznie są psiarzami, i którzy mają mniej niż 15-16 lat. Może jest to niesprawiedliwe – wiem, że są osoby, które naprawdę aktywnie z psami pracują, robią coś, ale jednocześnie są to jednostkowe przykłady osób, które są na tyle dojrzałe, aby w ogóle móc z psem wyjść na dwór i przewidzieć rozmaite wydarzenia albo zachować zimną krew w obliczu zagrożenia. Tymczasem jednak chciałabym napisać nieco o dzieciach – małych dzieciach, które same wychodzą na spacery ze swoimi psami, co niestety zdarza się nagminnie, gdziekolwiek jestem.

 

Regularnie widuję dziewczynkę ok. 9-10-letnią, która wychodzi na spacer z yorkiem. Na czym polega problem? Ano na tym, że owa dziewczynka bardzo pragnie, aby jej pies zaprzyjaźnił się ze wszystkimi innymi dookoła, natomiast sam york już nie jest tak bardzo zainteresowany przyjaźnią, co urwaniem psu przynajmniej kawałka ucha. Wygląda to tak (niestety, sama byłam przez jakiś czas prześladowana), że dziewczę wychodzi na spacer i nie patrzy, czy drugi pies np. bawi się z właścicielem, aportuje, ćwiczy coś, czy sobie wącha. Nie przekonuje jej, jak na widok jej i psa człowiek ze swoim psem pójdzie w drugą stronę czy spróbuje ją ominąć inną częścią trawnika. Wróci się – i będzie szła prosto na drugiego psa, ze swoim majtającym się na napiętej smyczy i drącym japę yorkiem. O ile Mały Biały jest przyjazny i ma gdzieś konflikty, o tyle dziewczę to samo robi również do dużych psów, które niekoniecznie mają dobre zamiary. Kiedyś zwróciłam jej uwagę, że sobie tego nie życzę i że może to być niebezpieczne dla jej psa, bo jest mały i większość obcych go przerasta – ale i niemiłe dla drugiego psiarza, bo przecież nie każdy ma pozytywnego psa i nie każdy życzy sobie, aby się zaprzyjaźniać. Niestety, nie trafiło, pomimo naprawdę mojej energii włożonej w tłumaczenie. Koniec końców – choć tego jakoś specjalnie nie lubię – musiałam być stanowcza i niemiła, aby przestała za nami chodzić i zwyczajnie nam przeszkadzać, zwłaszcza że był to okres, kiedy młody był oduczany ciągnięcia do każdego napotkanego psa.

 

Inna historia: gdy mieszkałam jeszcze na drugim końcu Polski, miałam na DT swojego pierwszego psa, dużą sukę mix wyżła i sznaucera, która niestety była mocno zaniedbana pod kątem socjalizacji i reagowała agresją lękową np. na inne, podchodzące do niej psy, na jeżdżące samochody itd. Na szczęście była również dość żarta i pojętna, a ja miałam dobre wsparcie merytoryczne i sobie radziłyśmy w pracy nad jej lękami. Mieszkałam na zielonym osiedlu, dużym powierzchniowo, zabudowanym niezbyt gęsto i bardzo przyjemnym do spacerów – tak mi się zdawało. Zmieniłam zdanie, kiedy kilkukrotnie spotkałam ok. 7-letniego chłopca wyprowadzającego… charta afgańskiego! Jak można się spodziewać, chart ciągał dzieciakiem gdzie tylko chciał, a w jego nawyku było wściekłe szarżowanie na inne psy. Tylko raz mieliśmy bezpośrednią konfrontację, a i to szczęśliwie się skończyło. Niestety – tylko fizycznie – psychicznie suka cofnęła się zupełnie i trzeba było nad wszystkim jeszcze raz pracować. Dodam, że ten sam chart wychodził również z ojcem chłopca i był wówczas bardzo karny. Raz udało mi się z właścicielem porozmawiać, gdy akurat wracałam z pracy – powiedział, że on chłopaka nie puszcza z psem samego, ale jego żona już tak i nie daje sobie przetłumaczyć, że może stać się coś złego. Bo to duży pies – na pewno obroni dziecko. Zwłaszcza, gdy będzie próbował wszczynać bójkę z innym psem.

 

Kilka lat temu była również sytuacja, w której kilkuletnia dziewczynka wyszła na spacer z jamniczkiem miniaturą – i jamniczek został zagryziony przez innego psa tuż przy dziecku. Chyba nie muszę mówić, jaka to trauma – i jednocześnie jakie szczęście w nieszczęściu, ze dziecko nie zachowało się irracjonalnie, tylko zaraz obok znaleźli się dorośli, którzy zapobiegli ewentualnemu pogryzieniu.

 

Do czego dążę: regularnie widuję osoby, które chcą kupić psa dla swojej pociechy. Na zasadzie: chciałeś psa, to z nim sobie wychodź. Często dzieciaki te mają po 7-8 lat i z pewnością będą zachwycone, że mogą wychodzić z psami, ale to nie tylko o to tu chodzi. Mam przyjaciół, którzy również mają dzieci – i te dzieci wychodzą z psami na spacer, ale w towarzystwie rodziców. Widzicie różnicę? Dziecko trzyma malutkiego psa za kawałek smyczy, a obok idzie matka i trzyma końcówkę tej samej smyczy. Dziecko uczy się, że z psem trzeba wychodzić, uczy się, żeby nie podchodzić do innych psów, jak zareagować w chwili, kiedy sytuacja jest napięta; a jednocześnie nie musi reagować, nie jest obciążane koniecznością decyzji, której czasami nie jest w stanie pojąć, bo zwyczajnie zbyt mało rozumie psie zachowanie. Niestety, prawda jest taka, że dzieci wychowały się na bajkach o przyjaznych psach – to oczywiście super, ale nie każdy pies jest przyjazny i nie do każdego psa można podejść.

 

Inna sprawa jest taka, że psy bardzo często mają rozkazy czy nakazy dzieci w poważaniu. Pies, który zachowuje się odpowiednio w obecności np. swojego właściciela, którzy wkłada dużo trudu w jego wychowanie, będzie szalał przy dziecku – bo zwyczajnie nie jest nauczony posłuszeństwa wobec niego. Czym innym są sztuczki w domowym zaciszu, kiedy dziecko daje psu smaka za podanie łapy; czym innym sytuacja, kiedy do ośmiolatka z małym psem podbiega duży pies, często wzrostu dziecka, i np. zaczyna warczeć czy od razu atakować. Milczeniem pominę puszczanie na spacer dzieci z psami, które je przerastają, albo z psami agresywnymi czy mającymi jakikolwiek problem z zachowaniem do kogokolwiek na dworze. Za to rodzice powinni ponosić surowe konsekwencje: za narażenie zdrowia i życia dziecka, ale również i otoczenia.

 

Jest jeszcze inną strona medalu. Powiedzmy, że pies jest mały i przyjazny. Powiedzmy, że dziecko ma to 12 lat i wychodzi w niedaleką okolicę z czworonogiem. Powiedzmy, że dziecko interesuje się szkoleniem, ma coś tam do głowy już włożone, pies jako tako się słucha. I mamy sąsiada czy nawet przyjezdnego – człowieka z dużym psem, który nieodpowiedzialnie puszcza go luzem. Pies nie jest przyjazny do obcych psów, podbiega czy atakuje. Co wówczas  może zrobić dziecko? Zwłaszcza, gdy zostanie zaskoczone atakiem obcego, dużego, agresywnego psa? Niestety, takie rzeczy się zdarzają – i nierzadko nawet dorośli mają problem z tym, aby odpowiednio zareagować, a co dopiero dzieci.

 

Apeluję: myślcie, drodzy psiarze, zanim wypuścicie swojego psa na spacer z dzieckiem. Bo może to skończyć się tragicznie dla obojga – fizycznie, psychicznie – a ani dziecko, ani pies nie zasługują, aby cierpieć przez Wasze lenistwo czy fałszywe pojęcie „odpowiedzialności za psa”, przełożone na pociechę.

 

O autorze

Ten post ma 0 komentarzy

  1. Natalia

    W 100% się z Tobą zgadzam. Oprócz wspomnianych przez Cb sytuacji jest chociażby setka innych która zagraża psu (wiem, że wymienienie wszystkich jest niemożliwe).. Choćby co się u mnie często na osiedlu zdarza spotkanie koleżanki/kolegi z i nie zwracanie uwagi na to co robi pies, a przecież może zobaczyć kota, psa, ptaka, wbiec na ulicę itp… Winnymi w tym przypadku są rodzice, są to osoby, które psa po prostu mieć nie powinny. Miałam kiedyś pewną sytuację, jak jechała z rodzicami na dłuższy wyjazd razem psem, który był w tedy jeszcze młodziutki. Zatrzymaliśmy się przy restauracji i poszliśmy rozprostować nogi. Akurat w okolicy była łąką, las i domek. Psiaka spuściliśmy bo nikogo w okolicy nie było i w zasadzie żadne niebezpieczeństwo na niego nie czyhało (do ulicy był kawałek :)) Psiak szalał na łące, gdy z domu ktoś wyszedł i przez przypadek (nie zamykając bramki!) wypuścił z domu 2 duże psy, które ze zjeżoną sierścią pognały od razu w stronę naszego malucha. Sytuacja mogła się skończyć naprawdę tragicznie. Mój tata zaczął malucha wołać, jednak widać gołym okiem było, że tamte będą szybsze. Zareagowałam jednak instynktownie i wyleciałam w stronę psów wrzeszcząc i machając, psy na szczęście zwiały. W takich momentach żałuje, że nie mieszkam w Szwecji gdzie do sprawy posiadania psa państwo podchodzi bardzo poważnie

  2. Daria

    Psa chciałam mieć od okołu 7 roku życia – bo psy są fajne i słodkie, prawda? Chciałam dobermana lub inną „agresywną”, dużą rasę. Nie ważne, że dom był mały. Nie ważne, że takie psy potrzebują szczególnie przykładnego wychowania. Nie ważne, że dobermana chociażby nie utrzymałabym 5 sekund. Dobermany były „spoko” i chciałam je mieć. Rodzice się nie zgadzali, choć płakałam i błagałam dniami i nocami. Była to dla mnie męczarnia… Ale teraz, mając 12 lat cieszę się, że się nie zgodzili. Wiadomo, rodzicie z pracy późno wracają, więc musiałabym z psem wychodzić. A co miałabym począć z dobermanem!? Wtedy potrafił mnie nieźle pociągnąć nawet West Higland. Nie miałam większego pojęcia o wychowaniu psa. Karmę oczywiście dostawał by Pedigree/Chappy, bo przecież w reklamach pieskom tak smakuje! Rodzice zgodzili się na psa dopiero ok. 8-9 miesięcy temu. Więc, podsumowując, psa dostałam mając lat 12. Mały kundel, teraz wyrósł to ma ok. 40 cm w kłębie. I wtedy nie było tak pięknie. Bo tyle razy trzeba wychodzić, pies na początku rzucał się na mnie (próbował dominować, miał traumatyczne przejścia) i to całe wychowanie! Ale wtedy już jakieś pojęcie miałam; wiedziałam, jakie karmy powinien jeść pies. Co dla psa jest przyjemne, a co nie. Dodatkowo psiak był dosyć mały, więc nie latałam za nim na spacerach, bo w końcu jest ok. 10.5 mniejszy ode mnie. Przeczytałam setki artykułów, gazet i książek o wychowaniu, szkoleniu. Zorientowałam się w wielu sprawach. No i wcale tak prosto nie było, jak być miało! Wychowanie jest trudne, nie ma co. Ale w asyście książek, smaczków i dużej dozy cierpliwości – udało się! Dziś pies ma blisko jedenaście miesięcy. Nie podchodzę to innych psów/ludzi „nieproszona”. Wręcz sama zwracam uwagę niektórym – „Czemu Pan/Pani puszcza psa do mojego bez pytania?”, „Czemu Pan/Pani cmoka i woła mojego psa, skoro jest w trakcie treningu?”, „Czemu Pan/Pani uważa, że pies 40 cm w kłębie nie ugryzie i pakuje się do głaskania bez pytania?”. Psiak moim zdaniem jest dobrze wychowany; zna wiele komend. Obecnie pracujemy na idealnym odwoływaniem oraz chodzeniem bez smyczy jak i spokojnym mijaniem przechodniów. I naprawdę cieszę się, że rodzice nie oddali mi pod wychowanie psa, gdy miałam 7 lat. A tutaj mój misiak – Cora. Zdjęcie ze wczoraj 🙂

Dodaj komentarz