W poprzedniej części omówiliśmy pokrótce, jakie hodowla psów niesie za sobą koszty związane z założeniem i prowadzeniem, a które są głównym powodem tego, czemu tak trudno na niej zarobić. No więc właśnie – czy nie da się jakoś obniżyć tych kosztów? Tak i nie. Są koszty, które można zredukować bez specjalnego uszczerbku na jakości hodowli, oraz takie sprawy, na których oszczędzanie odbije się zwyczajnie na naszych zwierzętach.

Hodowla psów i oszczędności

Można użyć kreatywności i robić szczeniakom zabawki samemu, zamiast kupować drogie firmowe. Kocyki można kupić w lumpeksie, a nie inwestować w specjalne posłania. Wiele rzeczy możemy znaleźć w korzystniejszych cenach, jeśli tylko chce nam się poszukać. Suce również jest wszystko jedno, czy urodzi w porodówce z płyty OSB, czy w stylizowanym na kolorowy domek kojcu za miliony monet; nie wpłynie to również na jakość szczeniąt.  

hodowla psów

Dobrze jest się pokazywać, ale mało kogo stać na zaliczanie przez cały czas wszystkich najbardziej prestiżowych wystaw czy zawodów. Czasami jeździ się więc mniej, czasami więcej, czasami w ogóle. Ilość sędziowskich ocen nie zmienia przecież wartości i genów samego zwierzęcia; jedynie możemy mu dzięki temu dopisać więcej tytułów przy zapowiedzi miotu. Krycie: pomijając rasy rzadkie, samców na ogół nie brakuje, i pies odpowiedni dla naszej suki nie musi się znajdować trzy kraje dalej. Zwłaszcza, kiedy kryjemy ją po raz pierwszy i nie mamy pewności, czy w ogóle jest płodna.  

Podobnie nie musimy od razu inwestować w profesjonalną stronę www, jeżeli nie jesteśmy pewni, czy hodowlana pasja zagości u nas na stałe. Na początek wystarczy nawet darmowa strona na FB. Warto mieć na uwadze takie sprawy, i oszczędzanie na nich nie musi wcale świadczyć o bylejakości hodowli, a zwyczajnie o zdrowym rozsądku

Koszty, których dobry hodowca absolutnie nie powinien ciąć to właściwie wszystko, co tyczy się opieki nad psami.  

Cięcie kosztów... kosztem psa

Karmienie psów mielonką po 3 zł/kg szybko okaże się drogim przedsięwzięciem – kiedy naszą suką do cna wyniszczy laktacja, a szczeniaki nabawią się biegunek. Podobnie wybór najtańszych szczepionek czy oszczędzanie na badaniach łatwo może wyjść nam bokiem – jeśli nie od razu, to wraz z pretensjami od rozczarowanych nabywców. Nie wspomnę już o oszczędzaniu na maksa i rejestrowaniu hodowli w organizacjach, które niczego od zrzeszonych hodowców nie wymagają. Ani zaliczania wystaw, ani badań zdrowotnych, ani ograniczenia w intensywności rozrodu, ani nawet udokumentowanego pochodzenia rejestrowanych psów. Takie działania trudno w ogóle nazwać hodowlą, ale paradoksalnie na partactwie niestety można zarobić najwięcej – tyle że kosztem zwierząt.

hodowla psów

Czy hodowla psów w ogóle pozwala zarobić?

Owszem.

Tylko po pierwsze, trzeba być przygotowanym na ogromne wydatki na starcie i duże koszty samej takiej działalności; po drugie mieć sporo szczęścia – o którym za chwilę.

Lepsze perspektywy mają osoby, które hodują rasy niedrogie w utrzymaniu (w które wlicza się nie tylko koszty żywienia, ale i niekiedy bardzo drogie preparaty do pielęgnacji szaty i profesjonalny grooming), a zarazem płodne, dające duże mioty. I te, w których szczenięta osiągają wysokie ceny, i na które do tego jest duży popyt. W zasadzie dość ciężko o rasę, która spełniałaby wszystkie te kryteria, a i kwestie rynkowe mogą się w rasie zmieniać z roku na rok.

Trzeba też się przygotować na to, że jakiekolwiek wyjście na plus raczej nie uda nam się po pierwszym, a niekiedy i drugim, czy trzecim miocie – jeśli mamy pecha i niewielkie warunki na rozrost hodowli w razie niepowodzeń, to może ona na zawsze pozostać tylko drogim hobby. Im mniejsza hodowla psów, tym mniejsze też są wpływy w porównaniu do wydatków.

Gdy hodowla psów jest życiem

Najlepszą sytuację mają pod tym względem hodowle duże, o ogromnym prestiżu na który pracowały latami, prowadzone często przez całe rodziny i przechodzące z pokolenia na pokolenie. Tam ludzie żyją właściwie tylko swoimi psami, mogą też sobie pozwolić na wyższe ceny szczeniąt ze względu na swoją renomę, łatwiej też znajdują chętnych wśród innych hodowców – również za granicą.

Takie hodowle najczęściej przekazują zwierzęta, które zakończyły już karierę hodowlaną rodzinom, które szukają dla siebie pupila. Często są to zwierzęta zaledwie kilkuletnie, wciąż w doskonałej formie, które mogą długo jeszcze cieszyć siebie i rodzinę życiem psiego jedynaka. Z jednej strony zmniejsza to koszty prowadzenia dużej hodowli i pozwala na jej szybszy rozwój i poświęcenie więcej uwagi psom hodowlanym, z drugiej może być komfortowym rozwiązaniem dla samych zwierząt, które w nowych domach otrzymują więcej uwagi niż w stadzie kilkunastu czy kilkudziesięciu psów, jak też i dla rodzin, które za darmo mogą zyskać przyjaciela wymarzonej rasy.

fot. tanyarmm/Pixabay

Jest to jednak rozwiązanie bardzo kontrowersyjne, często spotykające się z dużym potępieniem ze strony osób hodujących na mniejszą skalę czy w ogóle miłośników psów. Czy jest to etyczne? Jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie według mnie nie ma – wszystko zależy od danego zwierzęcia, sytuacji i w zasadzie naszego spojrzenia na sprawę.

Właściwie tylko właściciele dużych renomowanych hodowli mogą liczyć na to, że z hodowli się utrzymają. W innym przypadku ewentualne zyski mogą być co najwyżej większym lub mniejszym zastrzykiem do domowego budżetu. Bardzo często zresztą inwestowanym w same psy: ich utrzymanie, wystawianie, nabywanie kolejnych zwierząt, sprzęt i akcesoria, ambitniejsze krycia i rozwój. Bardzo łatwo też w hodowli stracić, i zamiast choć zwrotu kosztów zobaczyć ogromną dziurę w budżecie.

Gdy szczęście jest składnikiem sukcesu

Co sprawia, że zyski z hodowli są tak niepewne, a zwykły fart tak istotny? Co właściwie może się stać? Z żywymi stworzeniami niestety właściwie wszystko. Hodowca psów nie otrzyma odszkodowania jak rolnik, któremu uprawę zniszczyła susza; wszystkie straty musi pokrywać sam.

Dużo problemów zdarza się już na starcie, bo osobie niedoświadczonej trudniej kupić psa, który wyrośnie na wartościowe zwierzę hodowlane – a i doświadczeni hodowcy miewają z tym problem, bo dobrze rokujące szczenię wcale niekoniecznie wyrasta na dobrego psa. Poza wadami dyskwalifikującymi z hodowli pies może się też okazać zwyczajnie chory. W takim przypadku zamiast hodowcami, zostajemy właścicielami kochanego zwierzaka, który jednak nie spełni żadnych naszych ambicji. Zdarzają się też wypadki losowe – ucieczka psa i śmiertelne potrącenie przez samochód. Wystarczy chwila nieuwagi i można zaczynać od zera… Ale i w innym przypadku ruletka dopiero się zaczyna.

Hodowla psów to szacunek strat

Rzadkością w hodowli nie są wcale puste krycia. Inwestujemy wszystkie wymienione koszty i nagle okazuje się, że żadnych szczeniąt nie będzie. Pół biedy, gdy jest to jednorazowa sytuacja – gorzej, gdy okaże się, że od danej suki raczej nigdy nie dochowamy się szczeniaków. Sama ciąża, poród i pierwsze dni po nim są ryzykownym okresem, w którym z przyczyn losowych, głównie zdrowotnych, a także w wyniku naszych błędów, łatwo stracić część czy wszystkie szczenięta, a niekiedy i sukę, i zostać jedynie z kosmicznym rachunkiem z kliniki weterynaryjnej…

Klęską finansową może być również malutki miot. Jedno czy dwa szczenięta nie mają raczej szans pokryć nawet kosztów samej „imprezy” związanej z pokryciem suki i odchowaniem miotu. O zwrocie wcześniej poniesionych kosztów i jakimkolwiek zarobku można wtedy tylko pomarzyć.

No i ostatnia sprawa – sprzedaż. Jeżeli rasa nie jest rzadka i poszukiwana, zawsze trzeba mieć na uwadze ryzyko problemów ze sprzedażą szczeniąt. Grozi to szczególnie osobom, które hodują popularne rasy, w których rodzi się dużo miotów, a nie mają żadnego pomysłu na siebie, na to jak się promować i przyciągnąć nabywców. Szczeniaki zaczynają po terminie odbioru „zalegać”, koszty ich utrzymania rosną, bo jedzą coraz więcej i wymagają kolejnych zabiegów z profilaktyki weterynaryjnej. A nabywcy za podrostki wcale nie są skłonni zapłacić więcej, choć po takim psie więcej już widać, jeśli chodzi o jego rokowania wystawowe i charakter, jak również może być nauczony czystości i mieć za sobą wstępne wychowanie. Taka sytuacja może się skończyć schodzeniem z ceny do granic absurdu, czy przekazywaniem szczeniąt w nieodpowiedzialne ręce – byle je sprzedać.

fot. hhach/Pixabay

To też hodowca musi mieć na uwadze: co zrobi i czy podoła finansowo sytuacji, gdy nie sprzeda wszystkich maluchów w terminie? One w szybkim tempie „zjedzą” to, co przybyło po sprzedaży ich rodzeństwa.

Pasja, miłość i... etyka?

Jeżeli ktoś myśli o hodowli psów głównie jako o łatwym i przyjemnym sposobie na dodatkowe pieniądze (czy nawet od razu na utrzymanie rodziny), może bardzo się przeliczyć. Nie wyobrażam sobie zresztą dobrej hodowli prowadzonej przez osobę, dla której nie jest to głównie pasja i miłość do zwierząt. Ogrom trudności i wyrzeczeń jaki niesie za sobą hodowla psów szybko sprawi, że osobie liczącej na miłą dodatkową pracę, którą może w każdej chwili odłożyć w kąt, bardzo szybko odechce się takiego zajęcia. Spróbujcie pojechać na wakacje np. z pięcioma czy więcej psami lub zostawić taką gromadkę pod opieką rodzinie. Pamiętajcie o konieczności ciągłego pogłębiania wiedzy i zaangażowania – dobry hodowca przynajmniej stara się pozostać z nabywcami w kontakcie po zakupie. Wyobraźcie sobie zamieszanie towarzyszące odchowywaniu miotu: brak snu, hałas, kupki rozsmarowane po podłodze, zniszczenia. A powołane do życia psy przecież na świecie zostaną, i hodowca na miarę swoich możliwości powinien czuwać nad ich losem również po sprzedaży – w końcu to on zdecydował się sprowadzić je na świat.

Pytanie, czy to w ogóle etyczne, zarabiać na hodowli psów? A ja odwrócę to zdanie – a czemu nie, jeżeli jest to robione rzetelnie, z sercem i dbałością o hodowane zwierzęta? Na świecie istnieje cała masa pasji, które przynoszą ludziom spore zyski i nikt nie dyskutuje nad ich moralnością. Hodowla psów wymaga ogromnego wkładu – nie tylko finansowego, ale też czasowego, emocjonalnego i pracy rąk hodowcy. Nie przesadzajmy więc z zaglądaniem do cudzego portfela w imię dziwnie pojętej moralności.

hodowla psów

Przepraszam, po ile ten szczeniak?

Jest jeszcze jedna kwestia finansowa budząca często kontrowersje – pytania o cenę szczeniąt. Krąży przekonanie, że kupując nie wypada pytać o cenę szczeniaka; że można to zrobić dopiero po kilku telefonach/mailach, i najlepiej udając, że zupełnie nas to nie obchodzi.

Otóż niekoniecznie.

Pytanie o cenę jest pytaniem normalnym jak każde inne – choć dla osoby, która zna mniej więcej zakres cen szczeniąt, niekoniecznie istotnym. Jednak nie wszyscy się w cenach orientują i czasem naprawdę nie mają wyobrażenia, czy na szczenię danej rasy mają przygotować 1500 złotych, czy może raczej 6000. I tu pozostaje wyłącznie kwestia formy takiego zapytania.

Normalny hodowca nie obrazi się z powodu pytania o cenę szczenięcia – o ile nie jest to pierwsze i jedyne pytanie. A już szczególnie nietaktowne jest coraz częściej spotykane pisanie pod ogłoszeniami pojedynczego słowa „cena”. Co ma hodowca sądzić o osobie, dla której sklecenie pełnego zdania, a nawet dodanie po tym jednym słowie znaku zapytania jest przesadnym wysiłkiem? Hodowca, który wkłada w swoje maluchy mnóstwo pracy, serca i środków materialnych. Odnieśmy się do niego z szacunkiem, jak do każdego człowieka, z którym potencjalnie chcemy zawrzeć znajomość. Uszanujmy jego pracę – on naprawdę widzi w szczeniakach nie tylko pieniądze, które za nie weźmie, i tego samego oczekuje od nabywców. Przywitajmy się, przedstawmy, powiedzmy, czego szukamy, i zapytajmy o zakres cen w hodowli. Od razu zrobimy inne wrażenie, niż kiedy będziemy spamować pod postami „po ile”. Jak kupując ziemniaki na targu.

Marta Tomala

O autorce:

Jestem absolwentką wydziału Nauk o Zwierzętach na warszawskim SGGW. Psy są moją pasją od dzieciństwa, towarzyszą mi już od niemal 20 lat – początkowo kundelki, dziś staffordshire bull terriery, które hoduję pod przydomkiem Avia Cerasis FCI. Obok genetyki i hodowli w obszarze moich szczególnych zainteresowań leży żywienie psów. Z dietą surową mam do czynienia od 2008 roku – początkowo w wersji RMB, dziś w nowej zdrowszej – RAW.

Close Menu