Dziś świętujemy – małe białe obchodzi drugie urodziny. Raczej o tym nie wie, no ale dostało dobrą, nową karmę w ramach smaków, więc zostało dopieszczone 😉 Małe białe jest z nami już półtora roku i przyznam, że to najaktywniejsze i najbardziej bogate w doświadczenia półtora roku w naszym życiu.


Małe białe przyjechało do nas, gdy miało pół roku. Przejechało praktycznie całą Polskę – częściowo samochodem, częściowo pociągiem. Obleniło nas dokumentnie, byliśmy praktycznie cali biali w drodze do domu. Dowiedzieliśmy się też, że pies może cieszyć się do swojego odbicia w szybie, gdy pociąg przejeżdża przez tunel. Byliśmy zaskoczeni, gdy wyszło na jaw, że taki mały piesek (wówczas ok. 4-4,5 kg) ma tyle siły w tym małym ciałku.

Pierwsze dni były… dziwne. Pies, niby nie szczyl, ale też nie dorosły. Do psów zarąbisty, do ludzi podchodził z lekką rezerwą. A więc pracowaliśmy, pracowaliśmy i poznawaliśmy się coraz lepiej. Przeszliśmy przez etap klatki kennelowej, niszczenia, wycia, szczekania, prób gwałcenia wszystkiego, co tylko stanęło mu na drodze (na to akurat pomogła kastracja 😉 ). Przewróciliśmy swój świat do góry nogami. Zweryfikowaliśmy wszystkie możliwe zasady dotyczące wychowywania psów. Kilku szkoleniowców i trenerów załamało ręce nad kwestią przywołania i odwołania – bo nic nie działało, a teraz zaczyna działać. Małe białe to doskonały przykład na to, że do wychowania psa trzeba nie tylko cierpliwości i konsekwencji, ale również kombinowania, pilnowania, szybkich reakcji, obserwacji otoczenia i robienia dziwnych rzeczy, aby uzyskać różne rezultaty.
Bezcenne jest budzenie się rano, gdy obok leży pies, który się do nas przytula. Bezcenny jest widok merdającego ogona, gdy wraca się zdenerwowanym z pracy. Bezcenne jest towarzystwo psa wówczas, gdy wszyscy znajomi nie mają czasu, a do kogoś trzeba się odezwać.
Teraz w domu mamy psa, który teoretycznie jest dorosły, ale psychicznie chyba zawsze pozostanie krejzolem, jak to mówi M. 😉 W wielu kwestiach zmienił się na lepsze, praktycznie w żadnej na gorsze – jest dokładnie takim psem, jakiego chcieliśmy mieć. Dzięki jego charakterowi i obecności zapominamy o sierści w jedzeniu, konieczności dzielenia się suchym chlebem i bananem, wierceniu się w nocy na zasadzie: raz zimno, raz gorąco, piszczeniu z emocji, gdy coś nietypowego się dzieje. Małe białe wydoroślało, zmężniało, nabrało masy mięśniowej (choć wielu mówiło, że to niemożliwe) i stało się ideałem psa: zarówno pod względem zachowania, jak i wyglądu.
A ponieważ już tak mu słodzę, to pokażę też parę sztuczek z dziś – co by nie było, że moje słowa są bez pokrycia 🙂
Close Menu