Wstępnie udało mi się przejrzeć ankiety i tematem, który chcielibyście, aby się pojawił – był temat codzienności z Małym Białym. Faktycznie, wiele piszę o tym,  jak walczyć z problemami, a mało o tym, jak wygląda nasz zwykły dzień. Jako że jednak zwykły dzień nie jest niczym rewelacyjnym, opiszę to w nieco większej perspektywie.

Zadanie: sen

Nie zdziwię Was chyba bardzo tym, że głównym zadaniem Małego Białego na co dzień jest sen. A może właśnie zdziwię? Niejednokrotnie pisaliście do mnie, co zrobić z psami, które biegają cały dzień i zachęcają do zabawy. U nas problem ten nie występuje – jedyne, do czego zachęca nas Mały Biały, to przykrycie go ciepłym kocem, zwłaszcza teraz, gdy zrobiło się chłodno. I naprawdę, jest to bardzo wygodne, dlatego polecam Wam wszystkim nauczenie psa wyciszenia w domu – dom ma służyć przede wszystkim odpoczynkowi.
Z uwagi na naszą pracę praktycznie każdego dnia wstajemy o innej porze. W weekendy – jak większość pracującego społeczeństwa – staramy się odespać to, co odebrały nam obowiązki na tygodniu. Mały Biały nie ma z tym problemów i śpi dokładnie tyle, ile my. Praktycznie na palcach jednej ręki mogę policzyć te sytuacje, gdy on wstawał przed nami – i zwykle wiązało się to albo z nagłym hałasem tuż pod oknem, albo tym, że chciało mu się pić. I zazwyczaj po wykonaniu swoich obowiązków i zaspokojeniu potrzeb wracał na łóżko i włamywał się pod kołdrę.

Tak właśnie, Mały Biały z nami sypia. Nie przez całą noc – na początku zasypia w klatce. Ostatni spacer ma fundowany około 22-23, zależnie od dnia, i właściwie po nim idzie już do klatki. W rzadkich przypadkach przychodzi do nas, jeśli akurat oglądamy jeszcze jakiś film w salonie, ale zazwyczaj wykazuje jedynie ochotę na sen. Tak samo jest, gdy mamy gości – ok. 23 stwierdza, że jest już zmęczony tą popularnością, i idzie spać do klatki. Śpi w niej różnie, często zależnie od pory roku. W lecie bywały takie dni, że praktycznie całą noc przesypiał sam; zimą potrafi przyjść do nas już ok. 2-3 w nocy. To też jest cały rytuał: wychodzi z klatki i otrzepuje się. Wtedy jedno z nas się zwykle budzi i czeka, aż panicz wejdzie na łóżko, co by go przykryć, bo inaczej zostaniemy zbudzeni oboje, a to się zwyczajnie nie opłaca. Kilkakrotnie, gdy byliśmy bardzo zmęczeni i nie zbudziliśmy się w nocy, Mały Biały przychodził, siadał i paczał… Zazwyczaj na mnie, czasami nad moją głową. Wpuszczony pod kołdrę zwija się w kulkę i zasypia, aby po pewnym czasie stopniowo się rozprostować i wypełznąć, wystawiając głowę między naszymi poduszkami.
Czy taki układ mi odpowiada? W zasadzie tak, bo jednocześnie wiem, że gdybym zamknęła go na noc w klatce, to też by nie protestował i mnie nie budził. I gdybym w nocy zgoniła go z łóżka do klatki, to też by poszedł bez większych oporów. A mnie w nocy jest wiecznie zimno, więc biorę sobie ten mały termofor i przytulam. Przytuliłabym się do męża, ale jemu jest dla odmiany wiecznie gorąco i nas ciągle odsuwa 😉

Spacer? Chętnie!

Pytacie, ile razy Mały Biały wychodzi na spacery, a także, na jak długo. A ja nie jestem w stanie Wam na to odpowiedzieć, bo to kolejna zmienna. Najbardziej stałe są dwa spacery: poranny, na który Mały Biały wychodzi ze mną, i wieczorny, ostatni, na który wychodzi z Michałem. Podzieliliśmy się, bo ja nie znoszę wychodzić w porze, w której lubię już siedzieć w piżamie, za to wstaję wcześnie i poranny spacer jest dla mnie przyjemnością. Wieczorny trwa zwykle tak długo, jak trzeba – czyli albo jest to rundka na siku, albo dłuższa rundka za obiema potrzebami. Poranny spacer, zwłaszcza jesienią i wiosną, spędzamy często aktywnie. Zazwyczaj jest dłuższy, czasem tylko polega na zwiedzeniu osiedla (codziennie inną trasą, co by nie było nudno), częściej jednak łączy się z różnymi zabawami, ćwiczeniami. Nie mam jednej określonej długości takiego spaceru, bo trwa tyle, ile oboje z psem uznamy za stosowne. W aktywnej formie łączy chodzenie luzem po jakimś bezpieczniejszym terenie, węszenie, załatwienie potrzeb, ćwiczenia na posłuszeństwo i zabawę piłką.
DSC01170 — kopia
Dodatkowo zazwyczaj robimy jeszcze dwa spacery. Spacer drugi z kolei jest taki trochę dodatkowy, więc zazwyczaj oznacza jedynie wyjście za potrzebą. Spacer trzeci następuje w bardzo krótkim czasie po drugim i zwykle jest kolejnym dłuższym spacerem. Czasem spacerują tylko panowie, a czasami – jeśli czas na to pozwoli – przyłączam się i ja. Oznacza to często zwiedzanie miasta, włóczenie się po bezdrożach, czasem spacer na pola.
To wszystko na tygodniu – weekendy zwykle mamy aktywniejsze, głównie z uwagi na odpoczynek od pracy. Jeśli tylko pogoda pozwala, staramy się albo gdzieś pojechać z psem (zazwyczaj gdzieś = do lasu), albo pójść na dalszy spacer. Dystanse robimy najróżniejsze, 10 kilometrów samego chodzenia + zabawa to opcja najczęstsza i najbardziej optymalna. Staramy się, aby te spacery były inne od tych na tygodniu, czyli wybieramy miejsca, gdzie nie ma wielu ludzi i psów, gdzie podłoże różni się od miejskiego i gdzie jest wiele ciekawych zapachów i wyzwań. Tak jak np. tutaj.

Mały Biały w domu

Ostatnią opisywaną przeze mnie kategorią będzie to, jak Mały Biały radzi sobie w domu. Otóż zazwyczaj po powrocie z porannego spaceru mały zdrajca idzie spać do swojego pana, pakując się pod kołdrę, a ja, obudzona chłodem (zwłaszcza ostatnio!), siadam do pracy. Mały Biały w sumie swój sen przerywa tylko na jedzenie, zmianę pokoju (gdy łóżko jest już zaścielone) oraz obserwację świata przez okno. No i oczywiście spacery.
Oboje prowadzimy swoją działalność w domu, dlatego też nie chodzimy do pracy jak większość osób, choć zdarzało się nam to wcześniej. Nasza praca odbywa się w naszym mieszkaniu, więc często zdarza się, że Mały Biały przychodzi do któregoś z nas w trakcie dnia i śpi na kolanach. Jednocześnie, gdy tylko jest taka potrzeba, bez problemu zostaje sam – z uwagi na ilość pracy, często zakupy czy załatwianie spraw przerzucamy na dziwne godziny, i pies nie ma z tym problemu. Zostaje na dłużej w klatce albo na krócej luzem, co jest wielką poprawą po lęku separacyjnym, na który cierpiał jeszcze dwa lata temu, i który ciągle gdzieś siedzi mu pod skórą.
To jednak, że pracujemy w domu, nie oznacza, że zajmujemy się cały dzień psem. Pracujemy normalnie, 7-8 rano do ok. 17, przerywając jedynie na obiad i spacer z psem. W tym czasie pies nie może nam przeszkadzać i tego nie robi – śpi. To już zasługa wprowadzonej rutyny, która pozwoliła psu wyregulować jego własny przebieg dnia, a jednocześnie nie jest na tyle zdradziecka, aby w razie zmian powodować kłopoty. Potem następuje czas na różne zabawy, ćwiczenia i sztuczki, które w razie niepogody są bardziej intensywne w domu.
DSC00985 — kopia
Jak widzicie, dzień Małego Białego nie różni się wiele od dni, które spędzają inne czworonogi należące do pracujących osób. Na szczęście wspomniana już konsekwencja, cierpliwość i jasne zasady pozwoliły nam opracować takie zachowanie w domu, które nie przeszkadza na co dzień i jest wygodne dla obu stron. I tak jak wszyscy, nasza trójka również z niecierpliwością wypatruje weekendów 🙂

Close Menu