Każdego dnia dokonuje się bardzo wiele adopcji psów – zarówno z fundacji, jak i z rąk wolontariuszy czy osób prywatnych. Wszystkie mają to samo zadanie: znaleźć psu nowy, dobry, odpowiedni dla jego potrzeb dom. Jak jednak znaleźć ten dom, kiedy ukrywa się prawdziwy charakter i nawyki psa, aby ktoś wziął go czym prędzej? Czy faktycznie jest to dla psa coś dobrego?
Kilkuletnia, kochana suczka z wadą powieki czeka na dom
Kłamstwa wypowiadane przez osoby zajmujące się adopcjami mogę podzielić w zasadzie na cztery kategorie. Pierwsza z nich to kłamstwa, z których osoby koordynujące adopcje nie zdają sobie sprawy. Ten brak świadomości o kłamaniu zwykle bierze się po prostu z braków w wiedzy. Jeśli zajrzymy w ogłoszenia adopcyjne, to praktycznie każdy ogłaszany pies jest określany jako „kochany, biedny, potrzebujący miłości i przytulania”. Jest to oczywistym kłamstwem, bo niemożliwe jest, aby wszystkie te psy miały dokładnie takie same charaktery – kiedy jednemu potrzebne jest miękkie prowadzenie i faktycznie wylewność w uczuciach, to drugiemu potrzebna jest raczej szorstka miłość. To przykre i przerażające, że nierzadko osoby, które zajmują się adopcjami, w psie widzą jedynie małą, biedną istotkę, która potrzebuje wiele miłości i współczucia i której należy zadośćuczynić za wszelkie dotychczas doznane krzywdy. Zwłaszcza, że rzadko kiedy tak faktycznie jest – pies potrzebuje przede wszystkim stabilizacji, wzajemnego zaufania, nawiązania więzi i pokazania, jak powinien żyć, aby wszyscy byli szczęśliwi. Krótko mówiąc: potrzebuje rozwagi, konsekwencji i cierpliwości. A nie ciumciania, spania pod kołderką i noszenia na rączkach.
Druga kategoria kłamstw to kłamstwa wypowiadane z nadzieją na to, że będą miały magiczną moc. Czyli: jak powiemy, że pies zostaje sam w domu, to może zadziała magia i faktycznie po adopcji będzie zostawał pięknie sam. A jak nie będzie, to zwalimy na stres poadopcyjny. Owszem, stres ma tu wiele do powiedzenia i często zmienia zachowanie psa, zwłaszcza w pierwszych dniach. Jednakże jest różnica między stresem poadopcyjnym a wydaniem komuś pracującemu na pełen etat i mieszkającemu w bloku psa, który cierpi z powodu lęku separacyjnego i niszczy, wyje przez parę godzin czy załatwia się w domu. 
Trzecia kategoria kłamstw to kłamstwa z serii „jestem debilem”. Przykro mi, że piszę to tak bezpośrednio i obcesowo, ale nie można inaczej określić działań osoby, która 10 kg, białego kundelka  z łatką, nie podobnego zupełnie do niczego, ze stojącymi uszami, długimi łapami i krótkim psykiem ogłasza jako jack russell terriera. „Bo łatwiej znajdzie dom”. Żeby taki pies znalazł dom jako jack russell terrier, to obie strony muszą mieć coś nie tak z głową. Zwłaszcza, że często opis i wygląd psa naprawdę nie ma wiele wspólnego z wyglądem, nie mówiąc już o charakterze. 
Młody, średni, nastawiony na człowiek pies szuka domu
Czwarta kategoria kłamstw to kłamstwa opowiadane z premedytacją – bo gdyby powiedzieć prawdę, to nikt by nie chciał psa. Niestety, jest to najgorsza kategoria kłamstw, ponieważ często wówczas zatajone zostaną istotne dane dotyczące zachowań danego czworonoga i faktycznie, gdyby zostały ujawnione, to chętny by psa nie wziął. A, że ktoś kłamie – czy to mówiąc wprost coś, co prawdą nie jest, czy to zatajając pewne rzeczy – to pies idzie do nowego domu.
A teraz zastanówmy się, kto w tej sytuacji jest wygranym, a kto przegranym. Moim zdaniem jedyny wygrany – a i to niekoniecznie i nie zawsze – to ten, który psa wydaje. Dlaczego? Bo idą mu do góry statystyki. Bo może się chwalić, ile to psów nie wydał – a, wierzcie albo nie, takie przechwałki to często spotykana rzecz. Bo ma z głowy kolejnego psa i może potem mówić, jak to wydało adopcji bardzo trudnego psa i jaki to cudowny dom ma. Oczywiście, o ile z tego domu nie wróci albo nie będzie przerzucony gdzie indziej, o czym często taka osoba koordynująca adopcję nie ma pojęcia, bo zwyczajnie się tym nie interesuje – jeszcze zapyta i co, ktoś stwierdzi, że chce oddać – a wtedy problem! Poszkodowany natomiast z pewnością jest dom, który takiego psa weźmie, oraz pies, który trafi do nieodpowiedniego domu. Skoro ktoś bowiem szuka niedużego psa, który nie będzie agresywny do ludzi, a dostaje psa o wiele cięższego, z wyskokami pod postacią warczenia i gryzienia, jak mu się coś nie spodoba – to raczej nie jest zbyt szczęśliwy? I ma moim zdaniem prawo do złości o szukania takiemu psu kolejnego domu. Problem w tym, ze aby taki dom się znalazł, znów trzeba kłamać, bo kto będzie chciał psa, który gryzie?A biedny pies znów będzie przerzucany z kąta w kąt. Sytuacje, gdy właściciele próbują mimo wszystko pracować, nie są takie częste – zdarzają się może w 1/4 przypadków, a prawie wcale, gdy pies wykazuje agresję do innych zwierząt, które są w domu, albo do ludzi. 
Jest również inny minus takiej sytuacji – osoba, którą okłamano w czasie adopcji, nigdy więcej nie zechce psa „z drugiej ręki”, czyli albo (optymistyczna wersja) weźmie psa z hodowli, albo (realistyczna wersja) weźmie psa z pseudo. 
Ale co tam, ważne, że piesek znalazł domek i jest się czym pochwalić.

W notce znajdują się zdjęcia dwóch psów, które są pośrednio pod naszą opieką. Szukają domów – jak wiele innych. Może akurat znajdą wielbiciela? Są w schronisku, wiemy o nich niewiele – ale przynajmniej nikogo nie okłamiemy.
Close Menu