Bieszczady z psem: Jawornik

Mieliśmy okazję po raz pierwszy w życiu być w Bieszczadach, i to od razu z Małym Białym! Z tej okazji postanowiliśmy przygotować dla Was kilka notek, a oto pierwsza z nich: wejście na Jawornik.

Czy da się jechać w Bieszczady z psem?

Wszystkich jadących w Bieszczady z psem muszę nieco rozczarować. Nie wejdziecie tutaj z psem wszędzie, zwłaszcza jeśli kochacie wędrówki po górach. Nasz pierwszy wyjazd był dość chaotyczny pod kątem zakwaterowania, dziś wiem, że zaplanowałabym więcej spacerów w innych terenach – nie było niestety czasu. Niemniej jednak – na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego jest dość ogólny zakaz poruszania się z psem po ścieżkach przyrodniczych oraz szlakach turystycznych, wyłączając z tego oczywiście drogi publiczne. Z psem wejść tutaj mogą jedynie osoby niepełnosprawne. Ale o tym zakazie i jego tłumaczeniu ze strony pracowników rozmaitych instytucji parkowych – oraz podejściu psiarzy do tematu – będzie niebawem. Tymczasem jednak warto dodać, że z psem można poruszać się na innych obszarach leśnych (przypominam tutaj o zasadach obowiązujących w całym kraju) oraz po terenie Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego – pod warunkiem, że pies jest na smyczy.

Punkt wypadowy: Wetlina

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w Wetlinie, gdzie mieliśmy kwaterę. Wetlina to dość znana, acz niewielka miejscowość położona w samym sercu Bieszczadów. Można tutaj dojechać w krótkim czasie zarówno do Czech, jak i Słowacji, a w wolnej chwili odwiedzić nieodległe Jezioro Solińskie. Na miejscu trasy prowadzą w stronę Cisnej po Ciśniańsko-Wetlińskim Parku Krajobrazowym, zaś w stronę Ustrzyk Górnych – po Bieszczadzkim Parku Narodowym. Dla osób, które jadą bez czworonogów albo znajdą dla nich pewnych opiekunów na czas swojej dłuższej wyprawy, polecamy przejście dwiema połoninami: Wetlińską oraz Caryńską, obiema położonymi na terenie BdPN.

W samej Wetlinie można bardzo dobrze zjeść w jednej z kilku restauracji oraz karczm, choć mamy swojego faworyta, o którym niebawem – podobnie jak i o samej miejscowości.

Wejście na żółty szlak

Z doświadczonego mogę polecić wszystkim piechurom wejście dłuższym, żółtym szlakiem, który jednak nie biegnie tak stromo pod górę jak szlak zielony. Dodam, że na całym szlaku widzieliśmy tylko dwie osoby, również z psami, i to nawet się nie mijaliśmy – oczywiście byliśmy poza głównym sezonem turystycznym, ale i tak jest to nie lada wyczyn. Na szlak żółty wchodzimy w Wetlinie od strony Cisnej, a części wsi zwanej Starym Siołem. Niedaleko wejścia na szlak znajduje się przystanek autobusowy dla tych, którzy nie mieszkają na miejscu, a także niewielki sklepik oraz bar.

Pierwszy kawałek idzie się dość mozolnie i nudno – asfaltem pod górę. Jeśli już na tym etapie się zmęczycie, wiedzcie, że potem będzie tylko gorzej. Byliśmy szczerze zaskoczeni, że podejścia są tak strome, biorąc pod uwagę wielkość samych gór oraz fakt, że zwykle wchodzimy na wyższe. Gdy miniemy ostatnie zabudowania, wyjdziemy na kawałek płaskiego terenu, aby przepiękną, ogromną polaną przejść do lasu.

Droga na Jawornik według mapy zajmuje od momentu zejścia z głównej ulicy około godziny i czterdziestu pięciu minut. My jednak weszliśmy tam nieco szybciej, zajęło nam to około półtorej godziny. Idzie się głównie lasem, po wykonanych specjalnie do tego celu, drewnianych podestach, a także stopniach zabezpieczonych belkami. Po deszczu jest tutaj nieco ślisko, ale bez problemu da się powoli przejść, zwłaszcza na etapach leśnych, gdzie w pięciu się pod górę pomagają korzenie drzew, tworzące naturalne schody.

Jawornik i okolice

Na sam Jawornik idzie się właściwie cały czas pod górę, mijając może dwa krótkie odcinki płaskiego terenu oraz kilka spadków. Las przetykany jest polanami z piękną, dziką roślinnością, która wdziera się na ścieżki, pod nogi turystów. Przeważa tutaj ogromny wręcz łopian, którym w pewnych miejscach pokryte są całe polany. Uważać należy jedynie pod nogi, aby w upalne dni na odsłoniętych i nasłonecznionych ścieżkach nie natknąć się na jadowitą żmiję zygzakowatą. My w trakcie swoich podróży w innym miejscu Bieszczad natknęliśmy się na szczęście jedynie na zaskrońca.

Tuż przed Jawornikiem znajduje się duża polana z naturalną ławeczką, na której spokojnie można odpocząć, podziwiając przepiękną panoramę części pasm bieszczadzkich. To tutaj umiejscowiony jest właśnie punkt widokowy – dosłownie 20 metrów przed samą tablicą obwieszczającą nam, że dotarliśmy do celu wędrówki. Przebywając na polance, starajmy się uważać pod nogi oraz nie wchodzić i nie wpuszczać psów w wysoką i bujną roślinność – ze względu na własne czy psie bezpieczeństwo, ale również dlatego, że według oznaczeń znajduje się tutaj jedno z większych stanowisk owadzich. Nie doszłam jeszcze do konkretnych informacji, jakie są to owady, lecz zdaje się, że to gatunki chronionych w Bieszczadach biegaczy.

DSCN5737-2

Sam Jawornik jako szczyt nie jest specjalnie imponujący – polanka z punktem widokowym znajduje się parę metrów niżej niż właściwy szczyt, który jest zupełnie zalesiony. Wysokość szczytu to 1021 m. n.p.m.. Ten konkretny Jawornik leży w paśmie granicznym Bieszczadów – jest bowiem jeszcze inna góra o tej nazwie, położona w paśmie połonin. Dlaczego pasmo graniczne? Schodząc w stronę żółtego szlaku, w kierunku szczytu i punktu widokowego Paprotna oraz dalej – do Rabiej Skały – będziemy poruszać się częściowo na granicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego.

Zejście zielonym szlakiem

My jednak wybieramy opcję zejścia zielonym szlakiem z powrotem do Wetliny. Tutaj droga jest krótsza – zajmie nam według mapy około czterdziestu pięciu minut, jednak jest bardzo stroma i trzeba na niej uważać zarówno tuż po deszczu, jak i przy dłuższych okresach suszy – robi się ślisko i z łatwością można w najlepszym razie zjechać na tyłku, a w najgorszym – połamać nogi. Ja musiałam uważać szczególnie, jako że Mały Biały szedł na pasie i amortyzatorze i każde pociągnięcie mogło skończyć się kiepsko.

Po drodze minąć można jeszcze kilka stanowisk chronionych owadów, a także dziwne miejsce z postawionym i położonymi krzyżami. O tym również nie udało mi się znaleźć informacji, ale na pewno będę dalej próbować 🙂 Zejście zielonym szlakiem następuje przy drugim przystanku PKS oraz wetlińskim kościele.

Trasa zajęła nam w sumie około pięciu godzin, przy czym dość dużo czasu spędziliśmy na polanie, rozkoszując się ciszą, dziką przyrodą oraz pięknym, bieszczadzkim słońcem – pogoda była wymarzona do chodzenia po górach. Oczywiście nawet wówczas, gdy nie ma upału, należy pamiętać o odpowiednim nawadnianiu siebie i psa – szczególnie że ten drugi sam nie poprosi nas o wodę.

  • Sensi The Amstuff

    My w ten weekend wróciliśmy z Bieszczad 😉 Też byliśmy na Jaworniku, tylko szliśmy w drugą stronę – wejście zielonym, zejście żółtym. Dopiero teraz trafiłam na Wasz post, a szkoda 🙁 Nasze w przygotowaniu, więc zapraszamy do Nas niedługo 🙂

  • Będąc w Wetlinie wybrałem się w zimie na Jawornik. W okolicach kościoła w Wetlinie przyłączył się do nas miejscowy pies. Warunki były dość trudne, nieprzetarty szlak, śnieg miejscami po pachy. Dodatkowo na drzewach przez szadź nie było widać szlaku.

    Nie widzieliśmy oznaczeń na drzewach ale pies czując ścieżkę pod nami torował nam drogę w tym kopnym śniegu. Miejscami zapadaliśmy się nawet po pachy.

    Pies doprowadził nas na sam Jawornik z którego zeszliśmy do Starego Sioła już przetartą ścieżką. W zrobiliśmy specjalne zakupy dla naszego przewodnika i w ten sposób odwdzięczyliśmy się za jego towarzystwo oraz pomoc na szlaku.

    Kilka zdjęć z tej wyprawy w tym zdjęcia naszego przewodnika dostępne jest pod adresem: http://tuwypoczniesz.pl/galeria-zdjec/241-bieszczady-zima.html