Jeździmy sobie z Małym Białym po całej Polsce, odwiedzając różne miejsca i chodząc nie tylko na długie spacerki w otoczeniu natury, ale również tam, gdzie cywilizacja jest obecna i bardzo odczuwalna. Jednym z moim ukochanych miejsc jest Zamość, w którym spędziłam piękne lata i który odwiedzamy kilka razy do roku.

zamość

Padwa Północy

Pewnie część z Was kojarzy Zamość – jedno z zabytkowych miast na wschodzie Polski, w województwie lubelskim. Miasto zwane jest Padwą Północy, posiada przepiękną architekturę, zostało w 1992 roku wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO – głównie w zakresie Starego Miasta, jego budowli i otaczających go fortyfikacji.
Parę lat temu miasto otrzymało, dzięki staraniom prezydenta Zamoyskiego oraz kadry młodych specjalistów, znaczne dofinansowanie na odrestaurowanie całego Starego Miasta. Znacznie przebudowane zostało również ZOO, które na początku mieściło się na Starówce, a z czasem przeniesione zostało w obecne miejsce.
Właśnie to Stare Miasto odwiedziliśmy ostatnio przy okazji wizyty w moich rodzinnych stronach. Oczywiście, po kilku godzinach spaceru po mieście zawitaliśmy na Rynek, gdzie – również zgodnie z tradycją – postanowiliśmy zasiąść w jednym z wystawionych już ogródków przy restauracjach i barach. Wybraliśmy Blue Pub, który darzę sympatią i sentymentem – i był to strzał w dziesiątkę.

Blue Pub

Blue Pub to jeden z pubów położonych już od co najmniej 10 lat przy Rynku w Zamościu, pod adresem Rynek Wielki 4. Zazwyczaj obejmuje część piwnic pod głównym chodnikiem miasta, budując niesamowity klimat do spotkań ze znajomymi oraz przyjaciółmi. W ciepłe miesiące, jak wszystkie lokale przy Rynku, wystawia swój ogródek, który w ciągu ostatnich lat zmienił się nie do poznania – piękne krzesła, koce na każdej z ławek i flakoniki z naturalnymi kwiatami na stołach. Dodać do tego sprawdzoną „starą gwardię” za barem oraz przemiłe kelnerki – i mamy w sumie doskonałe miejsce na spędzenie miło czasu.
Oczywiście, zanim wpakowaliśmy się całą grupą z psem, zapytałam, czy z psem można. Wielu psiarzy wchodzi do baru „na pewniaka”, ale to trochę nie fair – głupio czułabym się, gdybym siadła i nagle okazałoby się, że muszę wyjść z terenu lokalu, bo mam psa. Kultury nigdy za wiele – i okazało się, że nie ma żadnego problemu, aby przyjść z psem.
Przemiłym zaskoczeniem było to, że wraz z menu dla nas przyniesiona została czysta psia miska pełna wody, z której Mały Biały szybciutko skorzystał. Lokal nie leży tuż przy wejściu na Rynek, dzięki czemu nawet gdy usiądziemy przy barierkach – co zwykle robię, gdy jestem z psem – nie będzie za płotem tłumu osób chcących natychmiast i koniecznie pogłaskać psa. A widok z baru – przepiękny 🙂

Dla wielu z Was na pewno to takie „nic”, że gdzieś wpuszczają ludzi z psami. Tymczasem niestety nadal istnieje wiele miejsc, gdzie psiarz nie może wejść ze swoim podopiecznym. Ja takie miejsca bojkotuję i nie przychodzę do nich nawet bez psa, jednocześnie jednak utrzymując zdrowy rozsądek – nie wszędzie z psem trzeba i należy iść. Druga strona medalu to psiarze, którzy nie potrafią zapanować nad swoimi czworonogami, wywołują zamieszanie, chaos i generują straty, a przede wszystkim – przeszkadzają gościom, a więc i obsłudze. Aby więc takich miejsc jak Blue Pub było więcej, zachęcam do rozsądnego oceniania, czy z Waszym psem faktycznie można wejść do lokalu, a także kultury zachowania przed wejściem i w trakcie wizyty. Może uda nam się stworzyć listę psiolubnych miejsc w najciekawszych miastach Polski? 🙂

Close Menu