Dziś opowiem co niego o spacerowych przypadkach, z którymi mieliśmy okazję się zetknąć. Ciekawe, czy znajdziecie w nich odbicie swojego otoczenia 🙂

 

 

Biedny, bo posłuszny i całkowita wariacja

 

Dziś rano idę sobie z Małym Białym na pierwszy spacer. Idziemy chodnikiem, gdzie porusza się dość dużo osób zarówno pieszo, jak i na rowerach, więc młody idzie przy nodze, aby nikomu nie zawadzać i aby samemu nie zostać zdeptanym/rozjechanym. Z naprzeciwka idzie sobie wraz z dwójką dorosłych dzieci znana mi i innym psiarzom pani. Pani jest znana głównie z tego, że trzyma w mieszkaniu sześć psów (choć to akurat nie jest żadnym przestępstwem), z których każdy drze paszczę nawet na lecące listki i jest nieprzyjazny – delikatnie mówiąc – do innych psów. Dwa psy to dorosłe zwierzaki – jamnik i spanielka, jak się pewnie domyślacie, rodzice miotu. Z miotu zostawiła sobie pani cztery szczeniaki, niepodobne do matki, trochę podobne do ojca – kundelki, takie „wariacje na temat”. Z psami wychodzi parami. Słychać ich z daleka, co daje ten plus, że można szybko zdezerterować – inaczej wraz ze swoim czworonogiem jest się narażonym na obszczekanie (w najlepszym przypadku) albo obskoczenie i pokąsanie (w najgorszym przypadku – zdarzyło się zaprzyjaźnionemu labradorowi). Psy idą na smyczach i obrożach dosłownie na dwóch tylnych łapach, bo cały czas ciągną w różnych kierunkach, wyrywają się, charczą i szczekają. Wszystkie psy – te dorosłe i te młode (mają pewnie ok. roku). Najspokojniejszy jest jamnik, któremu wyraźnie szczekanie się nudzi. Oczywiście, pani nad psami nie panuje, nie umie uciszyć, ledwo utrzymuje i po nich nie sprząta, bo przecież po co? W każdym razie, pani sobie idzie z dziećmi, mija nas i słyszę komentarz dziewczyny na tego Małego Białego „Ojej, jaki biedny, musi iść przy nodze!”. No tak, w porównaniu z ich furiatami to mój pies jest biedny, bo widocznie mniej rozhisteryzowany. Wszystko zależy od drabiny wartości, jak widać 😉

 

York i pani w zdechłym zwierzęciu

 

Poprzedniej jesieni szliśmy sobie na kulturalny spacer po jednym z wrocławskich parków. Młody akurat na smyczy, bo idziemy alejkami, a tu jeżdżą rowery, biegają dzieci. Z przeciwnej strony zbliżają się w naszym kierunku dwie panie – starsza i młodsza, prawdopodobnie matka i córka, przy czym córka już po 50-tce. Przed paniami (w futrach, zdechłych zwierzaczkach się znaczy) kroczy york, z 2 kg wagi, oczywiście bez smyczy, no bo po co? Pani młodsza nas zauważa i… krzyczy do psa „Niunia, nie wolno gryźć pieska!”. Oczywiście, reakcję „Niuni” można przewidzieć – biegnie wprost na nas z warkotem, tym szybciej, im bardziej narasta wołanie pańci. Dopada do nas i z zębami na wierzchu rzuca się na Małego Białego, który piszczy, bo jemu nie w głowie bójki i zadzieranie – yorczka natomiast zupełnie nie reaguje na CSy, tylko bez opamiętania próbuje ugryźć. Oczywiście w końcu młody wylądował u mnie na rękach, wciągnięty na szelkach, a yorczkę odgoniłam z niekulturalną polszczyzną na ustach. Pani – przejęcia atakiem psa zero, jedynie może tym, że jak śmiałam tupnąć na jej sunię. Pytam, gdzie ma smycz – nie ma. Sugeruję, żeby sobie kupiła, bo to wstyd, że smyczy nie ma, skoro ją stać na futro. I dostaję parę miłych słów, którym nie pozostaję dłużna. To chyba jedyna sytuacja, w której tak się wkurzyłam, że aż musiałam sobie usiąść, bo zaczęłam się trząść! Bo oczywiście, zdaniem pani, taki mały piesek, nawet agresywny, może chodzić luzem – bo nic nie zrobi. No, zęby z gumy pewnie ma, więc typowy przykład na stereotyp małego pieska. Co ciekawe – za jakiś kwadrans na nasz widok pani zapięła psa na smycz i pospiesznie skręciła w inną uliczkę z całym towarzystwem.

 

Kółko spacerowiczów… leżących

 

Ta sytuacja czy może ten przypadek to coś, czego nie jestem w żaden sposób zrozumieć. Wyobraźcie sobie, że w środku miasta tak dużego i ruchliwego w godzinach popołudniowych, jak Wrocław, jest sobie łączka. Z jednej strony rzeka, z drugiej ulica z czterema pasami ruchu i torami tramwajowymi. Łączka może  60 na 40 metrów, zwykle dość zaśmiecona, z jednej strony menelnia. Chodzimy sobie tam, gdy trzeba iść szybko za potrzebą albo psu porzucać piłkę, a nie ma czasu jechać do parku – ale jest to zwykle spacer max półgodzinny i bardzo aktywny, po którym pies śpi przez większość dnia. Natomiast jest grono właścicieli psów, którzy zabierają tam swoje czworonogi codziennie (nie żartuję – są tam każdego dnia), czy to zima, czy lato, czy jest super upał, czy mróz poniżej -20. Państwo stoją zwykle przy barierce albo siedzą (miesiącami letnimi) i plotkują, często odwracając się tyłem do łączki, gdzie luzem biegają ich psy. Pominę fakt, że po psach tych nie sprzątają oraz, że je wyczesują na tym trawniku, a potem ja muszę łuskać zaślinioną piłkę z kudłów obcego psa. Nad psami, jak można się domyślać, panują średnio; na tyle średnio, że jedna z suczek kiedyś podłączyła się do nas, gdy szkoliłam psa, i była dość łasa na smaczki – jej pan miał wszystko gdzieś. Wesołej kompanii nie przeszkadza, gdy psy ze sobą kopulują na środku trawnika – śmieją się jedynie, że takie „niewyżyte”. Nie przeszkadza im też, gdy ich puszczone luzem psy przebiegną po innym psie, mniejszym – na przykład moim. Ani, gdy zabiorą innemu psu zabawkę (my akurat staramy się nie bawić zabawkami przy innych, obcych psach, ale znajomej pani się to zdarzyło). Jako że państwo siedzą zwykle w grupce około pięcioosobowej przez dwie-trzy bite godziny w jednym miejscu, to psy, po zasraniu trawnika, zrobieniu paru kółek i ew. czynnościach sezonowych – kładą się i leżą. W deszcz chowają się pod drzewa, a i tak mokną. Czasami leżą przy dużym mrozie na śniegu, bo ich właściciele przyszli sobie poplotkować. A jak przyjdzie ktoś, kto z psem ćwiczy – to bardzo chętnie go obgadają tak, jakby ta osoba była niespełna władz umysłowych i nie mogła ich zrozumieć, bo nawet nie silą się na ściszenie głosu. W zasadzie są ludźmi nieszkodliwymi, może nieco infantylnymi. Ale lubią się chwalić, że oni to siedzą na tej łączce codziennie po 2 godziny i pies jest tyyyyyleeeee na dworze („sąsiadka nas widuje, nie?”), a inne psy to nie mają tak dobrze. Bo oni nie widzą tych psów na tej łączce – wszak zaś nie ma innych terenów spacerowych, innych godzin wyjść z psami ani innych aktywności. Że o jakości spaceru nie wspomnę.

 

Close Menu