Nie od dziś wiadomo, że dotyk jest jednym z bardzo wpływających na organizm czynników. Z tego też powodu niektóre techniki uspokajające, stosowane u ludzi, polegają na masowaniu i uciskaniu konkretnych punktów na ciele, czy też po prostu na poddawaniu się regularnej terapii masażem. Dlaczego więc nie można by używać dotyku i masowania jako terapii dla pobudliwych psów?

Istnieje taka dziedzina masażu, która zwie się TTouch i generalnie została opracowana dla koni, ale sprawdza się również u psów. Opiera się ona na założeniu, coraz bardziej popieranemu przez naukowców, że wszelkie blokady fizyczne i psychiczne mogą być zwolnione przy użyciu odpowiednich technik masowania, ponieważ w ten sposób przesyłane są istotne informacje przez neuroreceptory do mózgu. Techniki te wydają się być ciekawe i przydatne, dlatego poluję obecnie na jakieś ciekawe seminarium albo przynajmniej książkę odnośnie tego zagadnienia.
Tymczasem jednak masowanie swojego psa może przynieść również wiele pozytywnych efektów. Przede wszystkim, przez pozytywnie kojarzony dotyk budowana jest z psem więź – nie da się temu zaprzeczyć, jednak wielu właścicieli psów „robi to źle”. Głaszczą, poklepują i ugniatają psa, który zaczyna dyszeć, odwraca wzrok i ziewa, pokazując, jak tylko może, że zupełnie mu się to nie podoba. Małe białe też początkowo nie lubiło zbyt dużego dotyku – z czasem się jednak przekonało, choć nadal w trybie pracy jest raczej „niedotykalski”, chyba że akurat ma wyćwiczone inaczej. Osiągnęliśmy moment, w którym małe białe przychodzi do nas, złaknione właśnie dotyku – kładzie się obok, podkłada się do głaskania, wtula się. Pominę, że część nocy spędzam z głową opartą o głowę małego białego, z ręką zazwyczaj sięgam ponad nim – i tak przytuleni sobie śpimy (chyba, że akurat wypadnie mi noc, w której małe białe kopie mnie swoimi psimi raciczkami, wtedy odsuwam się aby dalej 😉 ). Część dotyku sobie… wyklikaliśmy i wykształtowaliśmy, część budowaliśmy na podstawie pozytywnych skojarzeń, np. „jak mnie dotykają, to zaraz będzie działo się coś super”.
Jednak, do rzeczy. Jakiś czas temu brałam udział w nagraniu, a raczej – reżyserowałam, a małe białe sobie trochę występowało. Jednak jak to małe białe, pobudziło się bardzo faktem, że o dziwnej porze jesteśmy w nieznanym miejscu, gdzie jest masę nowych osób, dużo rozmaitych zapachów i jeszcze żarcie, więc wykonywało typową dla swojego pobudzenia rzecz – piszczało. No, może nie brzmi to jak piszczenie, a raczej jęczenie – na wdechu się zaczyna, na wydechu kończy, i tak wciąż i wciąż. Ponieważ tym razem towarzystwo, choć teoretycznie powinno być zaznajomione z behawiorem zwierząt, to w praktyce nie było, nieświadomie małego białego nakręcało. Zastosowałam więc typowy chwyt, który pozwala małemu białemu na wyciszenie bez dodatkowych elementów takich, jak klatka – wzięłam go na ręce, a raczej na rękę, położyłam na przedramieniu tak, że leżał na nim brzuchem, a nogi mu zwisały po dwóch stronach, głowę ułożyłam mu na dłoni i tak sobie wisiał. Po minucie wiszenia i delikatnego uklepywania po żebrach pies… zaczął przysypiać! Po kwadransie był już totalnie śpiący, uspokojony, rytm serca i oddechu wrócił do normy, piszczenie zniknęło.
Na podstawie powyższych doświadczeń postanowiłam sprawdzić, jak to jest z tym masowaniem, zwłaszcza, że miałam okazję przyglądać się, jak pokazuje takie techniki specjalistka. I przyznam, że mój masaż – choć z pewnością jest o wiele mniej profesjonalny, a nawet zwyczajnie amatorski – robi na psie wrażenie. Jako, że każdy pies jest inny, to i ja małego białego poznaję i dowiaduję się za każdym głaskaniem, co lubi, a czego raczej unikać. Przydatne tutaj jest również np. zginanie i prostowanie łapek (dobrze wpływa na mięśnie) czy po prostu rozcieranie mięśni, zwłaszcza przed i po wysiłki, choćby dłuższym spacerze.
Zachęcam więc – dotykajcie swoich psów, ale tak, żeby nie miały nic przeciwko! Po paru próbach będziecie mogli oddać się lekturze ukochanej książki, a drugą ręką miziać, głaskać, rozcierać i ugniatać swojego rozluźnionego psa, a przy tym budować wspólną więź 🙂
Close Menu