Kilkakrotnie spotkałam się z opinią, że Mały Biały ma z nami ciężko, bo są rzeczy, których jako pies nie może robić. Po prostu są zabronione, tępione i eliminowane, bo nam przeszkadzają i uważamy je za niepotrzebne. Usłyszeliśmy, że odbieramy mu „psiejskość” (cokolwiek to jest) i że biedaczysko miałby lepiej, gdyby był u kogoś, kto pozwala mu być psem. Czyt.: robić wszystko, na co ma ochotę. Tymczasem wydaje mi się, że każdy opiekun psa powinien jakieś zasady w domu wprowadzić i często to robi, choć może nieświadomie. Dajcie znać, czy u Was też występuje jakiś kodeks postępowania i co wchodzi w jego skład! A teraz zapraszamy na wpis.

1. Szczekanie bez sensu

Jeśli kazalibyście wymienić mi jedną cechę, której wręcz nie znoszę u psów, to zdecydowanie byłoby to szczekanie zupełnie bez sensu. Rozumiem ostrzegawcze szczeknięcie psa, który pilnuje terenu – ale niewiele psów faktycznie stróżuje. Większość idiotycznie ujada wzdłuż płotu, bo ktoś miał czelność przejść chodnikiem obok. Rozumiem też szczeknięcie psa przewodnika, który informuje swojego opiekuna o czymś. Jestem w stanie zrozumieć, że pies szczeknie na dźwięk pukania czy domofonu. Jeśli szczeka ciągle, bo coś usłyszał, to nie informuje, tylko ujada. Jeżeli jakieś szczekanie mi nie przeszkadza, to takie w trakcie psiej zabawy albo pracy na świeżym powietrzu. Mam niestety jednak nieszczęście mieszkać w bloku, w którym jest pies ujadający, bo ktoś wchodzi do klatki schodowej, i serio – jego szczekanie irytuje mnie jak mało co. Oczywistym jest, że często szczekanie jest bardziej zaprogramowane w psie, ale i w takiej sytuacji można zrobić cokolwiek, aby z nim walczyć. Wiem, bo to przerabiam – Mały Biały w innych warunkach byłby ujadającym, wkurzającym, małym pieskiem, zwłaszcza gdy jest na zamkniętym podwórku. Ujadaniu i wyszczekiwaniu przez cały dzień mówię stanowcze NIE! Oznacza to, że Mały Biały może szczeknąć raz czy dwa, bo np. usłyszał psy na zewnątrz czy coś go zaniepokoiło – ale na tym koniec.

pies nie może robić

2. Skakanie na obcych

Mały Biały, jak sama nazwa mówi, jest mały. To sprawia, że wszyscy mówią „a niech skacze!”, no i spoko, tylko że takie zachowania się utrwalają, a pies nie może robić wszystkiego, co przyjdzie mu do głowy. Nie akceptuję skakania na zupełnie obcych ludzi, bo nie każdy, kto do nas przychodzi, chce, aby skakał na niego pies. Zazwyczaj pies ma komendę „SIAD”, ja w tym czasie odbieram paczki czy wpuszczam kogoś, kto spisuje liczniki, a potem następuje zwolnienie z komendy. Jeśli ktoś chce się z nim przywitać, to też zwalniam, ale proszę o kucnięcie – wtedy Mały Biały wącha i nie skacze (bo liże tylko swoich ;)). Jednocześnie, z uwagi na to, że Mały Biały ogarnął już, czego robić nie należy, zdarzają mi się odstępstwa od reguły. Jeśli ćwiczę gdzieś z psem czy nawet rzucam mu piłkę, a ktoś staje parę metrów dalej i uparcie woła do siebie psa oraz ciumka, to tracę cierpliwość. Najpierw wołam Małego Białego do siebie, nagradzam, a potem mówię „Idź się przywitaj”. Pies biegnie, ludzie się cieszą aż do momentu, gdy widzą, że jest brudny. I owszem, zdarza mi się udawać słodką idiotkę, gdy mówię „Ojej, no skoro go pan/pani woła, to myślałam, że piesek ma się przywitać, nawet brudny…” Na szczęście to bardzo rzadkie przypadki.

3. Podbieganie do obcych psów/ludzi

Na pewno wiecie, dlaczego nie jestem fanką takiego zachowania. Mały Biały jest przyjazny do wszystkiego, co się rusza. Po pierwsze jednak nie oznacza to, że wszystko jest przyjazne dla niego. Po drugie – nie jest to nadal powód, aby podbiegał do jakiegokolwiek człowieka albo psa bez wyraźnego pozwolenia.

pies nie może robić

4. Próby kradzieży jedzenia

Przyznaję, że Mały Biały ma na swoim koncie udane próby kradzieży jedzenia, w tym jedną bardzo spektakularną, gdy wydawało się, że chce się zaprzyjaźnić, a on przyszedł zeżreć spaghetti z talerza. Znany jest też jego numer z młodości, gdy zjadł pół blachy ciepłej szarlotki, a obok siedział kot i wszystkiemu się przyglądał. To jednak (mimo wszystko) inteligentny pies i wie, do kogo i kiedy może podejść, aby dostać coś smacznego. Inaczej niż wiele znanych mi osób nie zabraniam psu podejmować takich prób na członkach rodziny czy bliskich przyjaciołach, bo wiem, że większość osób i tak mu nic nie da, a ci, którzy mają mu coś dać, i tak mu dadzą. Wiem też, że jak ktoś powie zdecydowanie nie, to pies rezygnuje i sobie idzie. Niemniej, gdy mamy gości i poczęstunek, pies jest odsyłany do siebie – niektóre rzeczy powinny zostać w rodzinie 😉 Próby kradzieży są natomiast bardzo tępione, bo nie lubię poczucia, że we własnym domu nie mogę zostawić jedzenia na stole. Obecnie, niestety, konsekwencja w tym aspekcie jest regularnie łamana przez Małego Człowieka, który najwyraźniej niektóre rzeczy chce jeść na zmianę z psem… za naszymi plecami 😉 Nadal jednak mogę zostawić porcję mięsa w zasięgu psiego pyska, powiedzieć „NIE”, a potem wyjść z pokoju, kontrolnie tylko krzycząc przez ścianę „WIDZĘ CIĘ!”. Nie, nie widzę, ale on tego nie wie 🙂

5. Zbieractwo na spacerach

O ile od powyższych zasad są pewne odstępstwa, o tyle w przypadku zbieractwa na spacerach nie ma wyjątków – tego pies nie może robić. Ludzie – bez względu na miejsce zamieszkania – nadal w dużej mierze są syfiarzami. Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby wyrzucić przez okno takie rzeczy, jak: resztki makaronu odkształconego od garnka, kości z kurczaka, kapustę kiszoną, pół bochenka chleba (w całości), zaparzone fusy herbaty (w torebkach), jakieś bliżej niezidentyfikowane resztki przypominające sałatki. Wymieniam to, bo akurat takie rzeczy dziś spotkaliśmy na spacerach. Mały Biały ich nie rusza i tu wcale nie chodzi o to, że nie chce ich ruszyć. Wręcz przeciwnie, BARDZO chce. Ale jednocześnie BARDZO zdaje sobie sprawę z tego, jaka będzie nasza reakcja. Czyli: że kucniemy, otworzymy mu pysk na siłę i wyjmiemy mu to, co zjadł, jednocześnie używając bardzo niecenzuralnych słów wypowiedzianych niemiłą intonacją. Zbieractwo na spacerach jest po prostu dla psa niebezpieczne, dlatego nie pozwalam mu jeść niczego, co sam znajdzie. Dotyczy to też smakołyków, które przypadkowo mi upadną podczas spacerów (co jest bardzo przydatnym ćwiczeniem). Zazwyczaj Mały Biały sam z siebie oznacza miejsca, gdzie leży coś „pysznego”, tzn. najpierw intensywnie wącha, potem ciągnie w to miejsce, następnie patrzy ukradkiem na nas i odchodzi. Wracając omija to miejsce szerokim łukiem 😉 Upomnienie stosujemy jedynie przy końskim łajnie, które najwyraźniej prowadzi do zamroczenia psiego mózgu. Najpewniej zapachem 😉 

psich wołaczy, pies nie może robić

6. Sikanie gdzie popadnie

I na koniec ogromna bolączka głównie w miastach, ale nie tylko. Nie wiem, gdzie mózg mają właściciele, którzy pozwalają psu sikać na samochody, ławki przy blokach czy dziecięce wózki czy rowery – ale najpewniej powinni go poszukać w bardzo ciemnej, tylnej części ciała. Na spacerze pies może sikać na trawę, drzewa i krzaki, pod warunkiem, że nie są to pieczołowicie i w pocie czoła komponowane kwietniki i rabatki. Wszystko inne, czyli: elewacje bloków, samochody i koła samochodów, wszelkie inne pojazdy osób w różnym wieku, ogrodzenia i ich podmurówki, ławeczki – nie służą do sikania. To też rzecz, której pilnujemy bardzo mocno, bo pies nie może robić takich rzeczy – czyli w zasadzie niszczyć cudzej (albo publicznej) własności. I która chyba najlepiej pokazuje, kto jest chamem bez krzty kultury.

A Wy, jakie zasady wprowadzacie do swojego życia z psem? Podzielcie się nimi w komentarzach!

Close Menu