Wiele osób czy organizacji dopisuje swoim psom rasy – często na podstawie własnej, szeroko rozwiniętej fantazji. W ten sposób każdy duży i czarny podpalany, o normalnej budowie – to owczarek niemiecki; mały, szorstkowłosy i mniej więcej biały – west; długi z krótkimi łapkami – jamnik (często nawet pomimo stojących uszu); mały i w łatki – JRT; duży i z „tym pyskiem” – amstaff; mniejszy i z „tym pyskiem” – staffik. Długo można by tak wymieniać. Jest to dość zabawne, ale do pewnego momentu – który mija wówczas, gdy pies ma przypisywaną rasę, która praktycznie w Polsce nie występuje albo jest szalenie rzadka. Ten moment mija również wówczas, gdy ktoś chce adoptować danego psa, bo niby jest przedstawicielem danej rasy, albo odwrotnie – nikt nie chce go adoptować, bo pies ma przypisaną jakąś rasę. A najgorzej, gdy potencjalny przyszły właściciel oczekuje typowego dla rasy zachowania – i spotyka się ze srogim zawodem.
Polepszanie sobie samopoczucia

Podstępne szanse na adopcje




Określenie charakteru psiaków ze schronisk jest wręcz niemożliwe. Pomijam kwestie oczywiste jak środowisko w jakim zwierzak się znajduje (wiadomo, że pobyt w schronisku różnie zwierzęta odczuwają), ale ważny jest też np człowiek, który psa adoptuje. Pies przez kogoś nazwany rozpuszczonym demonem w innych rękach jest psem aniołem. Tutaj decyzja jest intuicyjna 🙂
Swoją drogą pamiętam jak się śmiałam, że mój maluch ma domieszkę krwi husky bo kocha zimę i trudno go wtedy zaciągnąć do domu 😛 Co z tego, że należy do tych małych 🙂