Wiele osób czy organizacji dopisuje swoim psom rasy – często na podstawie własnej, szeroko rozwiniętej fantazji. W ten sposób każdy duży i czarny podpalany, o normalnej budowie – to owczarek niemiecki; mały, szorstkowłosy i mniej więcej biały – west; długi z krótkimi łapkami – jamnik (często nawet pomimo stojących uszu); mały i w łatki – JRT; duży i z „tym pyskiem” – amstaff; mniejszy i z „tym pyskiem” – staffik. Długo można by tak wymieniać. Jest to dość zabawne, ale do pewnego momentu – który mija wówczas, gdy pies ma przypisywaną rasę, która praktycznie w Polsce nie występuje albo jest szalenie rzadka. Ten moment mija również wówczas, gdy ktoś chce adoptować danego psa, bo niby jest przedstawicielem danej rasy, albo odwrotnie – nikt nie chce go adoptować, bo pies ma przypisaną jakąś rasę. A najgorzej, gdy potencjalny przyszły właściciel oczekuje typowego dla rasy zachowania – i spotyka się ze srogim zawodem.

Polepszanie sobie samopoczucia

 

W jakim celu przypisuje się psom rasę? Część osób robi to żartobliwie, „przezywając” niejako takiego psa daną rasą – okej, jest to zrozumiałe. Ja natomiast twardo obstaję przy określaniu psów bez rodowodu albo z niepoważnym rodowodem – psami w typie rasy, albo przypominającymi rasę. Nie jestem w stanie zgodzić się z tym, że pies z wielopokoleniowym rodowodem FCI jest tak samo „rasowy” jak pies z powstałego po 2012 roku stowarzyszenia „Pies i kot” (nazwa przypadkowa), bez wpisanych jakichkolwiek przodków. W końcu w większości ras takie psy to nie są pionierzy w swojej linii, aby zakładać księgi wstępne, a ich uznawać za protoplastów.

 

W przypadku posiadaczy psów zauważyłam dwie tendencje. Część osób po prostu ma psa przypominającego daną rasę, ale że nie wgłębia się w filozofię posiadania psa czy kynologię, nazywa go „wilczurem” albo „jamnikiem”. Póki nie uznaje, że jego pies to jedyny słuszny jamnik, a reszta to podróbki – niech i tak będzie.
Druga druga natomiast stała się aktywna bardzo w ostatnim czasie. Są w niej głównie osoby posiadające psy małych ras, przede wszystkim, niestety, yorki z pseudo-stowarzyszeń – choć daleko mi rzecz jasna do uogólnienia. Ale jaką takie osoby mają fantazję! Dla nich york zaczyna się na pół kilograma i kończy na półtora, dwa to już wielka bestia. Im mniejsza, tym lepiej – to nic, że chore, ważne, że kochane. I że wygodnie do torebki włożyć. York ma więcej niż 5 kg? To odmiana królewska!

 

A jakaż jest ogromna obraza, gdy ktoś powie, ze jak bez rodowodu, to jednak nie york. Co najmniej, jakby ujmowało to psu prawa do godnego życia i szacunku. Tymczasem – psu to absolutnie nic nie odejmuje.

Podstępne szanse na adopcje

 

Niektórzy uważają, że przez przypisanie psu rasy nagle zyska on na wartości. Prawda jest taka, że może to psa szans nie tylko nie zmienić, ale również znacznie je zmniejszyć. Wystarczy, że rasa będzie „wymagająca” – i już o wiele mniej osób się zgłosi, w obawie, że się nie sprawdzi. Z jednej strony to dobrze – przecież skoro ktoś nie czuje się na siłach, to nie powinien brać psa. Z drugiej jednak strony, ktoś może obawiać się charakteru danej rasy – natomiast pies rasę może przypominać jedynie z wyglądu, co zdarza się również dość często, zwłaszcza w schroniskach. I wówczas taki dom adoptowałby psa, który podoba mu się z wyglądu, a dodatkowo ma taki charakter, z którym ktoś może sobie poradzić.

 

Dodam, że uważam, iż ocenienie charakteru psa w schronisku jest praktycznie niemożliwe – nawet jeśli wolontariusze wychodzą z psami na spacery. Dlaczego? Dlatego, że w ten sposób da się określić przede wszystkim stosunek psa do innych zwierząt, do ludzi, zachowanie na spacerach, chodzenie na smyczy. Nie da się natomiast zupełnie określić charakteru, który z psa wyjść może i po kilku ładnych tygodniach w nowym domu.
Znam schronisko, które przypisuje rasy praktycznie wszystkim psom trafiającym do niego. Były nawet owczarki pirenejskie, które w tamtych rejonach kilka lat temu w ogóle nie występowały. Oczywiście – psom, które nie mają ani chipa, ani tatuażu, świadczących o przynależności do rasy czy choć urodzeniu się w hodowli. Znam również kilka ostatnich przypadków, kiedy psom – typowym miksom – przypisywano przynależność do jakiejś rzadkiej rasy, która ma np. dwóch czy trzech przedstawicieli w Polsce. „Bo to takie medialne”.
Close Menu