Jak już pisałam, współpracujemy z małym białym z Fundacją IRMA. Właśnie w związku z tą Fundacją wczoraj byliśmy nieobecni i nie było notki – pojechaliśmy edukować najmłodszych 🙂 Ale po kolei…
O tym, jak ważna jest edukacja najmłodszych, nie muszę nikomu wspominać. Jeżeli chcemy wychować świadome i konsekwentne w swoich działaniach, a jednocześnie empatyczne społeczeństwo, którego członkowie zachowają otwarte umysły – musimy zacząć od dzieci. One najlepiej chłoną wiedzę, są najbardziej ciekawskie, od razu powiedzą, czego nie rozumieją, co je martwi, a co niepokoi. Dlatego właśnie, gdy Fundacja dostała zaproszenie z pewnego miejsca* w celu wygłoszenia prelekcji dla najmłodszych – nie zastanawialiśmy się zbyt długo. W końcu chcemy również krzewić w społeczeństwie ideę, która mówi, że pies to nie tylko pimpek sąsiada, który całymi dniami ujada, załatwia się pod naszymi oknami i poluje na nasze nogawki, ale również pies, który może uratować życie człowiekowi!
Tak więc wstaliśmy z małym białym o 4 rano i pojechaliśmy pociągiem do Poznania. Podróż była dość miła, mały biały kumulował siły (choć w zasadzie nie wiedział, co go czeka), zaś ja próbowałam nie usnąć. Mijaliśmy przepiękne widoki za oknem, a gdy w końcu dojechaliśmy do Poznania – byłam zaskoczona! Choć dworzec wywarł na mnie kiepskie wrażenie, to samo miasto, po którym miałam okazję jeździć samochodem, prezentowało się przecudnie. Przede wszystkim jest o wiele bardziej przestrzenne, niż Wrocław – masa tutaj miejsc zielonych, lasów, a nawet jezioro w środku miasta! 
Na miejscu zapoznaliśmy się z innymi osobami, które miały pomagać Fundacji w całym przedsięwzięciu, jak również z organizatorami. Przyznam, że nie pamiętam, kiedy ostatnio poznałam tylu fajnych, ciekawych i inteligentnych ludzi. Mały biały zakochał się w młodziutkiej, 3-miesięcznej russellce, która również była z nami jako „pies pokazowy”. Nie zważał nawet na powarkiwanie jej starszego kolegi, który najwyraźniej powziął sobie za cel ochronę cnoty panienki 😉 
Małego białego muszę ogromnie pochwalić! Widać, że jednak całe miesiące i lata pracy dają efekty! Młody zupełnie nie przejmował się tym, że chce pogłaskać go naraz cały tłum dzieci – wręcz przeciwnie, podchodził do nich chętnie, merdał ogonem i rozdawał całuski. Przepięknie brał udział w pokazach, robił dokładnie to, co trzeba. Co więcej – różne osoby go trzymały, prowadziły na smyczy, zajmowały się nim, a on bez problemu i posłusznie robił to, co trzeba. Bez problemu skupił się na mnie i robił wszystkie sztuczki, nawet te najtrudniejsze i wymagające od niego dużej uwagi. A co dla mnie bardzo ważne – w trakcie całej imprezy został włożony do dużego, materiałowego transportera, w którym po prostu… usnął, mimo że wokół chodziły tłumy ludzi. Takie sytuacje ogromnie motywują do dalszej pracy 🙂 
Praktycznie cały dzień byliśmy na nogach, więc mały biały w pociągu zasypiał mi na rękach. Mieliśmy szczęście, ponieważ jechaliśmy w wesołym towarzystwie – zabrało się z nami trzech młodych żołnierzy, którzy podzielili się nawet sucharkami, a także pani z super grzecznym yorkiem. Młody ładnie przywitał się z yorkową koleżanką, po czym poszedł spać, a w nagrodę za grzeczność oraz sztuczki (robione na sucharki) pod koniec podróży dostał banana. Jak można się domyślać, jego radości nie było końca.
Przyznam, że impreza bardzo mi się podobała – choć ostatecznie przeprowadziłam i prezentacje, i konkurs, to czułam się jak ryba w wodzie, a dodatkowo pchało mnie do działania zachowanie małego białego. Cóż mogę więcej powiedzieć – dla mnie jest psem idealnym!
* więcej na temat wydarzenia na blogu Fundacji IRMA.
Close Menu