Będzie krótko, ale sprawa jest dla mnie – żenująca.

Kto z Was zna, Moi Drodzy, ustawę o ochronie zwierząt? I zapis w niej o tym, że zwierzęta bezdomne, ślepe mioty – są usypiane zgodnie z prawem przez weterynarza? No, to zaczynamy.
Dzieci z matką odkopały szczeniaczki, które zakopał 88-letni właściciel. Jeden szczeniaczek nie żył. Trzy żyły, choć z tego, co zrozumiałam – były w kiepskim stanie, skoro dostawały kroplówki. Miot był ślepy, co wyraźnie widać po zdjęciach załączonych do newsa na TVN24.
Jednak nikt nie potępił właściciela, który psy zakopał. Większość pewnie machnie ręką, bo staruszek, wiele mu życia nie zostało – ukarany na pewno też nie zostanie, i reszty zwierząt (w tym – zapewne matki szczeniąt) też nikt mu nie odbierze. Bo jest stary.
Natomiast nagle okazuje się, że weterynarz, który szczeniaki ostatecznie uśpił, jest potworem. Zestawienie jest bardzo proste: DZIECI uratowały szczeniaczki, a WETERYNARZ, dorosły człowiek – je uśpił. I wygląda na to, choćby po komentarzach pod newsem, że to weterynarz jest okropny, a nie człowiek, który je zakopał.

Zastanówmy się więc na szybko – dlaczego weterynarz powinien w tym przypadku nie trzymać się prawa i szczeniaki zostawić? Zostały oficjalnie porzucone, za co aresztowano właściciela – nie miały więc prawnego opiekuna i były bezdomne. Bez matki trudno byłoby je odkarmić, jest to praca co najmniej dla kilku osób, a jakoś nikt się do tego nie palił. Tak samo, jak nikt nie pali się do odchowywania szczeniaczków, które – już widzące – trafiają do schronisk, a potem umierają we własnych odchodach pomieszanych z krwią.
Na czym więc polega fenomen TYCH szczeniąt? Ano na tym, że są medialne. Medialne, bo malutkie, biedne pieski uratowały bezbronne dzieci, a potem te pieski po raz kolejny ktoś „zawiódł”.
Najbardziej boli, że tak tezy formułuje telewizja, która przecież działa na rzecz zwierząt. Ale jak widać, gdy chodzi o medialność, potrzeby zwierząt, problem bezdomności – schodzą na drugi plan. Najważniejsze są wejścia na stronę, oglądalność i fejm.
 

Close Menu