Teoretycznie mamy wiosnę. W praktyce wygląda to jednak inaczej, zwłaszcza na wschodzie Polski. W związku z dłuższym pobytem u rodziców oraz faktem, że Tata kupił sobie nową lustrzankę ;), postanowiłam z małym białym wykonać ekstremalny spacer w śniegu.
Od razu dodam – małe białe kocha śnieg, o ile jest on super puchaty.

Choć nie lubi opadów, to gdy pada taki delikatny śnieg przy kilkustopniowym mrozie, pies jest w fazie upojenia. Okazało się jednak, że w pewnych aspektach zima z nami wygrywa.
Przede wszystkim – bardzo wysoki mróz, a nawet bardziej od tego, przeraźliwie lodowaty wiatr. Taki właśnie ostatnio wiał w trakcie wielu naszych spacerów, co wywoływało u małego białego, gdy tylko przystanął na chwilę, telepanie z zimna. Tak więc na spacerki smyczowe i krótkie małe białe dostało ubranko – o którym było wcześniej.
Jednak, gdy wychodzimy na dłużej, pojawia się jeszcze jeden problem, mianowicie zamarznięty śnieg. W związku z wahaniami temperatur – w dzień na plusie, w nocy na minusie – śnieg jest delikatnie rozpuszczony przy spodzie i zamarznięty na wierzchu, co sprawia, że pojawia się na nim skorupa. Małe białe nie jest ciężkie, więc nie zapada się za każdym razem, ale waży wystarczająco dużo, aby zapadać się co jakiś czas (np. w biegu) i ranić sobie o tę zamarzniętą warstwę opuszkę na przedniej łapie (tę taką umieszczoną nieco wyżej niż ta zwykła opuszka). Dlatego, póki śnieg jest w takiej formie, na spacerach będziemy omijać bardzo zaśnieżone tereny.
Z tego też powodu, gdy poszliśmy na spacer na teren, gdzie za mojego dzieciństwa stało centrum handlowe, małe białe miało ograniczone ruchy. I nie tylko dlatego – jest to również miejsce, gdzie przebywają nierzadko bezdomni, a jak wiadomo, nikt by nie chciał, aby pies naruszył jego dobytek 😉 Małe białe jednak bawiło się znakomicie, biegając za piłką, aportując, bawiąc się z berka czy pozując. Ewentualnie czasem dupka się zatrzęsła, gdy zbyt długo piesek stał w jednym miejscu.
Co ciekawe, byliśmy w tym miejscu około godzinę, a nie zobaczyliśmy nikogo z psem nawet na horyzoncie. Okazuje się bowiem, że sąsiedzi chyba boją się wychodzić z psami w taką pogodę – nie z powodu psów, a raczej własnego wygodnictwa. Mnie też na dwór nie ciągnęło, no ale dlaczego przez moje lenistwo ma cierpieć pies?
Dłużej nie będzie – dziś od 4 rano jesteśmy na nogach i w podróży samochodami, pociągami, taksówkami… Ja jestem padnięta, a małe białe, mimo iż przespało całą podróż, wywołując zachwyt we współpasażerach (że niby taki grzeczny piesek), teraz… znów śpi. Ot, nadpobudliwy jack russell terier nie do opanowania!
Close Menu