Jax w tym roku skończył 14 lat, i to wbrew opinii wielu, którzy mówili, że trzeba mu skrócić cierpienia albo, że po prostu nie przeżyje przy takich wynikach, jakie miał. Przeżył między innymi dlatego, że bardzo dokładnie wybieram lekarzy weterynarii, których mogę zamęczać pytaniami o setki rzeczy. I scenariuszy nawet nieprawdopodobnych.
Akurat, gdy wybuchła afera z psem Moniki Richardson, Paco, i zawrotnym rachunkiem za leczenie (1852,98 zł) w formie zestawienia sprzedaży, byliśmy na urlopie. Nie odniosłam się do niego, bo z wiekiem przestałam lubować się w odnoszeniu do rzeczy natentychmiast, na emocjach – zamiast tego wolę poczekać i popatrzeć. Poczekałam, popatrzyłam, pogadałam z niektórymi z Was oraz z moimi przyjaciółmi – i tak wracam ze wpisem.
Staruszek staruszkowi nierówny… i rachunki też
Na początek napiszę może, że staruszek staruszkowi nierówny. Jax trzymał się świetnie aż do momentu wykrycia nowotworu i usunięcia śledziony. Potem było już tylko coraz gorzej, więc jedyne, co możemy zrobić teraz, to pilnować, żeby nie było tragicznie. Są i psy w jego wieku, którym nie dolega nic – i życzę Wam, żeby tak pozostało jak najdłużej.
Z drugiej strony współprowadzę fundację prozwierzęcą i znam podejście ludzi do wydawania pieniędzy na psa. Gdy przychodzi psia starość, gdy trzeba częściej robić badania, pojawia się nagle problem. No bo pieniążki. I wtedy pojawia się skarga: bo ci weterynarze to tylko kasę zdzierają! A jak weterynarze chcą się rozliczyć, to pojawia się zarzut: bez empatii, robią zestawienie (żeby ktoś widział, za co płaci) sprzedaży (bo sprzedają usługi, sprzęt i leki). Weterynarze mają dość i mimo całej empatii do zwierząt (i mniejszej do ludzi, to podobno przychodzi z czasem) odmawiają w pewnej chwili przyjmowania tych pacjentów, których opiekunowie ze wszystkiego robią problemy. Dziwnym trafem zbiega się to z podejściem „ja wiem lepiej”, czyli na przykład niepodawaniem leków mimo zalecenia. Czy robią źle? To nie NFZ, że kolejki są na rok, tylko prywatna praktyka, do której można się dostać z dnia na dzień. W której ktoś z wiedzą, którą zdobył za własne pieniądze, diagnozuje na sprzęcie, który kupił za własne pieniądze, żeby utrzymać rodzinę za te pieniądze ze swojej działalności.
To może prościej. Gdyby ten ktoś nie wydał tych pieniędzy i nie poświęcił czasu, to nie miałbyś gdzie leczyć zwierzaka. A jak będziesz mu zarzucać, że zdziera, bo chce pieniędzy za czas, wiedzę, pomoc zwierzęciu, to wyśle Cię gdzieś, gdzie może będą „zdzierać” mniej. Jaką ceną? Może ceną jakości. A może ceną tego, że kiedyś gabinet zostanie zamknięty na zawsze, bo lekarzowi też się już na zawsze, ze skutkiem śmiertelnym, odechciało.
To tak słowem wstępu.
Zacznijmy od karmienia – ile kosztuje utrzymanie psiego staruszka?
W przypadku Jaxa utrzymanie psiego staruszka to kwoty dość stałe, a podstawowa z nich dotyczy żywienia. Uśrednijmy, że mówimy o kwotach na miesiąc, czyli 30 dni. W takim wypadku potrzebujemy mięsa:
- 3 kg polędwicy wieprzowej – ok. 120 zł lub
- 2,1 kg piersi z kaczki – ok. 105 zł.
Mięsa podajemy na zmianę. Do kaczki potrzebujemy jeszcze podrobów (serc, żołądków), co na 30 dni daje koszt ok. 15 zł.
Teraz dodatki. Na początek warzywa (dynia, marchewka, jabłko i troszkę ziemniaków):
- do polędwicy potrzebujemy 4,5 kg warzyw, co daje nam ok. 25 zł,
- do kaczki trzeba 3 kg warzyw, co daje ok. 17 zł.
Na koniec otręby (ok. 30 zł) i ryż (ok. 7 zł).
W sumie koszt na 30 dni żywienia – choć mówię tutaj o samym jedzeniu, nie dodatkach – to 182 zł w przypadku żywienia polędwicą i 174 zł w przypadku żywienia kaczką. Nie liczę tutaj kosztów gotowania tego, obróbki (na co schodzą przynajmniej z 2 godziny, bo część jedzenia mrozimy w kostkach), czy właśnie akcesoriów, jak pojemniki do przechowywania na świeżo czy formy do mrożenia.
Suplementacja – ile kosztuje utrzymanie psiego staruszka?
Tutaj poruszymy sprawę suplementów, czyli tych dodatków, które Jax przyjmuje z uwagi na sposób żywienia, a nie z uwagi na stan zdrowia czy potrzeby wynikające z chorób. Obecnie są to:
- witaminę B,
- cytrynian wapnia,
- algi,
- olej z łososia,
- cynk,
- CitroActive,
- probiotyki.
Witaminę B kompleks, cytrynian wapnia, algi i cynk kupiłam jakiś czas temu i z uwagi na małe dawkowanie mam nadal – koszt to 178 zł jednorazowo. Olej z łososia kończy się regularnie, nie liczę go do wydatków Jaxa, bo zjadają go też 4 inne psy. Policzmy więc małe opakowanie (bo może być otwarty przez 60 dni) na dwa miesiące, co daje 30 zł za miesiąc. CitroActive podaje się w dwóch kapsułkach dziennie (tutaj robiliśmy badania, aby to potwierdzić), co daje nam opakowanie na dwa miesiące, a miesięczny koszt 72,5 zł. Probiotyki trzeba regularnie zmieniać (u nas co opakowanie), koszt na miesiąc to przy ProBioTrexie 57 zł, a przy Florze Balance – 50 zł.
W sumie z samych suplementów kupowanych regularnie wychodzi ok. 155 zł (zależnie od probiotyku), nie licząc suplementów kupionych na start. Prócz tego Jax dostaje do jedzenia jeszcze żółtko i drożdże, ale tego nie wliczam do tego zestawienia, bo w porównaniu z resztą i z uwagi na jego wagę są to ilości śladowe.
Leki i badania a utrzymanie starszego psa
Przynajmniej raz w miesiącu, a dwa w ciepłe miesiące lub wtedy, kiedy coś z zachowaniem jest nie tak (czyli w ciągu ostatniego kwartału ciągle z uwagi na temperatury) robimy badanie krwi z profilem wątrobowym i nerkowym. Jedno badanie z pobraniem i wszystkim to koszt 150 zł, więc mamy już 300 zł miesięcznie. Po co? Jax miał już dwa razy bardzo silną anemię, skorelowaną bezpośrednio z wysokim wynikiem kreatyniny, chudnięciem i białkomoczem. Te z kolei wynikały z niewydolności nerek oraz kamieni nerkowych. Z ich powodu raz na kwartał robimy również rozszerzone badania z tarczycą i trzustką oraz USG. Tutaj koszty idą raczej w kwoty rzędu ok. 400-500 zł, zależnie od potrzeb.
Jakiś czas temu, gwoli wyjaśnienia i być może nadziei dla niektórych, zrobiliśmy bardzo, bardzo szeroką diagnostykę. U Jaxa wyszedł zespół serca leniwego (nawet podczas wizyty u lekarza), więc zaliczyliśmy kardiologa, badanie serca, a potem, z uwagi na brak zastrzeżeń, ale i przyczyn jego stanu, kontynuowaliśmy badania. Była m.in. próba kortyzolowa oraz inne badania pod kątem Cushinga. Obecnie zaprzestaliśmy wykonywania RTG z uwagi na stan nerek – każde zwiotczenie czy narkoza mogą spowodować realne problemy z wybudzeniem, a także znacznie pogorszyć ich stan. Z tego powodu żaden lekarz nie podjął się też zabiegu stomatologicznego z uwagi na wysokie ryzyko niewybudzenia (po konsultacjach z anestezjologami). O kosztach nie będę tutaj wspominać, ale to miło, że do kardiologa mogłam go zapisać na za tydzień, a nie za rok.
Nie będę rozpisywać się nazwami preparatów, bo to nie jest miejsce do inspirowania się lekami, które przyjmuje mój pies i może zacząć Wasz. W razie pytań proszę o kontakt prywatny, na przykład w wiadomości. Obecnie jednak Jax przyjmuje:
- środki na nerki – 33 zł na miesiąc,
- środki na wątrobę – 48 zł na miesiąc,
- środki na serce i układ krążenia – 100 zł na miesiąc,
- środki na tarczycę – 20 zł na miesiąc.
To daje nam 201 zł. Do tego dochodzą jeszcze wlewy (płyn Ringera z mleczanami), który pozwolił nam zejść z wielu leków i utrzymywać mocznik i kreatyninę na odpowiednim poziomie. Kupiliśmy go w hurcie (10 sztuk) za 124 zł, co przy ilości i częstotliwości przyjmowanych przez Jaxa daje 1,5 butelki na miesiąc, czyli ok. 19 zł. Do tego nowy wężyk do infuzji do każdej kroplówki (średnio dwa w miesiącu) i igły iniekcyjne – w aptece to jednorazowy koszt ok. 30 zł. Ostatnio jesienią i zimą doszły jeszcze koszty leków przeciwbólowych, ale te mamy w zapasie i poczekamy, co przyniesie czas.
W sumie więc na leki i wlewy wychodzi 250 zł, a na badania podstawowe jak dotąd – od 150 do 300 zł.
Czyli ile kosztuje utrzymanie psiego staruszka?
W naszym przypadku, przy dobrym miesiącu, jest to koszt od 729 zł do 887 zł. Nie u każdego będzie to tak wyglądało. Część osób może powiedzieć: ludzi nie stać na posiadanie psa na takim poziomie. Ale to jest błędne założenie. Ludzi albo stać na posiadanie psa, albo ich na to nie stać. Jeśli ktoś nie myśli o tym, że pies będzie kiedyś stary albo nagle zachoruje, a potem płacze, że dużo płaci – to znaczy, że decyzja psa była nieprzemyślana.
Czy dałoby się to zrobić taniej? Na pewno nie w zakresie żywienia, bo ono drastycznie podnosiło koszty leczenia. Zresztą, nie wybiega jakoś kosztowo bardzo ponad to, co zwykle wydawałam, pomijając czas włożony w przygotowanie. Czy mogłabym ograniczyć suplementy? Pewnie tak, tylko po co? Po co, żeby jeszcze więcej wydać na leczenie? A może któreś leki są niepotrzebne? Zeszliśmy i tak z większości tego, co brał, pozostając przy totalnym minimum, przy którym wyniki się stabilizują. A tak szczerze – oszczędzać kosztem zdrowia i komfortu psa, który spędził u mojego boku 14 lat? Na szczęście nie jestem takim człowiekiem.
Co zatem robię? Odkładam, oszczędzam i dorabiam.
A jak to wygląda u Was? Mam nadzieję, że koszty są jednak mniejsze!



Bardzo rzetelny, spokojny i zrównoważony wpis. Dziękuję Ci za to. Też mam psią staruszkę (oprócz tego dwa psy, jeden ma tylko co roku robione echo serca), której usunięto śledzionę oraz wykryto raka. Badania, wzmacnianie organizmu (bez chemii) to niemałe koszty ale dla nas oczywiste. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę dużo zdrówka.
Agata