Dziś odbyliśmy długą, ponad 10-godzinną podróż: najpierw pociągiem (oczywiście opóźnionym), potem samochodem. Do pociągów Mały Biały jest przyzwyczajony i jak tylko zobaczył swój kocyk, to od razu się położył i poszedł spać. Niestety, warunki nie były sprzyjające – pełny przedział, ludzie awanturujący się o brak miejsc z konduktorami. Potem trafił się nawet pijaczek, który próbował Małego Białego nakarmić kurczakiem wędzonym, nie bacząc na moje protesty – zrobiło się przez chwilę niemiło. Na szczęście w końcu, mimo opóźnień, pociąg dojechał do celu i przesiedliśmy się do samochodu, gdzie spędziliśmy kolejne dwie godziny. Do samochodów Mały Biały jest mniej przyzwyczajony, bo my takowego nie posiadamy, ale nadrobi to w ciągu najbliższych dni, bo czeka go jedna długa podróż i kilkanaście krótszych. Upał niestety dawał się we znaki, więc młody wciąż się kręcił w poszukiwaniu najchłodniejszego i najwygodniejszego miejsca. 
W nagrodę za te trudy i znoje, a dodatkowo również obecność kota w mieszkaniu, poszliśmy z Małym Białym na spacer. Jestem zachwycona, ponieważ po początkowym braku ogarnięcia młody doskonale przypomniał sobie, co właściwie tu robi i z kim właściwie tu przyszedł. Zabaw piłką nie było końca, aż sama musiałam je ograniczyć, bo niestety pomimo późnej pory nadal było dość duszno. Zapraszam więc do fotek 🙂
Close Menu