…przy niektórych psa trzeba się bardzo namęczyć. Są psy, które uwielbiają każdą zabawkę, żadna im się nie znudzi i praktycznie trzeba się postarać, aby zdemotywować psa na tyle, żeby nie interesowały go żadne zabawki. Są też psy, które zabawkami nie bawią się wcale, bo np. nie potrafią, nie są zainteresowane, nie mają ochoty, bardziej motywują się na przykład przy pracy na jedzenie albo po prostu na nagrody socjalne.
Są też psy, które lubią pracować na zabawki czy po prostu bawić się czymś, o ile to coś jest atrakcyjne. Do tej kategorii psów należy małe białe. Z racji na to, że coraz więcej czytam o problemach z atrakcyjnością zabawek właśnie, a wiele osób nie zdaje sobie sprawy z błędów, które popełnia – powstała ta notka.
Najczęściej właściciele narzekają na to, ze pies się zabawką zupełnie nie interesuje. Często nie jest to wina ani psa, ani zabawki samej w sobie, ale właściciela i tego, jak podchodzi do wspólnej zabawy. Ja obecnie już wiem, po tygodniach doświadczeń w tym temacie, że jestem w stanie zachęcić małego białego do zabawy nawet samym sznurkiem czy choćby skarpetką,  o ile są one odpowiednio wprowadzone. Doskonałą receptą na bardziej oporne psy jest… samodzielna zabawa zabawką. Czyli nie kupujemy zabawki i nie rzucamy jej psu, tylko codziennie, w trakcie krótkich, regularnych sesji (np. raz dziennie przez minutę) bawimy się sami zabawką. To ma być zabawa na zasadzie: biorę zabawkę, podrzucam ją, rzucam na ziemię, znów podrzucam, rzucam przed siebie, biegnę po nią, a wszystko przy akompaniamencie głośnych i radosnych okrzyków i faktycznej radości z naszej strony. Pies to widzi, widzi też super zabawę i radość, którą wywołuje ta zabawa. I zabawka z dnia na dzień staje się dla niego coraz bardziej atrakcyjna. Potem zazwyczaj pies chce dołączyć do zabawy – gdy widzimy, że faktycznie jest bardzo nakręcony i sam z siebie będzie próbował się przyłączyć, możemy na to pozwolić.
I z tym wiąże się druga istotna kwestia – bawimy się tak krótko, aby pies zabawką nie stracił zainteresowania. Znam z opisów i z widzenia wiele sytuacji, w których właściciele przestają bawić się czymś z psem dopiero wówczas, jak pies oleje ich i zabawkę oraz sobie pójdzie. Taka sytuacja buduje w psie przekonanie, że po pierwsze może sobie sam kończyć zabawę i odchodzić bez naszego pozwolenia, a po drugie – że ta zabawka w końcu się nudzi i staje się mało atrakcyjna. A to pierwszy krok do tego, aby wrócić znów do konieczności budowania atrakcyjności zabawki. Dlatego: warto z psem bawić się tak, aby kończyć zabawkę w momencie największego pobudzenia. Sprawi to, że pies będzie oczekiwał na kolejną zabawę, bo zapamięta, że ta ostatnia była bardzo fajna.
Kolejna kwestia – zabawa tylko jedną zabawką. Każdy z nas znudziłby się, gdyby dzień w dzień miał do dyspozycji jedynie jedną zabawkę. Dlatego warto co jakiś czas zabawki zmieniać, a także mieć jedną „awaryjną”, która np. sama z siebie jest dla psa bardzo atrakcyjna, a dodatkowo jeszcze rzadko używana – ta zabawka przyda nam się w pracy np. przy dużych rozproszeniach.
Dobrze jest zbudować też w psie przekonanie, że najbardziej atrakcyjna jest ta zabawka, którą właściciel właśnie posiada. Zapobiega to sytuacjom, w którym pies po prostu znajduje sobie własną zabawkę (np. kijek do obgryzania), bo stwierdzi, że nie opłaca mu się podejmować wysiłku, który zaowocowałby zdobyciem zabawki posiadanej przez właściciela (takim wysiłkiem może być np. zrobienie komendy). Dodatkowo, istotne są też komendy dla psa zrozumiałe, które ułatwiają zarządzanie takim zasobem, czyli: „weź”, „puść” i „moje”. Ta ostatnia komenda powinna dla psa oznaczać, że zabawka należy teraz do właściciela i nie ma prawa do niej skakać i jej zabierać.

Podczas samej zabawy warto polegać na psich popędach. Zabawka nie będzie atrakcyjniejsza, jeśli będziemy na siłę psu wpychać ją do pyska. Na pewno jednak go zainteresuje w chwili, kiedy będzie przed nim uciekać – instynkt pogoni jest jednym z najsilniejszych, zwłaszcza u jack russell terriera. Dyskusyjna jest kwestia dostawania zabawki, czyli tego, ile pies powinien zabawkę „wygrywać”. Dla niektórych psów liczy się sam pościg i zabawka, którą zdobędą, automatycznie staje się nieatrakcyjna. Inne psy lubią zdobywać zabawkę co jakiś czas, bo je to zwyczajnie motywuje. Ale są też takie, dla których niemożność częstego „otrzymania” zabawki działa nie tylko demotywująco, ale również frustrująco – musimy sprawdzić, jak to wygląda w przypadku naszego psa.

Jak to wygląda u nas? Przede wszystkim, małe białe nie ma zabawek do własnej dyspozycji. Jedną rzeczą, która jest dla niego dostępna, jest węzełek bawełniany, który jednak jest wykorzystywany głównie do żucia i memłania – zwłaszcza, gdy wystąpiły sytuacje emocjonujące dla psa i potrzebuje on jakoś te emocje rozładować. Inne rzeczy są schowane przed małym białym, mamy do nich dostęp jedynie my i staramy się tak inicjować zabawy, aby były nie tylko okazją do fajnego spędzenia czasu i wzmocnienia więzi z psem, ale również żeby przydawały nam się na co dzień (np. wykorzystujemy dawno niewidziane, a atrakcyjne dla psa zabawki na dworze przy treningu przywołania, albo i odwołania od różnych rzeczy). Małe białe rzadko bawi się samo, zazwyczaj z nami, a nawet jeśli dajemy mu zabawkę do dyspozycji, to nie zostawiamy go samego, a nadzorujemy zabawę, wtrącamy do niej różne elementy i zabieramy odpowiednio szybko zabawkę. Zazwyczaj jednak bawimy się z nim – w aportowanie, opanowanie emocji przy zabawkach, co bardzo pomaga w życiu na co dzień, przeciąganie, polowanie, szukanie (to zwłaszcza rozładowuje jego emocje i „wykańcza” go psychicznie tak, że idzie spać 😉 ).
Rzecz jasna są zabawki, którymi pies bawi się sam, np. boomer ball czy running egg. Uważam jednak, że i ta zabawa powinna być odpowiednio ograniczana czasowo w zależności od psa, aby ten np. nie nakręcił na tyle, że trudno będzie mu się wyciszyć. W przypadku innych zabawek, niezrozumiałe jest dla mnie zostawianie ich psu do „zabawy” samodzielnej, bo zazwyczaj zabawa ta polega na zmemłaniu i zniszczeniu zabawki. Dlatego też, gdy ktoś pisze, że jego pies niszczy wszystkie zabawki, to zawsze pytam, na jakich zasadach je dostaje – większość zabawek małe białe też by zniszczyło, gdyby miało je do ciągłej dyspozycji. Nie posiada ich w ten sposób, ponieważ nie widzę sensu w tym, aby po pierwsze niszczył zabawki, po drugie uczył się, że jego samodzielna zabawa jest fajniejsza niż zabawa ze mną. Dlatego u nas zabawki, które  „się psują”, nie psują się, gdy pies ma je sam dla siebie, tylko gdy bawi się z nami.
A dzięki temu rygorowi i my, i pies jesteśmy szczęśliwsi – żadna strona nie musi długo namawiać drugiej do wspólnej zabawy 🙂
Close Menu