Obecność teriera irlandzkiego w naszym domu dla wielu osób była zaskoczeniem – dla nas samych poniekąd też. Niemniej Rush jest z nami już sześć tygodni, dlatego nadszedł czas na pierwsze podsumowanie. Zobaczmy, co się zmieniło, a nad czym musimy popracować. W skrócie: wady i zalety teriera irlandzkiego na przykładzie Rusha. 

Siła wyciszenia

Na pewno wiecie, jak ważne jest dla mnie, aby pies umiał się wyciszyć, wyjść z trybu pracy czy zabawy i po prostu odpocząć. Z Małym Białym trenowaliśmy to zawzięcie, aż w końcu się udało. W przypadku Rusha sprawa jest o wiele prostsza. On po prostu sam się wycisza. Zauważyliśmy, że potrzebuje około dwudziestu minut na kontemplacje. W tym czasie wygląda przez okno, żuje gryzak albo po prostu sobie spaceruje. A potem idzie spać. Jeśli widzi, że Mały Biały nie chce się z nim bawić, a i my nie przejawiamy zainteresowania – po prostu odpuszcza i usypia.

teriera irlandzkiego

Podobnie wygląda to w samochodzie. O ile podróżowanie z drugą osobą jest niezwykle proste, o tyle, gdy jeździłam z nim sama, pierwsze próby były… nieciekawe. Ostatecznie wybraliśmy jazdę w szelkach na przednim siedzeniu. Pies przywiązany jest do fotela oraz drzwi, żeby nie zagrażał jeździe i nie dostawał do drążka skrzyni biegów. Po kilku minutach kładzie się i usypia.

Z wyciszeniem idzie w parze zostawanie samemu. Tutaj czeka nas jeszcze trochę pracy, co niestety wynika głównie z faktu, że oboje pracujemy w domu. Staramy się regularnie zostawiać oba psy w różnych konfiguracjach i wybierać najlepszą. Na razie zostawanie w idealnych warunkach sprawdza się nieźle – nie ma lamentowania. W innych czeka nas jeszcze trochę treningu.

Czystość i sen

Z radością przyznaję, że jak na grzecznego i eleganckiego teriera irlandzkiego przystało, Rush właściwie nie załatwia się w domu. Jeśli nagle potrzebuje wyjść, to zwykle daje znać i podchodzi do drzwi. Większe sprawy załatwia regularnie na długich spacerach. Z kolei wydłużaliśmy czas przerw między sikaniami do około 3-4 godzin i taki system sprawdza się dobrze. Co ciekawe, młody próbuje nieśmiało podnosić łapę do sikania… I, co ważne, Rush nadal przesypia noce!

W dzień sypia głównie na legowisku – sam albo z Małym Białym, choć częściej wtulony z niego albo ułożony na nim, jeśli tylko warunki na to pozwalają. Wieczorem usypia również na legowisku, a w nocy przychodzi do nas i śpi w nogach. Ostatnio kupiliśmy większy materac i spanie w piątkę przestało być koszmarem – stało się tylko lekkim tetrisem.

Stan ofutrzenia

To ciekawa sprawa, bo Rush po prostu OBRÓSŁ. Od początku był kudłaty, ale obecnie przybrał już typową dla teriera irlandzkiego okrywę. I po prostu zarósł. Oczy to już mu momentami średnio widać… Łapy obrosły i nadają mu wygląd wiejskiego burka. I te uszy, które regularnie próbują znaleźć własny sposób na życie… Co na pewno ma związek z wymianą zębów (tu jesteśmy w 1/3 drogi!).

W związku z tym, że nigdy nie trymowałam psa, próbuję dostać się na kurs do specjalisty – a w oczekiwaniu na miejsce Rusha wytrymuje jedyna osoba w promieniu 60 km, która się w ogóle podjęła się „zrobienia” psa potencjalnie wystawowego. I nie chciała robić tego maszynką… Z tego powodu już jutro prawdopodobnie zobaczycie pieska w nowym wydaniu. My póki co skupiamy się na wyczesywaniu traw i liści z łap.

Spacery i rytm dobowy

Tym, co nas bardzo cieszy jest tempo, w jakim Rush przystosował się do naszego rytmu dobowego. Wie, kiedy może czekać na dłuższe spacery i z potrzebami wstrzymuje się do tego czasu. Początkowo szalał w domu wieczorami, oczywiście jak tylko Maks usnął – odchodziło wtedy bieganie jak koń i szczekanie na wszystko i wszystkich. Teraz zabawy przełożył raczej na wcześniejsze godziny, a wieczorami zajmuje się relaksem, mizianiem i spaniem.

Jednocześnie zmieniły się też spacery. Początek to był lekki strach przed głośnymi dźwiękami i brak zdecydowania, co zrobić, gdy spotykamy psa. Na wielkiego, biegającego luzem cane corso, wyraźnie oczekującego zabawy, zareagował podkulonym ogonem i warczeniem. Z kolei mniejsze od niego, ujadające i rzucające się na smyczy pieski traktował z równie zaangażowanym ujadaniem, szarpiąc się na smyczy. Jak pamiętacie, bardzo fajnie pilnował się jednak na spacerach luzem, takich z dala od cywilizacji.

Dziś Rush nie ma większego problemu z mijaniem się na spacerach. Szczekaczy ignorujemy, czyli po prostu siadamy z boku z komendą i przeczekujemy. Na psy szczekające pod oknem nie reaguje. Jedynym problemem nadal się szczekające burki na posesjach, ale powoli pokonamy i ten aspekt. Rush świetnie pracuje nosem – jak na teriera irlandzkiego przystało – ale jednocześnie bardzo zwraca uwagę na nas. Na spacerach nie ucieka, a wręcz bardzo często się melduje, przez co nie da się mu zrobić zdjęcia z większej odległości w statyce. Jego przybieganie wykorzystujemy przede wszystkim do podkładania pod gwizdek, ale też budowania socjalnego nagradzania poklepywaniem, głaskaniem i szarpaniem.

Socjal tu i tam

Relacje z Małym Białym są nadspodziewanie dobre, choć tego w ogóle nie oczekiwałam. Po kilku dniach Mały Biały na tyle zaakceptował Rusha, że regularnie spędza przynajmniej godzinę dziennie na wspólnej zabawie – przy czym chętniej w domu niż na dworze, gdzie Mały Biały ma  swoje sprawy. Śpią również razem, co nas bardzo cieszy, bo pokazuje, że ich akceptacja jest dość głęboka.

Obecnie nie ma już konfliktów o zabawki. Mały Biały często odpuszcza, a niekiedy robi to Rush, jeśli widzi, że starszemu bratu bardzo na czymś zależy. Jedyne, przy czym trzeba być ostrożnym, to oczywiście żarcie. Rush nie jest specjalnie żarty, ale nie lubi, jak ktoś mu zabiera jedzenie, a Mały Biały próbował to zrobić kilka razy i skończyło się awanturą. Z tego powodu chłopaki jedzą z misek osobno, gryzaki dostają też osobno. Jedzą z ręki głównie przy mnie, bo jestem w stanie utrzymać w ryzach Małego Białego z jego niepojętą wręcz potrzebą zjadania wszystkiego, co nie ucieka (a czasem i próbuje uciekać). Co ważne, Rush nie zabiera jedzenia Maksowi, czyli nie wyrywa mu go z rąk. Przedstawiano mi teriera irlandzkiego jako bardzo żarte stworzenie, tymczasem nie jest tak źle, choć może to wynika z mojego porównania z Małym Białym. 

teriera irlandzkiego

Co ciekawe, Rush okazał się lekkim panikarzem u weterynarza. Na szczepienie zareagował mniej więcej tak, jakby lekarka próbowała urwać mu pół tyłka. Już mierzenie temperatury spotkało się z głośnym sprzeciwem.

Jak podoba się Wam Rush po sześciu tygodniach? Uważacie, że się zmienił?

Close Menu