Zaginął pies, czy ludzki rozum?

Dobra, dziś będzie ironicznie. Bardzo. Bo cierpię na przesyt ogłoszeń pt. „zaginął pies”, po doczytaniu których okazuje się, że ów pies pobiegł za tropem/wybiegł i nie wrócił/otworzył sobie drzwi/biegał po podwórku bez obroży i adresówki i ktoś otworzył mu bramkę/został puszczony luzem i tym razem pobiegł za sarenką/jest głupi i nie wrócił na wołanie. Pytam, jak kogo mądrego – kto najpierw zaginął, pies czy ludzki rozum?

Oczywiście, są sytuacje tragiczne, gdy pies faktycznie zaginął przypadkowo. Na przykład wypiął się z obroży, która pękła, albo pękł karabińczyk od smyczy i przerażony czymś pies pognał, gdzie pieprz rośnie. I żeby nie było – jak mogę, to pomagam w poszukiwaniach, niezależnie od tego, jaka była przyczyna zaginięcia psa, bo szkoda mi psa zwyczajnie. Co nie zmienia faktu, że niektóre przypadki zaginięć są takie, iż jedyną słuszną reakcją jest po po prostu facepalm.
Ostatnio na fejsiku rzecz jasna miałam styczność z kilkoma ogłoszeniami, które przyprawiły mnie o ból głowy. Przede wszystkim – straszna ilość ogłoszeń o zaginięciach beagle’i. I w większości z nich – „pies pobiegł za tropem”. Pomijam fakt łamania zakazu puszczania luzem psa w lesie… Gdzie właściciel ma rozum, puszczając myśliwskiego, nie nauczonego odwołania psa luzem? Pomijając, że przecież krzywda może stać się psu, to i on może wiele krzywd wyrządzić, choćby polując sobie na tę sarnę, za którą pobiegł (to akurat powód zaginięcia kolejnego psa tej rasy).
Inny przypadek – młoda, kilkumiesięczna suczka dość rzadkiej rasy, która zaginęła w obcym mieście – bo właściciele spuścili ją ze smyczy w mieście, w którym sucz była po raz pierwszy. Pewnie po to, żeby się wybiegała. No, to biega sobie dalej, chyba że ktoś złapał, ogarnął, że pies rasowy i rzadki, więc będzie sobie zarabiał na rozrodzie, jak suczka dorośnie, albo odsprzeda dalej. Wbrew pozorom, w przypadku zaginięcia rasowych psów, pozytywne zakończenia to jedynie odsetek wszystkich spraw. Podobnie rzecz miała się w przypadku adopcyjniaka, którego nowi opiekunowie od razu po adopcji spuścili ze smyczy – i pies poszedł w długą. Czyżby jednak nie przypadł im do gustu?
Kolejna sprawa, też hit: puszczony LUZEM pies po operacji kręgosłupa spotkał się z niechętnym mu czworonogiem, także będącym luzem, i został przegoniony. Uciekł, zaginął, nikt nie wie, gdzie jest, a musi przyjmować leki i regularnie bywać u weterynarza, nie wspominając o tym, że czeka go drugi etap operacji za niedługi czas. Hitem było też zgubienie przez fundację suki w wysokiej ciąży, która lada chwila mogła urodzić (pomijam fakt dopuszczenia do rozrodu, bo to już w ogóle trzeba opisywać w innych kategoriach).
Następna kategoria zaginięć połączonych z kradzieżą – spod sklepu. O tym, dlaczego psa nie zostawiać pod sklepem, już pisałam. Okazuje się, że niektórzy „ludzie” mają również niecodzienne hobby – odpinanie takiego siedzącego pod sklepem psa ze smyczy i odganianie go od miejsca, gdzie miał czekać. I takich psów potem również się szuka.
Ale hitem, absolutnym dla mnie hitem było ogłoszenie o zaginięciu 2-miesięcznego szczeniaka. Już sam fakt zaginięcia 2-miesięcznego psa był dla mnie trudny do zrozumienia: no bo jak taki pies może zaginąć? Nawet puszczony luzem, podąża za człowiekiem w naturalny sposób, a jak nie – to przecież można go dość łatwo wyłowić, nie tak? Ale jeszcze lepszy był sposób, w jaki pies zaginął – okazało się bowiem, że suka rezydentka… otworzyła drzwi i malec po prostu sobie powędrował. Jak to przeczytałam, to miałam burzę myśli w głowie – przede wszystkim, skoro ktoś wie, że suka umie otwierać drzwi, to czemu ich nie zamknął choćby na klucz? Albo na łańcuszek nawet? Po drugie – jak to możliwe, że ktoś nie zauważył, że ma otwarte drzwi do domu czy mieszkania? Czy nikt w takim razie na to 2-miesięczne szczenię nie zwracał uwagi? Gdy u nas bywały takie maluszki, to jak znikały w mieszkaniu z pola widzenia, zaraz któreś z nas szło sprawdzić, co takiego robią – bo zwykle nie było to nic mądrego, od sikania do butów zaczynając, na obgryzaniu mebli kończąc.
Kiedy zaistniał wysyp zaginięć psów puszczonych luzem w noc sylwestrową, to byłam pewna, że już nic mnie nie zaskoczy, jeśli chodzi o nieodpowiedzialność czy głupotę właścicieli. Okazuje się jednak, że nadchodząca wiosna skutecznie zburzyła mój światopogląd…