dom tymczasowy

Dobry dom tymczasowy – dlaczego to takie ważne?

Jeśli nie chcemy psa z hodowli, ale zależy nam na czworonogu o konkretnych cechach, to adopcja z domu tymczasowego może być dobrym rozwiązaniem. Trzeba jednak uważać, bo im więcej jest domów tymczasowych, tym są one – moim zdaniem – gorsze pod względem jakości opieki nad psem. Nie wszystkie rzecz jasna, ale pojawia się coraz więcej takich miejsc, które nie bardzo nadają się do wychowania psa, a tym bardziej do resocjalizacji, jakby nie było, psa po przejściach. Dlatego, bazując na znajomości „środowiska” oraz własnych obserwacjach, zdecydowałam się napisać parę słów o domach tymczasowych.

Czym jest dom tymczasowy?

Na początek zaznaczę coś istotnego dla dalszych rozważań. Wbrew temu, co uważa wiele osób, nie jestem zdania, jakoby osobie prowadzącej dom tymczasowy należały się pokłony za to, co robi. Człowiek, który ma właściwe spojrzenie na pomoc psu nie świadczy jej dla poklasku albo poszanowania w środowisku. Robi to z własnej, nieprzymuszonej woli, chcąc zaoferować czworonogom jak najbardziej komfortowe warunki powrotu do formy.

Przede wszystkim jednak dom tymczasowy jest miejscem, w którym mieszkają ludzie. To jednocześnie zaleta oraz wada; zaleta, bo daje psu szansę na przyzwyczajenie się do codziennego życia. Wada, bo niesie też ograniczenia: dom tymczasowy nie może zabrać każdego psa z ulicy, choćby z uwagi na metraż, warunki albo innych domowników. Przede wszystkim jednak dom tymczasowy to nie jest hotel. Różni się od niego ilością wziętych do siebie zwierząt, sposobem opieki nad nimi, trybem życia psa, warunkami czy podejściem do czworonoga. A przynajmniej powinien się różnić…

I tu, na wstępie, zaznaczę: dobry dom tymczasowy to dla mnie takie miejsce, w którym nie mamy hordy zwierząt. Domy, w których zwierząt jest np. 10, a opiekun jeden, to trochę pomyłka; przy psach własnych może ma to sens, jednak w przypadku, gdy każdy pies wymaga naszej indywidualnej obserwacji, opieki, pracy – to niewykonalne. Chyba że zatrudniamy dodatkową pomoc. Tylko czy to wówczas dom tymczasowy?

„Zieje, więc jest wesoły!:

Taką opinię na temat ziejącego psa usłyszałam tylko od pewnej starszej pani na spacerze… i od kobiety, która prowadziła dom tymczasowy. Ziajanie jako oznaka radości, ziewanie – zmęczenia, oblizywanie – głodu. Taki tok myślenia może mieć czterolatek albo ktoś, kto w ogóle nie miał styczności z psami. Dobry dom tymczasowy zna podstawowe pojęcia dotyczące psiego zachowania i jest w stanie zastosować je w praktyce. Wie, co to CS-y, bo chce się rozwijać i czyta odpowiednią literaturę.

Warto pamiętać, że pasja i lubienie tego, co się robi, jest w przypadku domu tymczasowego niezbędne. Jeśli nie przepadasz za sprzątaniem podłogi z siuśków czy oczekujesz od razu spacerów luzem albo przynajmniej na dystansie większym niż 100 metrów bez ciągnięcia psa za sobą – raczej nie zostawaj domem tymczasowym. To wszystko może się zdarzyć, choć oczywiście nie musi.

dom tymczasowy

Wracając więc do kwestii znajomości psiej psychiki – nie wyobrażam sobie, jak bez tej wiedzy można wziąć się za wychowanie psa, nie mówiąc o jego powtórnej socjalizacji i naprostowywaniu pewnych zachowań. Nawet do nauczenia psa chodzenia na smyczy, zostawania w domu, spokojnego jedzenia z miski potrzeba po prostu wiedzy – i tej teoretycznej, i tej, którą umiemy zastosować w praktyce. Jeśli więc spotkasz – tak jak ja – dom tymczasowy, który na widok psa rzucającego się z zębami na wierzchu do innego czworonoga reaguje „Ojej, no przestań!” – zastanów się wiele razy, zanim oddasz do niego psa albo go z niego weźmiesz.

Podejście holistyczne?

Ten termin jest obecnie bardzo modny, ale coś w nim jest, gdy chcemy zadbać o komfort i powtórną socjalizację psa wcześniej bezdomnego czy doświadczonego przez los. Dlatego w parze z tym, o czym napisałam wyżej, idzie również dbanie o sferę fizyczną psa. Oczywistości takich jak odpowiednie leczenie wszelkich dolegliwości nie muszę powtarzać, bo wszystkie domy tymczasowe poza tymi prowadzonymi przez ludzi zaburzonych akurat dbają o regularne wizyty w gabinecie weterynaryjnym. Czasem nawet są w nim nieco zbyt często, ale lepsze to niż zaniedbanie.

dom tymczasowy

Mówię natomiast o psich aktywnościach oraz żywieniu. Oczywiste jest, że dom tymczasowy zwykle prowadzą osoby empatyczne. Dopóki w ramach swojej empatii odczuwają żal i smutek na myśl o tym, że pies dotychczas nie dojadał, jest ok. Jeśli próbują mu to niedojadanie wynagradzać, np. pozostawiając zawsze pełną miskę czy dając wszystko bez opamiętania, bo „pies chce”, to jest bardzo źle. Psy bezdomne, zaniedbane, często mają problemy z prawidłową wagą – zazwyczaj ich masa ciała jest za niska w stosunku do wartości prawidłowych. Aby pomóc psu w powrocie do prawidłowej wagi przy jednoczesnym zapobieganiu chorobom, dolegliwościom układu pokarmowego czy wręcz nadwadze, jedzenie trzeba racjonować z głową. Najlepiej z ręki, bo psy, które głodowały w przeszłości, mogą mieć problem z jedzeniem łapczywym, a jednak to właśnie karma czy smakołyki są dla nich dobrymi motywatorami.

Drugą sprawą jest jakość jedzenia. O tym można spokojnie napisać książkę, która rozpoczyna się od „Karmię swoje tymczasy Pedigree, żeby móc wpłacić zaoszczędzone pieniądze na inne bezdomne psy”. Ja nie jestem wyznawcą tej zasady, nie uważam, że trzeba ratować na ilość – raczej na jakość. Uważam natomiast, że dom tymczasowy jest odpowiedzialny za tego konkretnego psa, którego ma pod swoim dachem. I dla psa w złej formie podawanie marketowego jedzenia o kiepskich składzie jest po prostu błędem. Psu w dobrej formie też podawałabym coś lepszego, choćby ze średniej półki. Jeśli ktoś nie ma funduszy na sensowną karmę ze średniej półki, to prawdopodobnie nie poradzi sobie też w momencie, gdy pies będzie wymagał konsultacji weterynaryjnej albo behawiorystycznej.

dom tymczasowy

co z tą aktywnością?

Dla wielu osób – nie tylko domów tymczasowych, ale i w ogóle właścicieli psów – najlepszym sposobem na aktywność jest spacer dookoła domu. Albo wypuszczenie psów na podwórko. I wiecie co – ja jestem w stanie zrozumieć, że ktoś może nie mieć codziennie czasu na rozbudowane, wartościowe aktywności z psem. Ale jeśli ktoś w ogóle nie ma ma to czasu, to już robi się kiepsko.

Podstawową sprawą jest rzecz jasna spacer. W przypadku psa, który trafia do domu tymczasowego, często pojawiają się problemy związane np. z lękliwością po założeniu smyczy. Pies nieruchomieje i nie idzie go ruszyć. Znam to, regularnie spędzałam z jedną z moich tymczasek po 40 minut na dworze, odwrócona do niej bokiem, żeby ta w końcu po kilku dniach odważyła się wysikać w mojej obecności, zapięta na luźnej, 3-metrowej taśmie.Ale na tym niestety często polega praca, którą wykonuje dom tymczasowy. Spacery to nie zawsze spełnienie marzeń; czasem przez jakiś okres nie ma ich wcale, np. w przypadku bardzo chorych szczeniąt. Czasem natomiast wymagają od nas mocnego kombinowania i planowania, jak chodzić, aby pies nie był narażony na zbyt wiele negatywnych bodźców naraz.

Ideałem byłoby, gdyby każdy dom tymczasowy był w stanie zaoferować psu aktywność dopasowaną do jego potrzeb. Trudno jednak oczekiwać, aby jedna osoba była specjalistą w tropieniu, treningach obi, agility; by pływała z psem, biegała z nim, jeździła na rowerze – i to o każdej porze roku i dnia. Z tego powodu uważam, że pewne podstawy powinny być standardem. Mówię tutaj o pracy węchowej (nawet w domu), treningu umysłowym (choćby poprzez naukę głupich dla wielu osób sztuczek), treningu posłuszeństwa (powiązanym z tym poprzednim) oraz nauce wyciszenia. Brzmi to bardzo rozbudowanie, ale z psem w domu tymczasowym zazwyczaj będziemy robić bardzo krótkie sesje treningowe, a część rzeczy (choćby wyszukiwanie smaczków na macie węchowej) pies może robić sam. Jeśli do tego dodamy spacer, na którym pies załatwi potrzeby, swobodnie powęszy oraz trochę porusza się bardziej intensywnie (czyli z grubsza rzecz  biorąc normalny spacer), to możemy powiedzieć, że podstawa została zapewniona.

dom tymczasowy

Rozwiązywanie problemów

Temu właśnie poniekąd służy dom tymczasowy – rozwiązywaniu problemów psa, które mogą utrudniać mu znalezienie nowego domu. Wymaga to wspominanego wcześniej posiadania wiedzy. Nadal niestety pokutuje kilka stwierdzeń, na które ja osobiście załamuje ręce. Są to między innymi:

  • odrzucenie klatki kennelowej w treningu lęku separacyjnego, bo to „jak w schronisku”;
  • dokarmianie psa przy stole, bo „należy mu się, tyle wycierpiał”;
  • pozwalanie psu na zachowania docelowo nieakceptowalne, bo znów „tyle wycierpiał, niech sobie odbije”;
  • puszczanie luzem psa, który nie wraca na wołanie i brak treningu przywołania, bo „jak zaufa i pokocha to wróci”;
  • nakręcanie zachowania niepożądanego (rzucania się na smyczy, atakowania, obszczekiwania) poprzez głaskanie i tłumaczenie czegoś psu.

Mogłabym mnożyć przykłady, ale chciałam Wam pobieżnie pokazać, o co mi chodzi. Jeśli ktoś nie ma w sobie chęci rozwoju, to niestety – nie jest dobrym domem tymczasowym.

Musimy pamiętać, że jako dom tymczasowy odpowiadamy za przygotowanie psa do życia z innymi ludźmi. Nie – do życia tak, jak nam jest wygodnie; bo trudno nam będzie znaleźć drugich ludzi takich jak my. Ktoś może być wspaniałym opiekunem dla danego psa, a jednocześnie nie akceptować durnego ujadania pod drzwiami, gdy tylko dzwoni domofon, dlatego nagradzanie psa za taką „czujność” może skończyć się dla niego bardzo źle. Nam to może nie przeszkadza, bo mamy przygłuchych sąsiadów albo mieszkamy w domu jednorodzinnym na odludziu. Gorzej, jak pies trafi do wspaniałych ludzi, których sąsiedzi są jednak bardziej wrażliwi na hałas.

Są jednak rzeczy, z którymi trzeba walczyć o wiele dłużej aniżeli przez okres tymczasowania. Są też sprawy, których całkowicie nie wyciszymy nigdy. I tutaj wkrada się…

Profilowanie

Czyli po prostu określanie, jakie cechy ma pies i w związku z tym jakie cechy powinien posiadać jego przyszły dom. To bardzo odpowiedzialne i – w mojej opinii – najtrudniejsze zajęcie domu tymczasowego. Trzeba bowiem określić bardzo dużo rzeczy, takich jak:

  • poziom aktywności nowych właścicieli;
  • możliwość zamieszkania z innym psem (jakiej płci, wielkości, w jakim wieku);
  • możliwość zamieszkania z innymi zwierzętami (wszystkimi czy tylko np. kotami? A może wyłącznie domowymi, nie gospodarskimi?);
  • możliwość zamieszkania z dziećmi (na jakim metrażu, w jakim wieku dzieci);
  • możliwość zamieszkania w bloku albo domu (czy psu jest obojętne, czy też moze któraś z opcji jest niezbędna);
  • stan wiedzy behawioralnej właścicieli;
  • wiek właścicieli;
  • tryb pracy (przekładający się na czas nieobecności w domu);
  • dostępność behawiorystów (przy problemach wymagających dłuższej pracy);
  • dostępność lekarzy weterynarii (przy przewlekłych problemach zdrowotnych).

dom tymczasowy

To tak z listy rzeczy, które na szybko wpadły mi do głowy. Nie każdy pies nadaje się do każdego domu, a sprawdzonym przeze mnie w teorii i praktyce przeciwdziałaniem zwrotom z adopcji jest dopasowanie psa do domu – i domu do psa.

Tak samo jak ważne są potrzeby psa, tak samo istotne będą preferencje właścicieli. Wpychanie ludziom psa, bo jest biedny, bo tyle  wycierpiał – tylko dlatego, że odpowiada im wizualnie – jest dla mnie działaniem na szkodę psa. Osoby, które chcą adoptować psa mają konkretne oczekiwania względem niego. Jeśli szukają małego psa, którego pielęgnacja nie będzie nastręczała problemów, ale który np. może odczuwać awersję do dzieci czy małych zwierząt (bo nie posiadają ich sami czy w otoczeniu i mogą pracować nad problemem), to polećmy im takiego psa. Albo odeślijmy do kogoś, kto takiego psa może mieć. Nie proponujmy dużego, długowłosego owczarka, bo takiego mamy na stanie i może akurat im się go wciśnie.

nauka przede wszystkim

Wiem, że to wszystko brzmi, jakbym miała wygórowane oczekiwania względem domów tymczasowych. Wszystko to jednak opieram na własnej praktyce – zarówno z punktu widzenia kogoś, kto oddawał psy do różnych domów tymczasowych, jak i kogoś, kto dom tymczasowy prowadził.

dom tymczasowy

Normalnym jest, że człowiek popełnia błędy – również ten, który tymczasuje psy. Czasami do życia wkrada się rutyna, niekiedy brak czasu albo sił w obliczu kolejnych, piętrzących się utrudnień. Nie ma niczego złego w przyznaniu się do błędu czy niewiedzy – sama czasem szukałam pomocy osób „z zewnątrz”, które nie mają emocjonalnego podejścia do sprawy danego psa, i zawsze dawało to doskonałe rezultaty. Czasem mam wrażenie, że z tymczasowaniem psów jest trochę tak, jak z wychowaniem dzieci – do tego potrzeba całej wioski. Jeśli do tej wioski zaliczymy dobrego behawiorystę czy praktyka, który ma fajne rozwiązania; weterynarza, który zna się na rzeczy; innych pasjonatów psów, którzy służą dobrym słowem, radą czy wsparciem – zyskujemy wsparcie i pomoc.

Niestety, bezdomnych psów jest tyle, że stale wzrasta zapotrzebowanie na domy tymczasowe. I, znów, niestety takie domy nie zawsze powinny nimi zostawać. Dobre serce nie jest bowiem jedynym i podstawowym wyznacznikiem, który pozwoliłby na stworzenie bezpiecznej przystani dla psa wymagającego powtórnej socjalizacji. Tymczasowe miejsce schronienia w awaryjnej sytuacji – jak najbardziej. Dom tymczasowy to jednak coś więcej; to bycie odpowiedzialnym nie tylko za psa, którego się ma w domu, ale również za jego przyszłe życie u boku właścicieli. Nie należy o tym zapominać.

Poznaj nasze tymczasy
Część historii naszych tymczasów opisaliśmy na blogu. Oto one: – biała Dotka merlakowi bracia Charlie i Bolekszalony Rambo