Lęk separacyjny cz. 1 – korzenie, objawy i powitania

Lęk separacyjny jest trochę tematem tabu – nie mówi się o nim głośno, zupełnie jakby był czymś wstydliwym. Tymczasem to właśnie on jest przyczyną wielu przypadków, kiedy właściciel decyduje się na oddanie do schroniska swojego psa czy szukanie mu nowego domu. Dlaczego z lękiem separacyjnym tak trudno walczyć? Bo każdy przypadek jest inny…

Na początku chciałbym tylko dodać, że – z powodu obszerności tego tematu oraz tego, że chcę podejść do niego jak najpełniej – notki będą dzielone na kilka części. Mam nadzieję, że nie sprawi Wam to problemu, z pozwoli na spojrzenie na lęk separacyjny z mojej perspektywy.

Lęk separacyjny – wybiórczy i indywidualny

Czy kiedykolwiek czuliście się zagrożeni tym, że bliska Wam istota nagle wyjdzie i nie wróci? Baliście się, że nie zobaczycie znów osoby, na której Wam zależy i bez której nie wyobrażacie sobie codziennego życia? Na pewno tak – i Wasz pies również to odczuwa, kiedy cierpi na lęk separacyjny. Różnica polega na tym, że ludzie są w stanie sobie wzajemnie wytłumaczyć, że przecież niedługo wrócą. Nawet dziecku odprowadzanemu do przedszkola jesteśmy w stanie wyjaśnić, że gdy mała wskazówka dojdzie na numer „3”, a duża zatrzyma się na numerze „12”, mama przyjdzie i pójdziemy razem do domu. Niestety, psu tego nie wytłumaczymy, bo nie jesteśmy w stanie porozumieć się z nim na tym poziomie. I z tego braku zrozumienia i braku możliwości złożenia obietnicy, że wrócimy, bierze się lęk separacyjny.

Powiem więcej – kilkukrotnie, podczas szukania rozwiązań względem naszego problemu z lękiem separacyjnym, spotkałam się z psami, które cierpią na niego tylko w określonych okolicznościach. Potrafią wykazywać objawy tylko wówczas, gdy wyjdzie konkretny domownik, nawet jeśli reszta jest w domu. Są w stanie spokojnie zostać, gdy jako ostatni wychodzi ich pan, ale odprawiają histeryczne sceny, gdy zostawi je ktoś inny – albo odwrotnie.

Moim zdaniem lęk separacyjny jest tak trudny do wyleczenia z prostego powodu: ciężko jest go stwierdzić. Nie ma jednoznacznych objawów, które mogą nam powiedzieć: oto nasz pies cierpi na lęk separacyjny. Nie ma też konkretnych metod, które każdorazowo mogą coś dać w walce z tym zaburzeniem. Wszystko zależy od nas, naszego psa i tego, co akurat mu podpasuje.

DSCN8260 - Kopia-2

Objawy lęku separacyjnego

Nigdy nie jest tak, że lęk separacyjny objawia się u każdego psa dokładnie tak samo, z objawami występującymi w tych samych sytuacjach oraz w takim samym natężeniu. Można jednak powiedzieć, że jest zestaw czynników, które mogą wskazywać na to zaburzenie u psa. Na pewno można tutaj zaliczyć widoczne dla nas gołym okiem objawy, takie jak niszczenie przedmiotów pozostawionych w domu. Z drugiej strony niszczenie może wynikać po prostu z tego, że nie zapewniamy psu odpowiedniej liczby stymulujących go bodźców psychofizycznych, za bardzo nakręcamy go przed naszym wyjściem, albo odwrotnie – nie dajemy mu możliwości spuszczenia nadmiaru energii przed zostawieniem.

Jednym z wymienianych objawów lęku separacyjnego jest również wycie i szczekanie. Co ciekawe, często o tym, że pies zachowuje się głośno, nie wiemy – zwłaszcza jeśli mieszkamy w domu jednorodzinnym albo nasi sąsiedzi na to nie zwracają uwagi lub psa nie słyszą. Epizody wycia i szczekania są zwykle czasowe, występują naprzemiennie, zależnie od czasu pozostawienia psa. U 90% psów, których nagrania z kamer widziałam, lęk separacyjny objawia się również skomleniem, i to ono zdaje mi się charakterystyczne dla tego zaburzenia – po prostu rozdziera serce właściciela.

Objawem, którego również często możemy nie zauważać, jest chodzenie. Za coś oczywistego przyjmujemy, że pies sobie chodzi po mieszkaniu – zostawiamy go w jednym miejscu, a po powrocie zastajemy w innym. Nie wiemy jednak, co robił w trakcie naszej nieobecności, a jednym z bardziej oczywistych objawów niepokoju u psa jest chodzenie w kółko. Nie wyobrażacie sobie, jakie odległości potrafił pokonywać Mały Biały – od okna do drzwi, od drzwi do okna; zaglądał w każdy kąt, biegał po łóżku, dreptał tam i z powrotem. I tak przez kilka godzin – myślę, że spokojnie robił kilka kilometrów.

Do objawów, które powodują naszą złość, ale które są nieoczywiste, zaliczyłabym załatwianie się w domu. Pies, który na co dzień załatwia się na dworze i sygnalizuje chęć wyjścia, z ogromnym stresem i niepokojem znosi zwykle załatwienie się w domu. Oznacza to, że musiało stać się coś, co sprawiło, że pies tak się zachował. Niestety, i to nie wskazuje jednoznacznie na lęk separacyjny. Może to być oznaka choroby, problemów gastrycznych, złapanego wirusa, czy po prostu tego, że psu zdarza się załatwić w domu, bo… jest brudasem. Tak, wszyscy zawsze mówią, że psy nie lubią załatwiać się w domu, ale żeby była zasada, muszą być wyjątki – i uwierzcie, są.

System występowania objawów

To, jakie objawy występują w przypadku lęku separacyjnego u danego psa, zależy tak naprawdę od trzech kwestii. Pierwsza to otoczenie. Jeśli pies zostaje regularnie sam, to jest duże prawdopodobieństwo, że szybciej przyzwyczai się do tego, że właściciel w końcu wraca – przywyknie do pewnego terminarza wyjść i powrotów. Tutaj występuje jednak też prawdopodobieństwo, że jeśli w żaden sposób psu nie pomożemy w radzeniu sobie z lękiem, a trafimy na osobnika neurotycznego, to zachowanie będzie się pogłębiać i z czasem coraz trudniej będzie je zwalczyć – bardziej niż zaburzeniem, stanie się nawykiem. Co więcej, jeśli kiedyś się spóźnimy, również może to spowodować nawrót objawów, i to na dużo większą skalę niż dotychczas.

Pies zostający nieregularnie, na różny czas oraz o różnych porach może szybciej wpadać w panikę związaną z nagłym zostawieniem. Paradoksalnie,  może to pomóc w przyzwyczajaniu do zostawania samemu, jeśli faktycznie nasze wyjścia będą wcześniej odpowiednio przygotowane oraz będziemy wychodzić na różne okresy czasu. Wówczas pies zobaczy, że raz wracamy po 10 minutach, potem po 5, a jeszcze inaczej, gdy będziemy chcieli wrócić po 15 – może spokojnie przeczekać ten okres, bo będzie do tego poniekąd przyzwyczajony. Zostawienie na krótszy okres może wręcz nie wywoływać objawów, co zdarzało się również w naszym przypadku na pewnym etapie, ale nie wskazuje to na fakt, że lęk separacyjny został zaleczony.

Drugą kwestią, od której – według mnie – zależne jest występowanie objawów, jest człowiek, który psa zostawia. Ma to trochę powiązania z relacją, jaką mamy z psem, a także z samym charakterem psa, który jest trzecim elementem układanki. Niektóre psy zareagują wyłącznie, gdy zostawi je ich ukochany właściciel – niezależnie na jak długo. Gdy osoba zostawiająca psa denerwuje się tym, czy objawy wystąpią, mogą te nerwy udzielić się psu, który będzie częściej wykazywał objawy lęku niż po zostawieniu przez osobę podchodzącą do tematu „na zimno”. Istotne są również pewne rytuały – niejednokrotnie to one, a nie samo pozostawienie czworonoga, wywołują objawy lęku, bo budzą w psie pewne skojarzenia i wyrabiają nawyki.

Pożegnania i powitania – wylewne czy oschłe?

No właśnie, i tutaj dochodzimy do jednej z najbardziej kontrowersyjnych kwestii w zakresie lęku separacyjnego. Gdy walczyliśmy z lękiem u Małego Białego, czytaliśmy głównie, że należy ignorować psa przed wyjściem oraz po przyjściu do domu, aby nie uważał naszych wyjść za coś niezwykłego. Czy jednak faktycznie? To zależy od relacji na linii pies-właściciel.

Jeśli na co dzień dużo do psa mówimy (tak, zdarza mi się, zwłaszcza gdy jesteśmy sami) i pracujemy nad pogłębianiem relacji, to nagłe odstawienie psa w momencie, gdy wychodzimy i wracamy, może zadziałać na niekorzyść. Pomyślmy: jesteśmy w domu, zachowujemy się normalnie, po czym nagle zaczynamy psa ignorować, zasadniczo robiąc mu karę za nic, jeśli przywykł do socjalnych kontaktów. Pies zaczyna się niepokoić, bo nie wie, co zrobił nie tak, że właściciel go za coś karze; już wtedy ten niepokój powiększa się, gdy zostawiamy go nagle samego, bo pies przekłada związek przyczynowo-skutkowy i nasze wyjście rozumie jako jeszcze większe ignorowanie. Bez możliwości naprawienia stosunków z właścicielem, zaczyna się denerwować, co wzmaga lęk separacyjny. Potem wracamy i znów ignorujemy psa, a przecież psy między sobą albo z naszymi gośćmi witają się z radością. Pies nie tylko może w ten sposób wyrabiać negatywne skojarzenia z zostawaniem samemu, co pogłębi jego lęk separacyjny, ale również szybko doprowadzi to  do popsucia naszej więzi, zwłaszcza gdy nie była jeszcze specjalnie mocna, albo gdy są inne czynniki do nas atrakcyjniejsze.

Dla mnie idealnym rozwiązaniem jest traktowanie psa normalnie. Gdy wychodzimy, odsyłamy go na jego miejsce – dla mnie komenda odsyłająca na miejsce jest jedną z koniecznych, bez niej nie wyobrażam sobie wykonywania wielu rzeczy z psem – i po prostu wychodzimy, zostawiając psu ew. wypchanego konga czy smakołyki. Powrót również powinien odbywać się pozytywnie – witamy się z psem, nie powodując jednak jego nadmiernej ekscytacji. U nas działało to na zasadzie wejścia do domu, zwrócenia się do psa (choćby zwykłym „Cześć”, no nie mówcie, że nie gadacie do psów 😉 ), rozebrania się z butów, kurtki, zostawienia torebki i zakupów, a potem kucnięcia na ziemi i przywitania z psem. Bez podnoszenia głosu i piszczenia z radości, bez biegania po domu – ale z serdecznością i sympatią. W końcu pies nic nie zawinił, nawet jeśli pod naszą nieobecność coś zniszczył – to jedynie nasza wina.

 

C.D.N., a w nim – jak odczarować rytuały wychodzenia, co przydaje się w nauce zostawania, jak pracować nad lękiem separacyjnym.
  • Michalina Brzezińska

    Z utęsknieniem czekam na dalsze części, szczególnie że czytając inne Twoje wpisy, przekonałam się, że można a czasem wręcz należy mieć inny punkt widzenia i kombinować na własny sposób.
    Z moim bostonem zmagamy się z lękiem separacyjnym i dla mnie jest to coś, co kładzie się cieniem na całe nasze życie i tym samym relacje z psem. Czytałam i robiłam chyba wszystkie standardowe rzeczy jakie zalecają w tym przypadku, jak dla mnie, bez skutku…Na dniach będę się umawiać z behawiorystą, poważnie rozważam także psią świetlicę, bo jednak wątpię byśmy doszli do tych 8-9 godzin, bym mogła pójść do „zewnętrznej” pracy (do tej pory pracowałam w domu).

  • O, fajnie. Właśnie mam rozkminę nad Milką, bokserką mojego chłopaka. Niby pies na schwał, niczego się nie boi, ruchu i bodźców ma dużo, a potrafi niszczyć wszystko co się znajdzie w zasięgu pyska, gdy zostanie sama. Czekam na dalsze wskazówki 🙂

  • Ja również z niecierpliwością czekam na kolejne artykuły na ten temat. Nasz Franz ma 4 miesiące, od października zaczynają nam się studia, a piesek nie chce zostawać sam. Już się obawiam okresu szkolnego..

  • Pam

    Również czekam na dalsze artykuły…
    Mój 4letni buldożek niestety cierpni na lęk separacyjny. Praktycznie od początku mamy z tym problem…wycie, pisk pod drzwiami, drapanie, bieganie od okna do drzwi, ogromne ilości śliny rozniesione po całym mieszkaniu…codziennie zapewniamy mu dłuuugaśne i męczące spacery rano i wieczorem, przed wyjściem rozłożenie zabawek, jedzenia po mieszkaniu, wychodzenie z domu aby nie widział jak się ubieramy, jak będzie zajęty jedzeniem…nadal nic 🙁 przyznam, że jestem załamana…teraz zaczynamy próbować „odczarować” drzwi wyjściowe…nie wiem czy to coś da 🙁

  • Pingback: Mój pies niszczy - to powód do dumy? - Biały Jack()