Przygotowania do przeprowadzki idą u nas pełną parą. Pakowanie jest zrealizowane już po części, dlatego chciałabym trochę napisać o tym, jak przetrwać pakowanie z psem 😉 A nie jest to proste, jeśli małe, białe stworzenie chodzi po WSZYSTKIM, bo robi kontrolę, wszędzie zostawia mokre pieczątki z nosa oraz włazi do każdego pudełka, chyba z założeniem, ze jak wywiozą, to przynajmniej z nim w środku. Małe Białe przyzwyczajone jest do pakowania jako takiego, ponieważ bardzo często podróżuje – ale nie jest przyzwyczajone do tego, że wszystkie jego zabawki z ukochanej i pilnowanej szafki lądują w jakimś pudle i nagle nie ma do nich dostępu! Desperacko próbował uratować też te, które uznaliśmy za zbyt zużyte, aby obciążały nasz bagaż – wyłowienie ze stulitrowego worka śmieci okazało się jednak zbyt trudne, zwłaszcza, że worek większy od psa i ciągle ktoś go pilnuje.

 

 

Faktem jest, że młody poczuł się nieco zestresowany tym, że wszystkie rzeczy nagle lądują w pudełkach, państwo siedzą na podłodze i coś wybierają, a wszędzie panuje bur…no, bałagan. Z tego powodu uznałam, że odseparowanie go w klatce miałoby gorsze konsekwencje niż zostawienie luzem i pozwolenie na „pakowanie” razem z nami. W ten sposób pies, zamiast siedzieć w miejscu i myśleć, że oto najpewniej mamy zamiar zapomnieć o nim zamkniętym w klatce i pójść sobie precz, pomagał nam aktywnie w zbieraniu rzeczy, wszystko przeglądał, wszędzie zaglądał i wchodził. Było to nieco upierdliwe, ale czego się nie robi dla zdrowia psychicznego psa 😉 Tutaj jednak należy uważać, bo jest mała pułapka – niektóre psy o wiele lepiej znoszą przeprowadzkę, gdy nie biorą udziału w całym tym zamieszaniu, zwłaszcza jeśli i pies, i jego właściciele są bardzo niespokojni. Krótko mówiąc: nasz spokój udziela się psu, który nie widzi nerwowej bieganiny i będzie w stanie spokojnie przetrwać okres pakowania razem z nami. Z tego też powodu wyjadę z nim nieco wcześniej z samego mieszkania w podróż do nowego miejsca, ale o tym niebawem (mam nadzieję, że prędzej niż później 😉 ).

 

Warto dodać, że pies znalazł również wiele plusów w pakowaniu się razem z nami. Przede wszystkim odkrył, że niektóre papiery fajnie szeleszczą, więc warto byłoby je po prostu zaanektować jako zabawki, w zemście za te wyrzucone. Niestety, nikt z nas nie wyrażał ochoty na nocne wychodzenie z psem, który nagle zechce załatwić się owymi papierami, stąd pomysł nie został zrealizowany. Gdy młody doszedł do wniosku, ze nic nie zyska, łażąc między nami, a do tego folia leżąca na podłodze jest cholernie śliska – wszedł na łóżko i obserwował nas z typowej pozycji dla polskich robotników. Czyli robił nadzór. Czasami jedynie pokazywał, że nadal tu jest i abyśmy sobie nie pozwalali na zbyt wiele, dotykając zimnym nosem a to w rękę, a to w szyję (z zaskoczenia oczywiście), więc emocji nie brakowało.

 

 

Na sam koniec, gdy pudła były spakowane, a został wieeeeeeelki wór śmieci, postanowiliśmy zabrać psa ze sobą na wycieczkę do kontenerów. Przede wszystkim po to, aby wiedział, że to, co robimy, nie oznacza, że on nie będzie brał w tym udziału – znając Małego Białego po zostawieniu w mieszkaniu w takiej sytuacji mógłby rozpocząć się paniczny lament, który rzadko, ale jednak występuje. Zwłaszcza, że sytuacja jest dla psa zupełnie nieznana, a on sam – dość emocjonalny. Niebawem planuję rozpocząć powrót do treningu crate games, który będę kontynuować przez calutki okres przeprowadzki oraz po niej – po to, aby pies zobaczył, że jego klatka zupełnie się nie zmienia, a także przypomniał sobie, że emocje można jak najbardziej kontrolować.
Close Menu