psie rzeczy

Psie rzeczy: nasze TOP 6 produktów

Każdy miewa swoje ulubione rzeczy. Niektóre lubimy z uwagi na wygląd; w innych cenimy sobie praktyczność. Z jeszcze innymi wiążą się przyjemne albo ważne dla nas wspomnienia. W przypadku psich rzeczy dla mnie najistotniejsza jest użytkowość danych przedmiotów – jak długo można je stosować bez wymiany na nową wersję, czy po dłuższym czasie nadal spełniają swoją rolę i wyglądają tak, że człowiek nie chce ich wyrzucić. Wśród wielu bardziej i mniej celnych decyzji dotyczących zakupów psich akcesoriów, zabawek czy ogółem produktów mamy 5 typów, które zdecydowanie wygrywają. Oto nasze najbardziej sprawdzone psie rzeczy.

1. Kong Extreme

O tym bałwanku marki Kong było już sporo w osobnym wpisie, więc nie będę bardzo rozwodzić się nad jego zaletami. Napiszę tylko, że nasza wersja – ta, którą widzicie na zdjęciach – przetrwała 7 lat, z czego przynajmniej rok intensywnego użytkowania właściwie codziennie. Raz się z nami przeprowadzała, a niezliczoną ilość razy wyjeżdżała na krótsze i dłuższe wakacje. To zabawka, z której jestem najbardziej zadowolona, zarówno z uwagi na jej wytrzymałość, jak również funkcjonalność.

kong, psie rzeczy

2. FURminator

Na początku mieliśmy podróbkę, a z czasem pojawił się u nas ten oryginalny. I nie dość, że okazał się sto razy lepszy, wbrew wielu opiniom, że nie ma między nimi różnicy (prócz ceny), to jeszcze nadal służy nam bez zarzutu. Pomijając fakt, że zgubiłam zaślepkę na ząbki, to nic nie uległo w tym sprzęcie zniszczeniu. FURminator stoi w naszej łazience, w podręcznym koszyku na przybory, a mimo to nie ma na nim nawet śladu rdzy. Nadal dobrze wyczesuje sierść i przyznam szczerze, że bez niego chyba byśmy utonęli w białych kudłach. Patrząc jednak na psie rzeczy – FURminatora Mały Biały nie uznałby za faworyta, bo jest…

3. Piłka pyszczek

To jest istny fenomen. Mały Biały generalnie uwielbia piłki – zwłaszcza te piszczące. Żadna jednak nie cieszy się takimi przywilejami jak pyszczek. Ta piłka z lateksu za mniej niż dychę sprawia, że pies zapomina o ciągłym węszeniu i nastawia się na świetną zabawę. Mieliśmy rozmaite piłki znanych firm i naprawdę – żadna nie była tak uwielbiana, ale i nie przetrwała tak długo! Mimo że Mały Biały zazwyczaj niszczy psie rzeczy, to pyszczek mamy dopiero drugi (w poprzednim zrobiła się mała dziurka, ale nie jestem pewna, czy od psiego zęba). A zdarza się nam przeciągać pyszczkiem! Mi brakuje w niej jedynie sznurka, dlatego poszukiwania idealnej, piszczącej piłki na sznurku uważam nadal za otwarte 😉

karmy, psie rzeczy

4. Klatka kennelowa

O niej również był osobny wpis. Jeśli jesteś dłużej na blogu, to podejrzewam, że idea klatkowania psa jest Ci znana i pozostaje dla Ciebie zrozumiała. Mały Biały obecnie w domu z rzadka zostaje zamknięty w kennelu – muszą być ku temu wyjątkowe okoliczności. Niemniej wszystkie wyjazdy odbywają się z ukochaną klateczką (a przynajmniej odbywały – obecnie jeździ z nami transporter, który po prostu wynosimy z auta do samochodu). Mamy klatkę MidWest iCrate, jej dokładne wymiary znajdziecie w tym wpisie. Jest u nas od 6 lat, taca nadal w całości, klatka składa się bez problemu (tak też była wielokrotnie przewożona, również pociągiem), drzwi działają bez zarzutu. Powiem więcej – czarna farba nie odeszła z żadnego jej fragmentu! Jeśli chodzi o psie rzeczy z tej kategorii, ta klatka zdecydowanie wychodzi na plus; przedtem mieliśmy model Double Door i nie było to coś wartego uwagi.

5. Flexi

Zdaję sobie sprawę z tego, że jest tutaj kilku przeciwników smyczy automatycznych – dla każdego coś dobrego, nikt nie musi lubić wszystkiego. W naszym przypadku flexi jest podstawową smyczą na codzienne spacery. Obecnie od ponad 3 lat używamy modelu Flexi Vario w zestawie z pojemnikiem na woreczki. Ani razu smycz się nie zacięła, nie wymagała naprawy. Taśma na całej długości nie ma uszkodzeń. Przedtem mieliśmy model linkowy, który z uwagi na wygodę (woleliśmy taśmę od linki) zamieniliśmy na wersję z taśmą i odblaskiem. To już trzecia Flexi u nas i żadna nie została wymieniona z uwagi na awarię – pozostałe dwie również działają. Wszystkie smycze ze zdjęcia poniżej znajdziecie tutaj.

psie rzeczy

6. Pas biodrowy, amortyzator i uprząż

Postanowiliśmy potraktować to jako zestaw. Pas biodrowy i amortyzator mamy z Hifici – kupiliśmy ten komplet przynajmniej 4 lata temu, a chyba nawet 5, ale pewności nie mam. Szczegóły znajdziecie w osobnym wpisie, o tutaj. Dla mnie ten zestaw jest niezniszczalny – był wielokrotnie szorowany z błota, suszony po deszczu, podróżował w niekoniecznie sprzyjających warunkach i nic mu się nie dzieje, a bywają psie rzeczy, które o wiele łatwiej zniszczyć. Ba, powiem więcej – rok temu użytkował go Rambo ze swoją właścicielką. I też byli zadowoleni 🙂

3 lata temu zainwestowaliśmy w uprząż Ruffwear WebMaster, o której przeczytacie tutaj. I wiecie co – dziwią mnie złe opinie o tej firmie, bo ja jestem bardzo zadowolona. Uprząż jest użytkowana intensywnie przez 2 tygodnie w roku (intensywnie: trasy po 20 km, często w błocie i wodzie, kamieniste i generalnie niesprzyjające) plus podczas dodatkowych wypadów, których jest przynajmniej kilkanaście. Na szelkach nie ma żadnych luźnych nitek, przetarć, nic się nie rozregulowało. Mały Biały jest na nich regularnie podnoszony, aby pokonać przeszkody – również nie szkodzi to ich wyglądowi i dalszemu użytkowaniu. My jesteśmy bardzo zadowoleni i tylko wieść o tym, że Hifica szykuje nowy model szelek, może przekonać nas do zakupu czegoś o podobnym przeznaczeniu.

lubań z psem, psie rzeczy

#BONUS

Często pytacie nas, jakie akcesoria polecamy i czy mamy swoją ulubioną firmę hand made. W sumie ulubionej nie mamy, bo – o, zgrozo! – nie kupujemy za wielu akcesoriów, dlatego trudno nam o porównanie. Jak dotąd bardzo lubimy wszelkie akcesoria z alkantary, które dosłownie się nie starzeją i nadal wyglądają jak nowe. Jedynym ich minusem jest fakt, że intensywne kolory mogą przed pierwszym praniem barwić psa (zwłaszcza białego). Rozwiązaniem jest oczywiście wypranie szelek czy obroży. Alkantara jednak sprawdza się u nas najlepiej. Jeśli jest lekko przybrudzona, to pranie (w pralce oczywiście) przywraca ją do czasów świetności. Nie pruje się, nie zgromadzi bardzo sierści, jest przyjemna w dotyku i bardzo ładnie się prezentuje. Dodatkowo – nie obciera gołych psich paszek 😉