Małe białe jest bardzo przyjazne do innych psów. Bardzo oznacza w tej sytuacji BARDZO – praktycznie zdarzył nam się dotychczas jeden pies, którego małe białe zdecydowanie nie lubi (głównie przez to, że jest to pies dość niepewny, który na jego widok się kładzie i prawie wcale nie CSuje), choć tego nielubienia pokazywać mu nie pozwalam. Tak czy siak, mamy z M. wrażenie, że on bardziej lubi psy niż one jego 😉

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy może być ogromny entuzjazm, który małe białe wkłada w każdy kontakt z psem. Entuzjazm ten jest wybuchowy, aczkolwiek dość krótki (nie licząc okresu, kiedy zaczęły mu hormony walić na dekiel i próbował kryć wszystko, co się ruszało, łącznie z kotem), dlatego psy, które go znają, starają się ten moment przeczekać. Robią to rozmaicie – najczęściej po prostu nieruchomieją, jeśli są jego wielkości. Inne przypadki: czekają z miną „no dobra, mały, dajesz”, gdy są większe; próbują odgryźć mu wszystko, gdy są yorczką Mayą; warczą jak z piekła, gdy są Zuzanką. Żeby nie było: małe białe jest hamowane w swoich zapałach, nie pozwalamy na skakanie po innych psach, gdy one sobie tego nie życzą albo są mniejsze; nie lecimy się witać z każdym psem w okolicy i pozwalamy na podbieganie do każdego psa. O przyjaciołach na zawsze było już tutaj. Mamy też paru psich znajomych na miejscu, z którymi mały biały na dość poprawne stosunki.
Jedną z tych znajomych jest suczka czarnego teriera rosyjskiego, która jest aniołem cierpliwości, a zarazem zawsze zaprowadza porządek, zwłaszcza gdy do naszego towarzystwa zbliża się ktoś obcy albo gdy małe białe za bardzo szaleje z zabawkami – duże czarne robi wtedy „woof”, a małe białe nieruchomieje. Bardzo też małe białe kocha panią terierki, a terierka ciągle próbuje wyłudzić ode mnie jedzenie, choć wiemy obie, że jej nie wolno 😉
Innym kolegą jest labrador, którego głównym zajęciem jest powolne kroczenie trawnikiem bądź chodnikiem albo leżenie w jednym miejscu „na spacerze”. Małe białe chętnie się z nim wita, ale szybko traci zainteresowanie, albowiem labek ów jest bardzo nieruchawy 😉
Małe białe szybko zdobywa również znajomych na spacerach, o ile znajomi ci mają podobne usposobienie. Wówczas wygląda to tak, że następuje radosne przywitanie, seria podskoków, gonitw, a potem małe białe się nudzi i okazuje zdegustowanie i zniercierpliwienie, bo ile też można bawić się z jednym psem, c’nie? 😉
Ciekawie wyglądają też jego stosunki z dużymi psami albo choć psami większym od niego – zazwyczaj po prostu wywala się brzuchem do góry (ale to w stosunku do prawie każdego psa), a w trakcie zabawy, gdy stwierdza, że ze strony dużego spotyka go zbyt duża niesprawiedliwość… zaczyna ujadać. Brzmi to tak, jakby drugi pies po prostu próbował odgryźć mu łapę. W rzeczywistości zazwyczaj następuje to w trakcie pościgu, gdy małe białe widzi, że ścigający go pies jest zbyt blisko – zaczyna ujadać, a pies staje jak wryty, podczas gdy zadowolony z siebie jack russell zapierdziela do przodu i znów zachęca do zabawy. Co ciekawe, ten chwyt działa za każdym razem, niezależnie od tego, ile razy był już stosowany nawet chwilę wcześniej.
Raz tylko mały biały był totalnie skołowany i nie wiedział, jak się bawić. Byliśmy nad morzem, właścicielka kwatery ma swoje stadko, w tym starszego już i nieco schorowanego owczarka niemieckiego. Owczarek ten jest zupełnie nieowczarkowy – pięknie i wręcz wzorcowo obrazuje ideę stoicyzmu, zero w nim histerii; podczas gdy inne psy szczekają, on stoi i patrzy. Ów Henryk (bo tak się zowie), zachęcony przez swoją właścicielkę do zabawy z małym białym… po prostu otwierał paszczę i łapał leżacego brzuchem do góry russellka wpół. I stał dalej – nie ruszał się, nie zaciskał paszczy. A małe białe leżało i się nie ruszało. Potem Henryk zabierał paszczę, a obślinione małe białe merdało ogonem i się do niego wdzięczyło. I tak to się odbywało przez dobry kwadrans 😉
Close Menu