Już za bardzo, bardzo niedługo czeka nas wyjazd w góry. Z niecierpliwością czekamy na te wyjazdy – możemy razem aktywnie spędzić czas w miejscu, które kochamy. Zanim jednak wyjdziemy – musimy się spakować. A to już cięższe zadanie… Dlatego dziś wpuścimy Was w kuluary naszego prywatnego życia, pokazując, co zabieramy ze sobą na wyjazd. A raczej – co zawiera w sobie psia górska walizka Małego Białego…

Choć podobny wpis o psim niezbędniku już powstał, to jednak chciałam Wam nieco przybliżyć, co my konkretnie zabieramy na górskie wakacje. Nie są to wakacje jak każde inne – spędzamy je aktywnie, jeździmy w różne miejsca, również nie tylko na terenie Polski. Bywamy zarówno na szlakach, jak również w mieście czy podróżujemy różnymi środkami lokomocji. Musimy być przygotowani właściwie na każdą ewentualność.

Psia górska walizka – czy to konieczne?

Mój mąż, pańcio Małego Białego, mówi nieraz, że pies ma większy bagaż niż my. Choć nieco wyolbrzymia, to jednak – jak w każdym stwierdzeniu –  i w tym jest ziarnko prawdy. Staram się nie zabierać Małemu Białemu rzeczy, które wiem, że raczej się nie przydadzą, ale czasami trudno jest nam stwierdzić, co właściwie się przyda, a co jest raczej zbędne. Z tego powodu wszystkie rzeczy, które zabieramy, podzielimy na kilka kategorii. Łatwiej będzie dzięki temu ustalić, co faktycznie musimy zabrać, a co raczej jest naszym wymysłem i sprawia, że psia górska walizka się nie domyka ;).
psia górska walizka
Inaczej wyglądało to w czasach, gdy jeździliśmy pociągiem – wtedy minimalizowaliśmy ilość bagażu do rzeczy niezbędnych. Dziś zabieramy to, co nam akurat pasuje, nawet jeśli niekoniecznie się przyda, aczkolwiek nadal unikamy zabierania wielu szpargałów czy rzeczy bardzo dużych gabarytowo, a nie zawsze przydatnych. Podróże jednak uczą swego rodzaju minimalizmu 😉

Dokumenty

Do rzeczy niezbędnych, które pomieścić musi psia górska walizka zaliczamy te, bez których nie możemy obejść się na takim wyjeździe. Przede wszystkim jest to książeczka zdrowia, a obecnie również paszport. Poruszamy się przede wszystkim po Słowacji i w razie kontroli niezbędne jest okazanie paszportu z ważnymi szczepieniami, ochroną przed pasożytami zewnętrznymi oraz wewnętrznymi. Pamiętajcie, że brak wpisu o szczepieniu przeciwko wściekliźnie (albo brak paszportu) może skutkować nie tylko mandatem, ale tez przymusową kwarantanną, której zostanie poddany nasz pies. W przypadku, gdy posiadamy w paszporcie wpis o poprzednim szczepieniu, to obecne staje się aktualne z momentem jego podania – jeśli nie minął ponad rok. W przeciwnym wypadku obowiązuje okres 21-dniowej karencji od momentu zaszczepienia do momentu wjazdu na terytorium Słowacji. Dobrze jest o tym pamiętać i odpowiednio rozłożyć sobie wizyty u weterynarza.
Pies posiadający paszport musi mieć albo chip, albo tatuaż – przy czym w drugim przypadku musimy posiadać również np. metrykę. Warto jednak zachipować zwierzaka – tatuaż z czasem może stać się trudny do odczytania, podobnie jak w przypadku, gdy zwierzę ucieknie i padnie ofiarą wypadku czy np. wpadnie w konflikt z innym czworonogiem i odniesie rany. Chipowanie w niektórych miastach jest darmowe, w innych trzeba za nie zapłacić nawet do 120 zł – warto szukać tańszych opcji chipowania psa. Paszport ma cenę ustawową, która wynosi 51 zł (EDIT: tak było, gdy my wyrabialiśmy paszport kilka lat temu; obecnie cena wzrosła i wynosi ok. 100 zł). Dobrze jest mieć na uwadze, że psa należy wpisać do jak największej liczby baz – a to również kosztuje.
psia górska walizka
Z akcesoriami wiąże się również kaganiec. Udało nam się kupić kaganiec Baskerville, który jest mniej więcej dopasowany do pyska Małego Białego. Właściwie go nie używamy, bo nie mamy potrzeby, ale psia górska walizka nie może się bez niego obyć – nie wiadomo, kiedy się przyda. Zabieramy go zwykle ze sobą do plecaka.

Jedzenie, suplementy i preparaty

To kolejna kategoria, która wydaje się być niezbędna przy wyjeździe. W naszym przypadku zabierana jest oczywiście karma. Karmy bierzemy tyle, ile trzeba nam według dawkowania na określoną ilość dni, plus ok. 5-10%. Karma sucha musi być sprawdzona – pies musi chętnie ją jeść, a dodatkowo nie mogą występować jakiekolwiek niepokoje żołądkowe czy problemy z załatwianiem. To jest podstawa, zwłaszcza przy psie pobudliwym, którego wszystko, co się dzieje, dodatkowo nakręca. Dodatkowo, ze względu na bardzo aktywnie spędzany czas, na wyjazdy w góry zabieramy również puszki z mokrym jedzeniem. Na co dzień nie podajemy takiego urozmaicenia diety, ponieważ zwyczajnie nie jest potrzebne. W trakcie wakacji bywa, że przechodzimy nawet 15-20 km kilka razy w tygodniu i psi organizm potrzebuje dodatkowego źródła mikroelementów. Zamawiamy zazwyczaj te karmy mokre, które Mały Biały zna i które mają dobry stosunek mięsa do reszty składników, a nie są wypełnione „produktami pochodzenia zwierzęcego” w nieznanych ilościach oraz zbożami.

Dowiedz się więcej o naszym przygotowaniu do wyjazdu w góry w kontekście żywienia! Więcej
Do tej kategorii wrzucamy także konga, choć nie jest on do jedzenia – ale z jedzeniem się zdecydowanie kojarzy. Żeby jeszcze bardziej ułatwić psu przyzwyczajenie do nowego miejsca, staramy się na wszelkie możliwe sposoby rozluźnić go i dobrze skojarzyć nowe otoczenie. Kong z pastą wykonaną na miejscu z pewnością będzie dobrym argumentem 😉
Z suplementów zabieramy preparat na stawy, który Mały Biały według zaleceń weterynarza bierze już ok miesiąc, a nawet dwa wcześniej. Każdego roku psia górska walizka mieści nieco inny preparat – śledzimy nowości na rynku i staramy się dopasować dla psa środek o najlepszym składzie i cenie. Preparat ma za zadanie wspomagać powstawanie mazi stawowej, dzięki czemu stawy są mniej narażone na jakiekolwiek uszkodzenia.
Jeszcze coś, o czym trzeba pamiętać – ale czego nie trzeba zabierać – czyli preparat na kleszcze. Jak zawsze używamy Sabunolu, który doskonale sprawdził się w Bieszczadach, odstraszając kleszcze oraz zasuszając jednego – już wbitego, ale jeszcze nie napitego. Sabunol w formie spot-on podajemy między łopatki ok. 72 godziny po kąpieli psa – a staramy się kąpać przed większością długich wyjazdów. Działa do miesiąca, wtedy należy powtórzyć dawkę; nawet pod koniec okresu działania jeszcze nas nie zawiódł. Staramy się podać go tak, aby akurat wstrzelić się z wyjazdem w okres działania.

Klatka i akcesoria

W naszym przypadku klatka kennelowa jest jedną z rzeczy niezbędnych. Niejednokrotnie przekonaliśmy się, że młody w klatce jest w stanie zostać w każdym miejscu, a nawet sam wybiera siedzenie w klatce, gdy nie ma co robić. Wraz z klatką bierzemy trytytki, tak dla pewności (no i każdy wie, że trytytki przydają się zawsze i do wszystkiego :D). Oczywiście, do klatki niezbędny jest odpowiedni wkład, czyli posłanie. W tym przypadku dbam tylko o wypranie posłania, które zabieram – na pewno po wyjeździe znów będzie do prania, a warto zabrać czyste. Posłanie zamykamy w klatce, jest na szczęście na tyle płaskie. Alternatywą w tym roku będzie dla nas aluminiowy transporter, w którym Mały Biały będzie jechał w góry i który można swobodnie wymontować, dlatego psia górska walizka pod tym względem będzie nieco obciążona 😉
Prócz posłania i klatki bierzemy również dwa koce. Może jest to dla wielu zbytnia fanaberia, a jednak koc rozkładamy w różnych miejscach, gdzie pies nie powinien mieć bezpośredniego kontaktu z podłożem. Poza tym temperatury w górach są często niższe niż tam, gdzie my mieszkamy, dlatego Mały Biały domaga się przykrycia, a własnego koca do klatki nie wrzucę 😉 Prócz koca w dwóch sztukach bierzemy jeszcze dwie rzeczy: mały ręcznik, żeby wysuszyć albo wyczyścić małego brudasa przed wejściem do wynajmowanego pokoju czy na łóżko, a także… duży ręcznik, przydatny na wypadek konieczności wykąpania psa.

Smycze, uprzęże, obroże…

Tutaj sprawa zmieniała się wraz z kolejnymi wyjazdami i obecnie wygląda to tak: zabieramy trzy obroże (jedna cieniutka w formie adresówki, np. do kompletu z szelkami, gdyby zawiodło zapięcie; druga na klamrę; trzecia półzaciskowa w zapasie) i trzy pary szelek (dwie pary guardów, z czego jedne w zapasie, a także specjalną uprząż Ruffwear WebMaster na trudniejsze podejścia – bez niej nasza psia górska walizka nie może się obyć!)
Adresówki uważam za niezbędne, gdziekolwiek nie jedziemy i czegokolwiek ze sobą nie zabieramy – to najszybsza droga odnalezienia psa.
psia górska walizka
Do tego oczywiście smycze. W tym roku bierzemy dwie: zwykłą czarną, przepinaną w dwóch miejscach, a także Flexi. Smycz przepinana przydaje się choćby w samochodzie czy tam, gdzie psa trzeba na chwilę przypiąć. Flexi, mimo wielu głosów krytycznych, u nas doskonale sprawdza się w zatłoczonym mieście. Dzięki wygodzie i temu, że raz jest dłuższa, a innym razem krótka – pies ma komfort korzystania z przestrzeni albo jest pod bezpośrednim nadzorem przy nodze. Dodatkowo zabierana jest również linka – obcy teren z zapachami dzikich zwierząt może być zbyt kuszący dla Małego Białego, nawet jeśli znajduje się tuż obok kwatery. Swoją drogą, kwaterę mamy rewelacyjną – na końcu wsi, otoczoną lasami, z regionalnym jedzeniem. Żyć nie umierać 😉
Od kilku lat jeździ z nami również pas biodrowy Hifica. Jego recenzję znajdziecie na blogu. Dla nas sprawdza się rewelacyjnie od początku użytkowania, jest regulowany, a dodatkowo bardzo wygodny. Część osób narzeka na jego szerokość i masywność – dla mnie to zaleta, ale pewnie jest to kwestia indywidualna.

Zabawki i akcesoria

Zdecydowanie nie bawimy się z Małym Białym znalezionymi kijkami – z wielu powodów – dlatego na wyjazd zabieram niektóre zabawki. Przede wszystkim w zapasie mam ze dwie piłki piszczące, które Mały Biały uwielbia do zabawy na dworze. Do tego jedna zabawka do przeciągania – zwykle taka, której dłużej nie widział. Do kompletu dorzucam coś, co może sobie sam gryźć, np. jakiś węzełek czy zabawkę z twardej gumy lanej; po prostu wyciągam coś, czym dawno się nie bawił, z głębin szafy 😉
Zabieramy jeszcze dwie rzeczy, które przydają się podczas wędrówek i spacerów. Pierwsza to miska składana, podróżna – maksymalnie co pół godziny robimy na trasie postój, aby pies mógł się spokojnie napić i chwilę odpocząć. Drugą rzeczą są oczywiście woreczki do posprzątania po psie. Tak, sprzątamy również w Parku Narodowym, do tego w mieście, na posesji. Do walizki dorzucamy furminator, który przydaje się w walce z futrem.
psia górska walizka
Na samych trasach towarzyszy nam zwykle apteczka – taka do zastosowania zarówno dla ludzi, jak i dla psa. W jej ramach mamy m.in. buty dla psa, których jednak nie używamy profilaktycznie (Mały Biały tego nie potrzebuje), tylko mamy w zapasie na wypadek jakiegoś urazu wymagającego zabezpieczenia opuszki.
 
Zdaje się, że to już wszystkie akcesoria, które mieści w sobie psia górska walizka Małego Białego. Nie jest tego mało i na pewno część rzeczy dałoby się wyeliminować, jednak póki nie ma takiej potrzeby – staramy się tego nie robić 🙂

Close Menu