Kilkakrotnie ostatnimi czasy, za sprawą znajomych oczekujących dzieci, wpadły mi w oko notki na temat psów idealnych dla dzieci. I uświadomiłam sobie, że jest to kolejny temat budzący mój ogromny sprzeciw, tuż obok psów, które nie uczulają, oraz tego, że klatka jest narzędziem szatana.

Dziecko i pies – dlaczego warto?

Jestem zdania, że dziecko wychowujące się w domu z psem wiele zyskuje. Jako alergiczka, na pierwszym miejscu stawiam fakt, że badania już od wielu lat podkreślają zbawienny wpływ psa na dziecko w sferze zdrowotnej – w tym pokazują, że w domu, gdzie jest pies, dzieci w mniejszym stopniu zapadają na alergię i chorują na astmę.
Pies ma dobry wpływ również na psychikę dziecka i wyrabianie w nim prawidłowych nawyków oraz naukę odpowiedzialności. Choć nie zgadzam się z poglądem, że dzieci wychowane z psami są „lepsze” pod kątem charakteru i mentalności od innych dzieci, to jednak nie da się ukryć, że mądre wychowanie dziecka w towarzystwie dobrze ułożonego czworonoga daje dziecku jasny, pozytywny przekaz.
Wszystko to jednak ma pozytywny wpływ na dziecko tylko w jednym przypadku: kiedy rodzice są odpowiedzialni, i kiedy potrafią wychować nie tylko dziecko, ale i psa.
575515_559315690778327_2146941598_n

Pies dla dziecka czy dziecko dla psa?

Czasami na maila piszą do mnie różne osoby, pytające o jack russell terriery i ich stosunek do dzieci. Jest to całkiem uzasadnione pytanie, i fajnie jest wiedzieć, że tak wiele osób na poważnie rozpatruje wszystkie aspekty posiadania psa. Niestety, zdarzają się również wiadomości, które mnie nieco zasmucają. Ostatnia taka brzmiała (mniej więcej) „Czy jack russell nie ugryzie dziecka, które będzie chciało się z nim bawić”. I to jest właśnie jasna przesłanka ku temu, że pies dla dziecka nie istnieje. Rozumiecie? Spróbuję powoli wyjaśnić ten punkt widzenia.
Posiadanie dziecka ani posiadanie psa nie jest obowiązkowe – nikt nie przystawia nam lufy do skroni i nie każe kupować psa czy płodzić potomka. Naszym zadaniem, jeśli zdecydujemy się na jedno czy drugie, jest zadbanie o jak najlepsze wychowanie i zapewnienie dobrych warunków. To naturalne, że chcemy zminimalizować szanse na to, że dziecko i pies się nie dogadają. Niestety, zwykle zabieramy się do tego od złej strony – zamiast wychowując jedno i drugie, próbujemy wybrać takiego psa, który sprosta wybrykom naszego dziecka. Jeśli więc tak podchodzimy do sprawy, to powinniśmy rozpatrzeć jedyną słuszną rasę: psa pluszowego. I nie zastępować psa chomiczkiem/myszką/świnką morską – to dorosły jest odpowiedzialny za te wszystkie stworzenia, ich zdrowie, życie i bezpieczeństwo. Żywe stworzenie nigdy nie jest zabawką dla dziecka.

Kim jest dziecko? Kim jest pies?

Wydaje się to Wam oczywiste, prawda? Dziecko to nasz potomek, osoba myśląca, wyciągająca wnioski, rozumująca w wielu aspektach. Pies to stworzenie bazujące – mimo całego wkładu hodowlanego – na instynktach, które wprowadzono do danej rasy oraz do gatunku jako takiego. Zapominamy zawsze o jednym aspekcie: i dziecko, i pies to istoty, które nie są w stanie myśleć tak, jak dorosły, odpowiedzialny człowiek. Sprawia to, że zachowania, które my uważamy za ryzykowne czy negatywne długofalowo – choć może w danej chwili takie nie są – dziecku mogą wydawać się zupełnie w porządku.
Wielce upraszczając, możemy powiedzieć, że posiadając dziecko i psa, często w domu mamy dwa elementy bomby z opóźnionym zapłonem. Jeśli pozwolimy im się połączyć według schematu, to po pewnym czasie wybuchną. Jeśli będziemy pilnować jednego i drugiego oraz wyznaczać pewne granice, będziemy po prostu bezpieczni – bo w końcu jeden ze składników może się dezaktywować, i najpewniej będzie to dziecko, które w końcu urośnie.

Ugryzienie. Wina psa, dziecka, czy może… rodzica?

Słyszy się o różnych ugryzieniach, ja sama znam co najmniej kilka JRT, które ugryzły dzieci – zazwyczaj niegroźnie, bez konieczności szycia, ale jednak. Znam również psa, który warczał na dziecko, a ponieważ był za to karcony, a dziecko nie było ograniczane – w końcu ugryzł, i to bardzo boleśnie. Nie był to pies w typie TTB (teriera typu bull), nie był to kaukaz, rottweiler, cane corso, jadterrier. To był po prostu kundelek. Wniosek z tego jest jeden: pies gryzie, bo ma zęby, i w pewnej chwili stwierdza, że ich użycie to jego ostatnia szansa.
Próby gryzienia zawsze powinny być konsultowane z kimś, kto na psach zna się lepiej niż my – bo skoro my dopuściliśmy do takiej próby u psa, którego długo wychowujemy, to trudno będzie nam nagle zmienić i siebie, i psa. Będę pewnie niepopularna, gdy powiem, że jeśli pies wychowany od zawsze z dzieckiem dopuszcza się gryzienia, to czasem lepiej i dla psa, i dla dziecka – znaleźć pupilowi nowy dom. Nierzadko psy gryzące w domu „swoje”, znane sobie dziecko, w nowym otoczeniu stają się potulne, a po kilku próbach pokazania swojego charakteru po prostu godzą się na mieszkanie z dzieckiem. Wychowanym dzieckiem.
Niemniej jednak, wracając do samego ugryzienia. Kiedy pies gryzie dziecko? Zastanawialiście się kiedyś? Myślicie, że w większości przypadków pies z szaleństwem w oczach podbiega do biednego, bawiącego się dziecka, aby je ugryźć? Zazwyczaj pies gryzie, gdy dziecko próbuje na nim jeździć. Albo ciągnie go za uszy czy ogon, bo to zabawne. Albo zabiera mu zabawki, bo chcę się z nim pobawić. Albo grzebie mu w misce, gdy ten zjada swoją porcję jedzenia. I kto jest winny we wszystkich tych sytuacjach? Wyłącznie rodzic. To on w tym towarzystwie jest dorosłym, myślącym i umiejącym przewidywać człowiekiem, który powinien mieć baczenie na to, co się dzieje.

Dla kogo jest więc pies?

Jestem daleka od poglądu popularnego w wielu fundacjach, że rodziny z małymi dziećmi nie powinny mieć psa. Uważam wręcz przeciwnie – pod warunkiem, że wszystko jest przemyślane. Bo przede wszystkim pies jest dla rodziców, ludzi dorosłych, i jest on ich obowiązkiem – podobnie jak jego wychowanie. Oraz wychowanie dziecka.
 
pies vs dziecko
 
I gwoli wyjaśnienia dla ewentualnego jadu, który spłynie ze świętych ust matek i innych przedkładaczy macierzyństwa ponad wszystko. Nie, nie mam dzieci. Tak, mój pies ma kontakt z dziećmi i bardzo je lubi, z wzajemnością. Tak, nadzoruję kontakty psa i dzieci, przerywając je w razie, gdy któraś ze stron zaczyna być zmęczona czy ma po prostu dość. Nie, nie „zobaczę”, gdy będę miała własne dzieci, i nie pozwolę im na męczenie psa. Zamiast tłumaczyć się tym, że dziecku można „bo to dziecko”, wystarczy wziąć tyłek w troki i zacząć wychowywać i potomka, i psa.

Close Menu