psich wołaczy

Najpopularniejsze gatunki psich wołaczy | TOP 10

Tego tematu nie muszę chyba Wam przybliżać. Każdy z nas zna wołaczy, którzy wołają, i wołają (albo i nie), a psy zwykle ich nie słyszą. Czasem i my stajemy się wołaczami – oby jak najrzadziej! Postanowiliśmy jednak wyodrębnić na podstawie obserwacji i doświadczeń 10 najbardziej irytujących oraz dominujących gatunków psich wołaczy, których możecie spotkać na spacerach. Oto one.

1. Gwizdacz niemy

Niby jest w porządku. Niby idzie ze swoim psem we względnym kontakcie, pies nawet na niego reaguje. Ale on GWIŻDŻE. Stoi i gwiżdże, no i patrzy na Ciebie i Twojego psa. Jego pies siedzi obok, najwyraźniej znudzony zachowaniem właściciela, albo idzie sobie, całkowicie ignorując cały świat. A on ciągle gwiżdże. Zaczynasz czuć się niekomfortowo, no bo kto to widział, żeby ktoś ciągle gwizdał? I na co? I wtedy dopada Cię olśnienie – na Twojego psa gwiżdże! Bo przecież to takie zabawne i on by chciał, żeby pies do niego przybiegł. A jak nie przybiegnie, to jest głupi i nieposłuszny, i w ogóle jakim prawem chodzi luzem (występuje, gdy gwizdacz jest skrzyżowany z innymi gatunkami psich wołaczy). Ludzie nie do końca wiedzą, jak na gwizdaczy reagować. W przypadku miejsca publicznego i płci przeciwnej proponuję zwrócić głośno uwagę, że to nieładnie gwizdać na ulicy tylko dlatego, że ktoś wydaje się nam atrakcyjny. Działa w 99%, a w 200%, gdy gwizdaczy jest kilku i są płci męskiej. W innym przypadku pozostaje ignorować, ewentualnie odgwizdywać.

2. Mamrotek zdradliwy

Idziesz polną ścieżką ze swoim psem, kiedy naprzeciwko wybiega nieokiełznany czworonóg. Może nie jest groźny, ale biega wokół Was i ujada, więc krzyczysz do podążającego jego śladem człowieka z przewieszoną przez szyję smyczą, aby zabrał psa. I nagle dzieje się coś dziwnego. Patrzysz na usta tego człowieka, one się ruszają, ale Ty… nic nie słyszysz. Wpadasz panikę, że może oto nadchodzi starość i efekt stosowania słuchawek z muzyką na full, przed czym przestrzegała Cię mama… Ale inne dźwięki słyszysz doskonale! Usta właściciela idącego z naprzeciwka nadal poruszają się bezgłośnie i na pewno nie są to ultradźwięki, bo jego pies zdecydowanie nie reaguje. Gdy mijasz się z człowiekiem, który starannie unika spojrzenia Ci w oczy, do Twoich uszu dobiega stłumiony szept: „Misiek, wracaj!” I już wiesz, że oto spotkałeś występujący naturalnie w przyrodzie tym mamrotka. Ten wołacz nigdy nie podnosi głosu, ale często mamrocze sobie coś pod nosem i nie do końca wiadomo, czy życzy Ci miłego dnia, czy raczej rzuca paskudny urok. Trudno powiedzieć, z czego wynika jego zachowanie. Może wie, że pies i tak nie zareaguje, więc po prostu nie wysila się za bardzo. Może ma problem ze zwieraczami i boi się większego ciśnienia… Jeśli reprezentuje mieszankę z gatunkiem stoika, to nie warto się bardzo angażować, bo wiele go nie ruszy. Jeśli zaś ma chatkę na kurzej łapce i dziwny kapelusz, to lepiej go omijać.

psich wołaczy

3. Obskurant pospolity

„Przepraszam, proszę zabrać swojego psa!” –  te słowa, jak zawsze, kierujesz do człowieka, który zupełnie nie panuje nad swoim czworonogiem. Liczysz się z wieloma reakcjami, ale nie… z brakiem reakcji! Obskurant nawet nie spojrzy w Twoim kierunku, albo mając totalnie w zadzie cały świat, albo po prostu nie chcąc się za bardzo spocić. Oczywiście nie odwołuje psa, bo i po co, lepiej go ignorować. W tym momencie zaczynasz zastanawiać się, czy faktycznie to jest pies tego człowieka – zdradza go wystająca z kieszeni smycz. Na obskuranta niestety wielu sposobów nie ma, ale jeśli nie boisz się konfrontacji fizycznej, możesz po prostu w niego wejść. Popatrzeć, powiedzieć opcjonalnie „ojej” i pójść dalej. Najpewniej następnym razem po prostu Cię ominie.

4. Sensat defetystyczny

„Kajtek, chodź tu, do nogi!” – słyszysz i już wiesz, że nic z tego. „No chodź tutaj, nie widzisz, jakie bydlę tam idzie? Chodź tutaj natychmiast!”. Nawet nie musisz patrzeć, ale wiesz, że to mowa o Twoim psie. Psie, który idzie sobie spokojnie przy nodze i najpewniej nie zauważyłby Kajtka, chyba że ten wlazłby mu z nosem prosto w tyłek, co też planował uczynić. I wtem dochodzi do Twoich uszu „Kto to widział, żeby takie bydlę w domu trzymać? Toż to krzywdę zrobi, wystarczy, że się wyrwie! A potem będzie płacz, że dziecko zabiło czy psa rozszarpało!” – czyli znaczy się, że wielkość czyni potwora. W tym czasie Kajtek, waga piórkowa, skacze i obszczekuje Was dookoła, opcjonalnie próbując dopaść pęcin (psich i Twoich). Monolog trwa, ale NIGDY nie jest skierowany do Ciebie, chyba że ten gatunek wołacza ma towarzystwo. Wtedy wiadomo, w kupie siła. Co robić? Ignorować. Przecież nie mówi do Ciebie 😉

5. Ogniosracz przesadny

Ma psa luzem, bo najwyraźniej lubi adrenalinę. Jego pies – zwykle niewielkich rozmiarów – jest często całkiem normalnym czworonogiem. Albo byłby, gdyby nie zachowanie jego właściciela. Na widok innego psa na smyczy – a zwłaszcza psa większego od JEGO psa – ognosracz zaczyna przeraźliwie krzyczeć i z histerią w głosie nawoływać swoje czworonożne szczęście. Jako że ono zazwyczaj ma inny pogląd na to, co jest dla niego dobre, przywołania te działają w niewielkim stopniu. Wtedy głos ogniosracza przenosi się na wyższe tony, na twarzy zaczyna być widać przejawy szaleństwa, a nogi przebierają coraz szybciej. W tym samym czasie dwa psy podchodzą do siebie i, merdając, chcą się powąchać, gdy… Maluch luzem podnoszony jest gwałtownie do góry, a Twoje buty zrasza pot spadający z czoła jego właściciela.. Złapaniu psa towarzyszą piskliwe odgłosy, które można rozszyfrować jako wdzięczność kierowaną do losu (że psa udało się „uratować”) i pretensje do Ciebie (że „z takim bydlakiem to w domu siedzieć!”). Ze wszystkich typów psich wołaczy to głównie z ogniosraczem, z uwagi na jego stan w momencie kontaktu, nie da się spokojnie porozmawiać, aby wytłumaczyć, że psy mogłyby się w zasadzie powąchać. Pozostaje popukać się w czoło wymownym gestem, a za rok-dwa zacząć omijać psa, który świetnie utrwalił sobie agresję do osobników własnego gatunku.

Zobacz też 10 najbardziej irytujących tekstów psiarzy! Więcej

6. Stoik bezdenny

Idziesz sobie ścieżką, nagle do Twojego psa podbiega inny pies, a za nim idzie człowiek. I teraz scenariuszy jest kilka: Twój pies próbuje spuścić innemu bęcki; tamten pies próbuje spuścić Twojemu bęcki; psy zaczynają się po równo naparzać po głowach; psy zaczynają się bawić, ale jeden ma przewagę i czochra drugim po glebie. No dobra, opcji jest wiele, wstawcie tutaj, co chcecie. Ważne jest, co robi ten gatunek wołacza. Otóż robi NIC. Stoi i patrzy. Ewentualnie skomentuje „Zaraz przestaną” czy „To psy, one sobie ułożą”. Krew się leje, latają urwane uszy, Ty panikujesz i zastanawiasz się, którą część ciała najlepiej dać sobie odgryźć, żeby przerwać tę jatkę, a stoik stoi i patrzy. Nie polecam spotkania z tym typem – nic nie wyrwie go z marazmu, ze wszystkich typów psich wołaczy ten będzie najmniej przydatny. No, zaraz obok obskuranta.

7. Łacinnik podwórkowy

Popularne zawołania i przywołania zastępuje podwórkową łaciną. Po jego stylu ubierania już wiesz, jakie zasady ortografii zastosowałby w większości przypadków. Jego słownictwo nie wskazuje jednak na nacechowanie wypowiedzi – stosuje te same przekleństwa w przypadku zarówno pochwał, prób nawiązania kontaktu, jak również propozycji odnośnie tego, gdzie powinieneś chyżo udać się ze swoim psem. Możesz przy nim poszerzyć zasoby swojego słownictwa o wyrażenia, o których istnieniu nie miałeś pojęcia. Często jednak mało inwazyjny gatunek łacinnika będzie po prostu biegał wokół Ciebie za swoim psem, krzycząc, żeby „Natychmiast tu k**wa wrócił, no ja pie**olę, co za poje**ny pies!”. Rada: choć bardzo Cię kusi, aby sprostować, kto tu tak naprawdę jest poje**ny, nie rób tego, jeśli nie jesteś mistrzem walk z gazem pieprzowym w kieszeni. Łacinnika agresywnego najlepiej unikać, względnie zgłaszać odpowiednim służbom. Łacinnika nieinwazyjnego można z bezpiecznej odległości obserwować w ramach projektu z przyrody.

8. Filozof daremny

„A bo wie pani, z psami to jest tak, że jak się im nie pokaże od razu, kto jest alfą, to potem się nie słuchają” – powie Ci, gdy widzi, jak trenujesz z psem. Oczywiście, uprzednio wpakuje się w bliski kontakt i będzie Ci trąbił prawie do ucha. Nie reaguje na delikatne uwagi, że jego poziom wiedzy Cię nie zachwyca, a dzień był piękniejszy, zanim go spotkałeś. Będzie nawijał, przekazywał prawdy życiowe mieszające teorie Millana i wujka Władka z Pcimia Dolnego, no bo on wie, bo miał psy wcześniej, ma psa teraz. I o, jego pies nie ucieka, no nie wraca, ale nie ucieka – ale on WIE, że ma być posłuszny. „A w ogóle to co to pani ma za rasę? Dziak raszel? Paaaani, to szczeniak labradora, ktoś pani wcisnął, toż to urośnie bydlę”. A za pół roku: „No i widzi pani, zapłaciła pani, ktoś pani wcisnął rasę, co nie istnieje, i jeszcze pani labrador nie urósł!” – to mój autentyk ze spotkania z filozofem. Dla mnie to najbardziej uciążliwy z psich wołaczy, bo wydaje mu się, że ma rację, nawet jak wie, że jej nie ma.

psich wołaczy

9. Sprinter amator

Powolny krok, który na jedno słowo zamienia się w sprint godny olimpijczyka – to właśnie charakteryzuje ten typ psich wołaczy. Sprinter na początku sprawia wrażenie, jakby wcale nie był fanem tego rodzaju aktywności. Idzie wolnym krokiem, ewentualnie pokrzykując zza biegnącego do Ciebie psa „Mój nie gryzieeee!”. W momencie, gdy odkrzykujesz „A mój tak!”, zaś Twój pies prezentuje pełne uzębienie i jeża przez cały grzbiet, sprinter pokazuje swoją prawdziwą naturę. Pędem dopada do swojego czworonoga, a jeśli jest dobrze wytrenowany, to udaje mu się wyciągnąć go z paszczy potwora. Znaczy, Twojego psa. Tutaj sprinter może zmienić swoją naturę, na przykład na łacinnika (patrz: wyżej). Sposób na sprintera? Zamarkować próbę spuszczenia psa z głośnym komentarzem „O, zobacz, śniadanie biegnie!”, dostosowując rodzaj posiłku do pory dnia.

10. Ciumkacz upierdliwy

„<cium cium> Ale ładny piesek <cium cium> A jaki mądry musi być <cium cium cium ślurp> No chodź pieseczku tiu tiu tiu no choooodź <cium cium>”. Ten radosny monolog mógłby trwać prawdopodobnie przez cały dzień, gdyby nie fakt, że ciumkacz ma na swojej smyczy psa, który nie jest przekonany o urodzie i inteligencji Twojego czworonoga. I najchętniej spuściłby mu bęcki, dlatego też, gdy ciumkacz zbliża się do Twojego psa ze swoim, słyszysz nagle warkot godny Cerbera i widzisz rzucającą się kulę futra. A potem dowiadujesz się, że owa kula to durna jest, bo zazdrosna, ale „Wie pani, ona nie gryzie, stara jest już, tak się popisuje, że taka niby odważna, ha ha”. Niestety, spotkanie z ciumkaczem również może trwać długo i niejednokrotnie wydłuża się tym bardziej, im częściej dajecie szansę na kontakt. Z tego powodu polecam proste „Proszę nie zaczepiać psa”. Gwarantuję, że niebawem dowiecie się o sobie ciekawych rzeczy. Na przykład tego, że jesteście socjopatami, powinno się Wam odebrać zwierzęta, a w ogóle to pewnie żyjecie w konkubinacie i to tłumaczy wszystko.